Aktualności

Hutnik Kraków trenera Szymona Szydełki wzoruje się na Interze i Atalancie

Rozgrywki30.03.2021 

Hutnik Kraków przed rundą wiosenną zmienił trenera. Z nowym szkoleniowcem przyszły pierwsze efekty – zespół z Nowej Huty właśnie wydostał się ze strefy spadkowej. – Jak wracaliśmy z meczu w Grudziądzu, zawodnicy co chwilę włączali w telefonach tabele, jakby nie wierzyli, że to się udało. Mam nadzieję, że już nie będziemy czerwoną latarnią ligi – twierdzi Szymon Szydełko, 38-letni trener Hutnika.

Lubi pan ryzyko? Po walczącej o utrzymanie Stali Stalowa Wola, objął pan Hutnika Kraków, który też broni się przed spadkiem

Może nie jestem ryzykantem, ale też nie tchórzem. Najlepiej powiedzieć, że lubię wyzwania. Stali nie uniknęła spadku i bardzo mnie to bolało. Zwłaszcza, że zdobyliśmy 46 punktów, co w ostatnich latach dawało spokojne utrzymanie. Byliśmy w gronie drużyn, które po wznowieniu rozgrywek przerwanych przez pandemię najlepiej punktowały, ale i tak spadliśmy. Do ostatniej kolejki wszystko było w naszych rękach i nogach. Wystarczyło zremisować u siebie z Pogonią Siedlce, ale piłkarze chyba nie poradzili sobie z presją i przegraliśmy 0:3.

Po spadku został pan w Stali. Czuł się pan winny i chciał szybko awansować?

Na początku wahałem się, czy jestem w stanie podnieść zespół. Po namowach prezesa i kibiców zostałem w klubie. Szybko jednak zmieniły się władze i nowy zarząd zaczął inaczej patrzeć na moją pracę. Czułem, że już mnie nie chcą w klubie. Zresztą to był szalony czas. Zdążyliśmy zakończyć sezon w drugiej lidze, a za chwilę wystartowały rozgrywki w trzeciej lidze. Nie było czasu na transfery, na odpoczynek, na przygotowania, wszystko było na łapu capu. Wisła Puławy od początku pokazała, że jest najsilniejsza piłkarsko i organizacyjnie. Już po pierwszej rundzie miała taką przewagę, że była właściwie murowanym kandydatem do awansu.



Wróćmy do Hutnika. Ponoć wpadł pan w oko działaczom tego klubu, jeszcze jako trener Sokoła Sieniawa.

Chyba rzeczywiście dałem się zapamiętać. Graliśmy z Hutnikiem w trzeciej lidze. W pierwszym meczu sędzia odesłał mnie na trybuny, gdzie siedzieli kibice tej drużyny i było trochę gorąco. W rewanżu pokonaliśmy Hutnika i odebraliśmy im szanse na awans. Po spadku ze Stalą bardzo chciałem wrócić d pracy na szczeblu centralnym. Trochę się obawiałem, że taka propozycja się nie pojawi. Zgłosił się jednak Hutnik, który był i jest w trudnej sytuacji. Gdybym nie widział, że z tym zespołem da się coś zdziałać, że ma potencjał, to bym nie przyjął tej oferty, bo byłby to strzał w kolano. Choć jestem młodym trenerem, to już nabrałem doświadczenia i wiem, jak to jest bronić się przed spadkiem.

Hutnik to zespół, w którym są głównie mało znani piłkarze. Jedynie Piotr Stawarczyk grał w ekstraklasie.

To drużyna zbudowana z bardzo młodych ludzi, pełnych pasji, którzy chcą w piłce zaistnieć i piąć się jak najwyżej. Każdy ma świadomość, że gra o swoją przyszłość. Do tego jest kilku starszych zawodników jak wspomniany Stawarczyk czy Krzysztof Światek, którzy dają spokój i chętnie dzielą się doświadczeniem.



Prezes klubu przyznaje otwarcie, że budżet nie jest duży i raczej musieliście szukać zawodników w niższych ligach.

Rzeczywiście nie ma w Hutniku dużych pieniędzy, ale jest coś, czego nie można kupić, czyli rodzinna atmosfera. Podobną czułem tylko raz, na początku pracy trenerskiej w Karpatach Krosno. Wzajemnie sobie pomagamy. Zawodnicy nie patrzą tylko na siebie, ale rozumieją, że najważniejszy jest zespół. Także wokół klubu są ludzie, którzy często anonimowo pomagają. A to zapewnią drużynie posiłki, a to dołożą się do pensji zawodnika. Wiele osób dokłada cegiełkę, by Hutnik się utrzymał. Sytuacja finansowa sprawiła, że szukaliśmy zawodników w niższych ligach. Na szczęście długo pracowałem w grupie czwartej trzeciej ligi i miałem rozeznanie. Znałem piłkarzy, którzy spisywali się na tyle dobrze, że powinni też dać radę szczebel wyżej. I na razie wydaje się, że były to trafione transfery. Mieliśmy wątpliwości, czy zatrudniać Javiera Bernala, bo wydawało mi się, że się nie odnajdzie w naszym pomyśle na grę. Tymczasem po 45 minutach sparingu wiedziałem, że właśnie Hiszpana potrzebujemy. I wtedy pojawił się wspomniany anonimowy sponsor, który dołożył się do jego pensji.

Wiosną zdobyliście 10 punktów w sześciu meczach. Pokonaliście na wyjeździe GKS Katowice, choć graliście w dziesiątkę.

Pojawiło się trochę przeszkód, ale potrafiliśmy je przezwyciężyć. Po czerwonej kartce Abdallaha Hafeza straciliśmy na dwa mecze i było to widać. Przegraliśmy ze wzmocnionymi rezerwami Lecha Poznań i Górnikiem Polkowice, który przerastał nas o klasę. Potem jednak mieliśmy pełną kontrolę w meczu z Pogonią Siedlce. Za to ostatnie spotkanie z Olimpią Grudziądz było dla nas bardzo trudne Wygraliśmy i pierwszy raz wiosną wydostaliśmy się ze strefy spadkowej. Jak wracaliśmy do Krakowa, piłkarze kilka razy oglądali tabele, bo nie mogli uwierzyć. Mam nadzieję, że już tam nie wrócimy. Zawodnicy przekonali się, że w tej lidze wystarczy seria trzech zwycięstw, by przeskoczyć kilku rywali. Z drugiej strony przed rundą sporo drużyn szykowało się do walki o baraże, a znalazły się blisko strefy spadkowej. Ta liga jest zaskakująca.



Wspomniał pan o systemie gry. Jaki jest pański pomysł na Hutnika?

Gramy w ustawieniu 3-5-2 w rombie. Często stosowałem taką taktykę w poprzednich klubach i zwykle zdawała egzamin. Z jednej strony w grze defensywnej wzoruje się na Interze Mediolan, a w ofensywie na Atalancie Bergamo. Próbujemy łączyć te dwa stylu w zależności od wyniku. W Katowicach musieliśmy bronić się pragmatycznie jak Inter. Jak jest 0:0, to próbujemy być Atalantą, choć w związku z sytuacją w tabeli mamy mniej możliwości, by pokazać umiejętności w ataku. W ciągu dwóch miesięcy musieliśmy zmienić system, nauczyć się nowej organizacji gry. Chcieliśmy przede wszystkim zabezpieczyć środek boiska i mamy tu nawet dziewięciu zawodników. To utrudnia rywalom strzelanie goli.

Praca w Hutniku to dla pana też indywidualnie ważny moment w karierze. Jeśli noga się powinie, to dostanie pan łatkę, że sezon po sezonie spadł pan z ligi.

Wiem, że walczę też o swoją przyszłość. Jestem młodym trenerem, robię wszystko, by dostać szansę wyżej. Moje drużyny zwykle wiosny miały bardziej udane. Ktoś powie, że w Stali tak nie było. Objąłem ten zespół, kiedy miał cztery punkty po sześciu kolejkach. Zdobyłem 42 i to nie wystarczyło. Wiem, że liczy się efekt, ale średnia zdobywanych punktów [1,5 na mecz – przyp. red.] była całkiem niezła. Teraz jest jeszcze wyższa [1,67] i wierzę, że tym razem osiągnę wyniki, które pozwolą pozostać Hutnikowi w drugiej lidze.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Hutnik Kraków/Paweł Jerzmanowski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności