Aktualności

Historia Mariusza Holika. „Danie szansy na drugie życie to najlepsza nagroda”

Rozgrywki10.04.2021 
Ostatnie tygodnie w życiu Mariusza Holika są przepełnione dumą. Jego drużyna jest rewelacją drugiej ligi, coraz odważniej w Częstochowie mówi się o awansie na zaplecze piłkarskiej ekstraklasy, a on sam w maszynie trenera Marka Gołębiewskiego jest niezastąpionym elementem. – Gdy się jednak słyszy, że się komuś ratuje życie, to wszystko inne odchodzi na bok – mówi 27-letni defensor.

Jak sam przyznaje, do tej pory w najbliższym otoczeniu był znany głównie dzięki piłce. – I niech tak nadal będzie. Żadnym ambasadorem akcji oddawania szpiku kostnego nie zostaję. Niech każdy robi co uważa, ale ja, jeżeli mogę pomóc w decyzji, to chętnie się przyłączę – Mariusz Holik ma nadzieję, że dzięki pewnemu rozgłosowi, o który wcale nie zabiega, tak szczytna i potrzebna akcja, zyska pewien rozgłos.

Telefon z Włoch

Mariusz Holik to jeden z wielu ligowców. Nigdy nie udzielał się ponadprzeciętnie w akcjach charytatywnych, czy pro-zdrowotnych, do pomocy był jednak chętny. – Jeżeli klub organizował akcje charytatywne, to brałem w nich udział. Taki mam charakter, że jeżeli mogę, to chętnie pomogę. Empatię i wyczulenie na pewne ludzkie problemy chyba posiadam – przyznaje z pewnym zakłopotaniem.

W drugiej połowie marca Holik został dawcą szpiku kostnego. – Na początku roku odezwał się telefon z fundacji DKMS, że znalazła się osoba chora na białaczkę. Na początku byłem lekko zaskoczony, bo szanse na znalezienie osoby tak podobnej wynoszą mniej niż 0,2 %, ale potwierdziłem gotowość do oddania szpiku. Wtedy przeszedłem kompleksowe, szczegółowe badania, które potwierdziły moją zdolność – opowiada.

Biorcą okazała się młoda osoba z Włoch. – Ja dostałem tylko informację, że to mój rówieśnik z Włoch. Szpiki wysyłane są wszędzie. Do Stanów Zjednoczonych, Brazylii, czy też krajów afrykańskich. Mogę chcieć skontaktować się z nim po dwóch latach najwcześniej. W różnych krajach jest to różnie rozwiązywane, w Holandii na przykład w ogóle nie można się kontaktować. W naszej sytuacji jest to dopuszczalne, ale ja nie będę naciskał. Nie chcę, by osoba po drugiej stronie czuła się niekomfortowo, niezręcznie, że coś mi zawdzięcza. Jeżeli będzie taka chęć, to owszem, ale bez mojej presji – tłumaczy Holik.

Dzisiaj niezręcznie wybiegać tak daleko w przyszłość, bo w tym momencie biorca szpiku Mariusza walczy tak naprawdę o życie. Dopiero bowiem po trzech miesiącach będzie wiadomo czy szpik się przyjął, po miesiącu biorca będzie mógł wyjść ze szpitala. – Ja w tym czasie w bazie dawców jestem zarezerwowany dla tej jednej osoby. Po roku, gdy pojawiłby się nawrót choroby mogę zostać poproszony o kolejne oddanie szpiku, w niektórych przypadkach można oddać także limfocyty. Ale tylko tej jednej osobie. Po dwóch latach wracam do bazy i jeżeli ponownie się trafi mój bliźniak, to znowu mogę pomóc – opowiada 27-latek.

Kontakt obu stron, czy najbliższych ze strony biorcy, na ten moment jest prawnie niemożliwy. – Chodzi o to, by nie wywierać presji, gdy będzie kolejna potrzeba pomocy – tłumaczy obrońca Skry, który jednak dostał wiadomość od rodziny młodego chłopaka z Italii. – Fundacja mi przekazała telefonicznie informację od bliskich, że bardzo mi są wdzięczni, za to, że dałem ich synowi szansę na drugie życie. Taka wiadomość na pewno daje kopa, pozwala się jeszcze mocniej zmotywować – opowiada defensor Skry.


(fot. KS-Skra.pl)
Koledzy idą śladem

W otoczeniu Mariusza nie brakuje osób, które były już wcześniej zarejestrowane w bazie fundacji. Chociażby rodzeństwo. – Żadna osoba jednak jeszcze nie dostała telefonu, że znaleziono jej bliźniaka – mówi Holik, który o możliwości pomocy dowiedział się z plakatu reklamowego. – Nic to nie kosztuje, więc postanowiłem pomóc. Poczytałem dodatkowo o akcji w internecie, siostra i brat byli już zapisani, to również na pewno pomogło – mówi o wydarzeniach sprzed dwóch lat.

Obecnie za przykładem kolegi poszło już kilku innych piłkarzy z szatni Skry. – Różne podejście do takich spraw różne osoby mają. Przede wszystkim swoje robi niewiedza. Nie każdy ufa reklamom, nie zagłębia się w daną tematykę, ale gdy ja znalazłem spokrewnioną osobę, to koledzy w szatni zainteresowali się tematem. Kilku się zapisało, to na pewno cieszy – mówi Holik, który w ostatnim czasie w środowisku piłkarskim zrobił dla propagowania idei oddawania szpiku więcej aniżeli niejedna kampania. – Coś w tym jest. Na koniec fundacja dała mi broszurę i ulotkę, z prośbą by propagować i reklamować ten słuszny temat.

O całej sprawie na forum publicznym powiedział po raz pierwszy trener Skry, Marek Gołębiewski po meczu z Bytovią. W tym spotkaniu Holik nie zagrał. – Mariusz nie zagrał z bardzo ważnego powodu. To jest sytuacja godna powtarzania, bo Mariusz w czwartek poprzedzający mecz oddał szpik kostny dla chorej na białaczkę osoby. Bardzo chciałem Mariuszowi podziękować, że jest takim super człowiekiem i to zrobił. Sport nie zawsze jest najważniejszy. Najważniejsze jest zdrowie i doceniamy w klubie ten jego gest – mówił po zremisowanym bezbramkowo meczu z Bytovią trener Skry.

Mariusz Holik był w tym spotkaniu na ławce rezerwowych, ale przez kilka dni miał się wstrzymywać z wysiłkiem fizycznym. – Najpierw spytałem trenera i prezesa czy nie mają nic przeciwko, że wypadnę z gry i treningów na kilka dni, bo to przecież moi pracodawcy. Usłyszałem, że nie ma żadnego problemu, wręcz przeciwnie, było duże zadowolenie i pełne poparcie. Po oddaniu szpiku miałem przez tydzień nie trenować, jakikolwiek wysiłek fizyczny był mi zabroniony. Byłem osłabiony, nie czułem się jeszcze na siłach na mecz z Bytovią, przed samym zabiegiem również dostałem wolne i schodziłem z obciążeń – tłumaczy gracz Skry.


Promocja na boisku

Dla częstochowian sytuacja ta początkowo mogła być o tyle trudniejsza, że Skra dość niespodziewanie walczy o awans do I ligi, a sam Mariusz Holik jest podstawowym zawodnikiem w zespole trenera Gołębiewskiego. – Apetyty faktycznie w zespole rosną. Przed sezonem chcieliśmy się przede wszystkim utrzymać, dość szybko zadanie to zrealizowaliśmy. Teraz chcemy grać swoje w kolejnych spotkaniach, ale mamy cele. Chcemy być w barażach, a jako, że jesteśmy grupą ambitnych ludzi, to... – Mariusz nie kończy zdania, ale łatwo się domyśleć, jakie zadanie na końcówkę sezonu ma do zrealizowania sam obrońca, jak i jego koledzy.

27-letni defensor rodem z Tarnowskich Gór od wieku juniorskiego do tej pory grał w siedmiu klubach. Od 2016 roku reprezentuje barwy Skry. – Można powiedzieć, że z narzeczoną znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi – mówi o grze w częstochowskim klubie Holik, który właściwie od drugiego sezonu występów w Częstochowie stał się niezastąpionym elementem w pierwszej jedenastce Skry. – Fajnie się to wszystko potoczyło, wtedy właśnie zrobiliśmy awans do drugiej ligi. Wielu na szczeblu centralnym skazywało nas na pożarcie, ale daliśmy i dajemy radę. Nie jesteśmy outsiderem – mówi Holik, który jest jednym z tych graczy Skry, który cały czas łączy granie z zawodową pracą. – Kilku z nas jeszcze pracuje. Nie jest może łatwo, gdy mecze przychodzą w środku tygodnia, gdy trzeba brać urlopy, treningi też są coraz częściej rano, ale na szczęście otoczenie mamy bardzo fajne i wyrozumiałe, wiele osób idzie nam na rękę.

Mariusz Holik w ostatnim czasie, trochę samoistnie, wypromował akcję oddawania szpiku kostnego, teraz zapewne będzie chciał jeszcze mocniej wypromować siebie na boiskach piłkarskich. – Mecze barażowe dla nas wszystkich w klubie będą okazją do promocji. Klubu, jak i samych zawodników. Zobaczymy, jak się później życie potoczy. Na pewno wszyscy chcemy się rozwijać, ja oferty z lepszych klubów bym rozważył – kończy Holik.

 

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności