Aktualności

[II LIGA] Człowiek wielu talentów, czyli Tomasz Wróbel bez Rozwoju żyć nie może

Rozgrywki21.02.2018 
Tomasz Wróbel nie mieści się pod kloszem sformułowania „zwykły piłkarz”. Wychowanek Rozwoju Katowice, mający na swoim koncie 171 występów w ekstraklasie, w barwach GKS Bełchatów, jest także między innymi biznesmenem, taternikiem i hodowcą... pająków.

Gdy 10 lipca Tomasz Wróbel świętował 35. urodziny, był zawodnikiem Rakowa Częstochowa, z którym jako mocny punkt drugiej linii wywalczył awans na zaplecze ekstraklasy. W rundzie jesiennej nie pograł jednak zbyt wiele i z bilansem 274 minut w 5 występach postanowił zakończyć roczny pobyt w klubie spod Jasnej Góry.

– Miałem kilka propozycji gry w pierwszej lidze, ale zdecydowałem, że należy pomóc Rozwojowi – twierdzi „nowy” zawodnik 15. drużyny II ligi. – Jestem wychowankiem tego klubu i ogromnie dużo mu zawdzięczam. I nie chodzi tylko o sprawy wyłącznie piłkarskie, ale też wychowanie, charakter i sposób bycia. Z wieloma ludźmi, których przy ulicy Zgody poznałem jako dziecko, utrzymuję kontakty do dziś i pomagamy sobie w wielu sprawach. Ci, którzy się tu wychowali, potrafią się scalić, trzymać razem. W Rozwoju jest rodzinna atmosfera. Można o tym mówić w samych superlatywach.

To, że Tomasz Wróbel dwa razy odchodził z Rozwoju świadczy o tym, że dla niego słowo „rozwój” to nie tylko nazwa klubu. Latem 2005 roku z III-ligowej drużyny na zaplecze ekstraklasy wyciągnął go Marek Koniarek, który jako trener Górnika Polkowice potrzebował lidera drużyny. A już pół roku później „Ćwirek” zakotwiczył na osiem sezonów w ekstraklasie i wywalczył z GKS Bełchatów wicemistrzostwo Polski.



– Zawsze powtarzam młodym zawodnikom, że do ekstraklasy trzeba iść choćby na kolanach – podkreśla wicemistrz Polski i uczestnik meczów Pucharu UEFA. – Miałem to szczęście, że grałem w niej do 2013 roku, ale sprawy rodzinne zadecydowały, że wróciłem do Katowic. Najbardziej konkretną ofertę otrzymałem wtedy z Lechii Gdańsk, ale gra w ekstraklasie tak daleko od najbliższych nie wchodziła wówczas w rachubę. To była sytuacja, która wymagała męskiej decyzji i taką podjąłem. Przez sezon byłem w GKS Katowice i wtedy myślałem, że jeszcze zagram o mistrzostwo Polski, ale zniechęciła mnie łatka, którą mi przypięto, że należę do jakiejś wymyślonej grupy hamulcowej, która nie chce awansu.

O tym, że Tomasz Wróbel chce awansować, kibice z Katowic przekonali się gdy po przejściu do II-ligowego Rozwoju świętował w 2015 roku historyczne wejście na zaplecze ekstraklasy i powtórzył ten wyczyn w 2017 roku z Rakowem Częstochowa. – Rozwiązując rok temu kontrakt z Rozwojem, mówiłem, że chcę jeszcze pograć na pierwszoligowych boiskach – wyjaśnia katowiczanin. – Życie miałem już w Katowicach poukładane. Praca, gra w piłkę, kilka dodatkowych spraw, dlatego odrzucałem inne oferty pierwszoligowe. Postanowiłem jednak poszukać jeszcze wyzwań. Bardzo dziękowałem prezesom, że potrafili wtedy spojrzeć na to na chłodno, a przecież to nie jest łatwa sprawa, kiedy kapitan zespołu przychodzi i mówi, że chce odejść. Podeszli jednak do tego życiowo, z czego Rozwój w Polsce słynie. Działacze, którzy dowodzą tym klubem, są ludzcy i bardzo słowni. Dlatego znowu tu jestem, choć miałem jeszcze kilka propozycji grania w pierwszej lidze. Zdecydowałem jednak, że należy pomóc Rozwojowi i zrobię wszystko, by utrzymać go na szczeblu centralnym. To nasz wielki cel i mój świadomy wybór – zapewnia.



W wieku 35 lat wielu zawodników z niepokojem myśli o tym, co będzie robiło po zawieszeniu butów na kołku. Tomasz Wróbel jest w tym wypadku wyjątkiem, bo zajęć wypełniających mu życie ma pod dostatkiem. – Czy kończyć z futbolem, to nie jest dla mnie życiowy dylemat – twierdzi pomocnik Rozwoju. – Akurat życie mam tak poukładane, że świat by mi się nie zawalił i nie zawali, jeśli nie będę grał. Ale chcę jeszcze grać i skupiam się już tylko i wyłącznie na tym, byśmy odpowiednio przygotowali się do wiosny, stanowili jedną wielką drużynę i osiągnęli cel, jakim jest utrzymanie. To cel na pół roku i na taki okres obowiązuje mój kontrakt. Dalej nie ma co planować, bo życie - nie tylko piłkarskie - jest przecież takie, że do czerwca może się pozmieniać milion rzeczy – słusznie zauważa.

Niezmienny będzie jednak charakter Tomasza Wróbla, który nie potrafi usiedzieć w miejscu i ciągle gdzieś się śpieszy. Skończył dwa kierunki studiów: wychowanie fizyczne oraz edukację obronną. Miał propozycję pisania pracy doktoranckiej. Chodzi po górach i zdobył już Koronę Gór Polski, a teraz „zalicza” Tatry. Prowadzi biznes, działając w branży nieruchomości, sprzętu sportowego, ubezpieczeń i piłkarskiej menedżerki. Zrobił także papiery trenerskie i ma licencję UEFA A.

– Na swoim przykładzie twierdzę, że doba powinna trwać 48 godzin – uśmiecha się 35-latek. – Nie narzekam na nudę, bo cały czas coś mnie absorbuje. Często wstaję rano, a kończę dzień późnym wieczorem. Żona z córką chwilami mają prawo narzekać, że poświęcam im za mało czasu. Gdy zdobywałem licencję trenerską UEFA A, miałem zaszczyt chodzenia na zajęcia z wieloma fajnymi trenerami i mogłem słuchać tych, którzy tę wiedzę wykładają, czyli są jeszcze lepszymi szkoleniowcami. Naprawdę super wrażenia, ale w tej chwili mam w głowie jednak inną drogę niż trenerską. Poznaję stopniowo wiele przepisów, studiuję to sobie i jest ciekawie. Posiadam trzy... pająki, a jednego to miałem 20 lat. Gdy byliśmy z rodziną na giełdzie gadów i płazów zastanawiałem się, czy nie sprawić sobie kajmana karłowatego. Muzyka też jest dla mnie wyzwaniem. Jeśli Metallica przyjeżdża do Polski, staram się być na każdym występie, bo to bezapelacyjnie najlepsza grupa na świecie. Byłem na koncertach Guns N' Roses i Queen oraz IRA, bo jak już coś mnie zafascynuje, to czerpię z tego frajdę całymi garściami – kończy Tomasz Wróbel.

Jerzy Dusik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży