Aktualności

[II LIGA] Daniel Kokosiński: O „klubie Kokosa” nie myślę. Idę nową drogą i zbieram nauki

Rozgrywki11.01.2018 

Daniel Kokosiński od kilku lat pracuje w roli szkoleniowca. Najpierw prowadził Kotwicę Kołobrzeg, a od rundy wiosennej przejął funkcję asystenta trenera II-ligowego MKS Kluczbork. – Przed nami bardzo dużo pracy, ale wierzymy w to, że osiągniemy cel, jakim jest pewne utrzymanie w lidze. Gdyby było inaczej, nie miałoby nawet sensu rozpoczynanie przygotowań – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka były zawodnik między innymi Polonii Warszawa.

Przenosiny na drugi koniec Polski – z Kotwicy Kołobrzeg do MKS Kluczbork – były dla ciebie łatwą decyzją?

Na pewno darzę Kotwicę ogromnym sentymentem. Pracowałem tam cztery lata i utożsamiałem się z tym klubem. Taka jest jednak rola trenera. W tym fachu przeprowadzki, zmiany miejsca zamieszkania są czymś normalnym. Trzeba do tego przywyknąć. Już jako piłkarz miałem z tym do czynienia, więc nie jest to dla mnie nowość. Praca szkoleniowca zobowiązuje, żeby cały czas jeździć za piłką i zbierać doświadczenia oraz nauki.

Co cię skusiło do takiego ruchu? W Kotwicy byłeś pierwszym trenerem, w Kluczborku pełnisz rolę asystenta.

Gdy otrzymałem propozycję pracy z trenerem Janem Furlepą, chwilę się zastanawiałem, ale niezbyt długo. To w końcu poziom centralny, gdzie mogę się rozwijać. Mam okazję poznać nowe środowisko, nowe miejsce, nowych ludzi… W kontekście rozwoju w roli trenera to bardzo ważne. Uważam, że podjąłem właściwą decyzję.

MKS znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, dyrektor Robert Płaczkowski wynik sportowy nazwał wprost „katastrofą”. Zawodnicy odchodzą, a o transferach do klubu cisza…

Wiadomo, zespół wygrał jesienią tylko dwa mecze. To bardzo mało, nie napawa entuzjazmem, gdy ktoś patrzy z zewnątrz. Przed nami jednak bardzo dużo pracy, wierzymy w to, że osiągniemy cel, jakim jest pewne utrzymanie w lidze. Gdyby było inaczej, nie miałoby sensu rozpoczynanie przygotowań. Łatwo nie jest, ale trzeba patrzeć w przyszłość z optymizmem.

Trenerski stołek w Kluczborku jest wyjątkowo gorący. Jan Furlepa jest już czwartym szkoleniowcem prowadzącym ten zespół w sezonie 2017/2018.

Na pewno trzecim, bo Łukasz Ganowicz był jedynie trenerem tymczasowym, który przejął zespół po Andrzeju Konwińskim, a w miejsce „Gany” pojawił się Tomasz Kulawik. Teraz nadszedł czas na Jana Furlepę. Czy to jest gorący stołek? Jeśli drużyna znajduje się w trudnej sytuacji, często podejmuje się takie, a nie inne decyzje. Władze klubu szukają sposobu, by wyciągnąć zespół z marazmu i uchronić przed spadkiem. Owszem, MKS jest jedną z nielicznych ekip, która tak często zmienia trenerów, ale to świadczy o tym, że zarząd szuka cały czas optymalnej opcji. Widać, że bardzo mu na tym zależy i jako szkoleniowcy musimy się z tym zmierzyć.

W planie sparingowym MKS dominują ekipy z niższych lig niż II. To ma związek z podbudowaniem pewności siebie, wprowadzaniem nowych zawodników?

Warto zauważyć, że zagramy też z GKS Bełchatów, Podbeskidziem Bielsko-Biała czy Odrą Opole. Zespołów z niższych poziomów rozgrywkowych jest rzeczywiście więcej, ale trzeba brać pod uwagę zróżnicowanie, niezbędne w okresie przygotowawczym. Dzięki temu możemy dokonać porównania, jak na tle konkretnych rywali prezentują się zawodnicy, na co są gotowi.

Dla ciebie to kolejne wyzwanie. Pełniłeś funkcję asystenta trenera już jako czynny zawodnik, jaki masz plan na siebie jako trenera?

W tej chwili posiadam licencję UEFA A, pozwalającą mi pracować samodzielnie maksymalnie na poziomie III ligi. Nie chcę jednak na tym poprzestać, lecz mam trochę czasu. Obecne uprawnienia posiadam dopiero od dwóch lat, więc na razie skupiam się głównie na zbieraniu doświadczeń. Chcę je kompletować na wyższym poziomie niż III liga, stąd też przenosiny do Kluczborka. W tym kierunku zmierzam.

Nie da się uciec od pytania o „klub Kokosa”. Musisz się jeszcze z tym mierzyć, czy ten etap już minął?

Staram się w ogóle o tym nie myśleć. Osobiście też nie mam z tym do czynienia, nie słyszę żadnych komentarzy. Może w mediach jeszcze pojawiają się takie nawiązania, ale nie wgłębiam się w to, nie czytam.

Oczyściłeś już głowę całkowicie?

Tak, trochę czasu już minęło. Skupiam się teraz wyłącznie na pracy i przyszłości, a nie na tym, co było. Zegarków nie cofniemy, a to, że ktoś teraz sobie coś gada, nie ma dla mnie znaczenia. Idę nową drogą, przeszłość zostawiając za plecami.

Niewiele osób wie, że twój brat również gra w piłkę – na poziomie reprezentacji Polski żołnierzy.

Tak, ostatnio rozmawiałem o tym z Błażejem. To dla niego świetna przygoda, połączona z zawodem. Miał okazję wyjechać na mistrzostwa świata do Omanu, cieszę się z tego, że brat dzięki piłce ma okazję do takich przeżyć. Sam sobie to wywalczył, udowodnił, że na to zasługuje, choć przez większą część kariery występował w niższych ligach. Troszkę się różnimy – on ma pracę i stabilizację, to był zawsze dla niego priorytet, a piłka dla niego zawsze była miłym dodatkiem. Ja natomiast wszystko podporządkowałem futbolowi i do dziś tak jest.

Rozmawiał Emil Kopański

Fot. główna: MKP Kotwica Kołobrzeg

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży