Aktualności

GKS już rok bez domowej wygranej. „Każdy musi taką serię przeżyć”

Rozgrywki30.08.2019 
18 sierpnia 2018 roku, mecz GKS Katowice z Wigrami Suwałki (2:0). Mało kto z obecnych w tym dniu na stadionie przy ulicy Bukowej chyba przypuszczał, że ogląda ostatnie, jak na razie, domowe zwycięstwo katowiczan. Prób przełamania nie brakowało, ale Bukowa od tamtego momentu jest wyjątkowo gościnna.

378 dni. Tyle na domowe zwycięstwo czeka klub z Katowic. W tym czasie dokonano chociażby trzech zmian trenerów w Lechu Poznań, GKS spadł z pierwszej do drugiej ligi, a młodzieżowy reprezentant Polski Mateusz Bogusz z gracza drugoligowego wówczas Ruchu Chorzów został piłkarzem Leeds United. W piłce czas płynie błyskawicznie, więc tym bardziej domowe „milczenie” katowiczan jest mocno odczuwalne. – Poznajemy cały czas drużynę od środka, walczymy ze wszystkich sił, by w końcu wygrać. Bardzo dużo się uczymy, ale zmagamy się z różnymi problemami. Chcemy sprawić frajdę kibicom. Wiem, że to już minął rok... Trzeba jednak jeszcze poczekać, damy radę – mówił po ostatnim meczu domowym, remisie z Olimpią Elbląg (1:1), trener katowiczan Rafał Górak. Niedosyt w Katowicach więc nadal jest, ale może trzeba doceniać to, co… jest. Bo remis z Olimpią to pierwszy zdobyty na Bukowej punkt od 24 kwietnia.

Na zwycięstwo katowiczanie czekają natomiast już 19 meczów, ponieważ trzeba pod uwagę brać także spotkania w Totolotek Pucharze Polski. Jesienią ubiegłego roku byli lepsi w PP od Pogoni Szczecin, ale w regulaminowym czasie padł remis. Najboleśniej dała się we znaki katowiczanom jednak Bytovia Bytów, która na zakończenie pierwszoligowego sezonu, zwyciężając w Katowicach po golu bramkarza Andrzeja Witana w ostatniej sekundzie, zdegradowała GKS do drugiej ligi. Kilka tygodni temu wynik ten powtórzyła, tyle że już na niższym szczeblu. Nie pomogła więc na razie zmiana trenera, jak i... klasy rozgrywkowej. Postanowiliśmy poszukać przyczyn.



Początek spotkań

W każdym z trzech domowych spotkań w tym sezonie GKS fatalnie wchodził w mecz. W pojedynku ze Zniczem Pruszków po 45 minutach przegrywał 0:3. W meczach z Bytovią i Olimpią Elbląg do przerwy goście prowadzili różnicą jednego gola. – To nie pomaga, gdy traci się szybko bramkę. Wtedy w głowach pojawiają się te trudne momenty z poprzednich meczów, myśli się „ojej, znowu to samo!”. Zły początek jest najgorszy. A rywale wykorzystują to, wiedzą że w Katowicach jest szansa, że GKS ma problemy w początkowych fazach meczów. Nie filozofują, zwłaszcza w drugiej lidze. Grają swoją, nieraz prostą piłkę. I gdy się nadarza okazja, to chcą wygrać – analizuje były piłkarz GKS Katowice Mariusz Muszalik, który w swojej karierze nie przypomina sobie tak trudnego okresu serii meczów bez wygranej, obojętnie czy to u siebie, czy na wyjazdach.

Kontuzje

W ostatnim wyjazdowym spotkaniu z Górnikiem Łęczna (1:0) trener Rafał Górak nie mógł skorzystać z usług aż dziewięciu graczy, w tym między innymi Kacpra Michalskiego (kartki) czy Radka Dejmka, Marcina Urynowicza oraz Macieja Stefanowicza. We wcześniejszych spotkaniach nie było wiele lepiej. – To jest przecież prawie cała jedenastka – zauważa inny eks-katowiczanin, Adrian Napierała. – Ta drużyna się zmienia i potrzebuje czasu. Teraz przede wszystkim trzeba inaczej na ten zespół patrzeć niż na GKS, który grał do tej pory, właśnie ze względu na zmiany w składzie, na roszady – dodaje Napierała, były defensor GKS Katowice. Na problem absencji czołowych zawodników zwraca uwagę również sam szkoleniowiec katowiczan.



– Większość urazów to kontuzje mechaniczne, wynikające ze złamań, po uderzeniach czy kopnięciach przeciwnika. Trudno inaczej to nazwać niż pech. Problemów mięśniowych nie ma zbyt wiele. Spodziewaliśmy się ogólnie, że będzie trudno, ale chyba nie, że aż tak – mówi Górak.

Głowa

Inną kwestią, która może cały czas sprawiać problem katowiczanom, kto wie czy nie najważniejszą, jest... głowa i mentalność. – W Katowicach nie ma jednak presji, to jest tworzenie teorii pod rzeczywistość – oburza się wręcz Adrian Napierała, który sam osobiście z „ciśnieniem” trybun miał do czynienia. – Wiem, jak było jeszcze kilka lat temu, gdy słyszało się z trybun, że po dwóch-trzech przegranych meczach mogą się różne rzeczy dziać. Różnie było. A teraz ci piłkarze, którzy tego nie przeżyli, może myślą o jakiejś presji. Ale chyba sami ją sobie nakładają. Już w poprzednim sezonie było wyjątkowo spokojnie, a teraz jest podobnie – tłumaczy Napierała, który w pewnym sensie wie, co czują obecni piłkarze GKS, jak i ci, którzy w ubiegłym sezonie starali się przełamać nieudaną serię. Na przełomie 2009 i 2010 roku GKS Katowice, w składzie z Napierałą, pod wodzą trenera Roberta Moskala, który zastąpił wówczas w Katowicach Adama Nawałkę, nie potrafił grać na wyjazdach. Wiosną 2010 roku katowiczanie w delegacji zremisowali jedno spotkanie i jedno wygrali. Doznali natomiast pięciu porażek. – Jak to się skończyło? Zaczął się nowy sezon, było lepiej. Czasem takie serie trzeba pokonać – uśmiecha się były defensor GKS.

Byli piłkarze zwracają również uwagę na postawę kibiców GKS, których przez lata obwiniano o  „nakładanie” dodatkowej presji, z którą zawodnicy sobie nie radzili. – Fani bardzo dobrze reagują na aktualną sytuację. Nie wywierają presji, nie atakują piłkarzy. Są z drużyną – mówi Muszalik. – Na wyjazdach nieraz naszych kibiców jest więcej niż kibiców lokalnych, a tam się przecież udaje wygrywać. Kibice bardzo spokojnie podchodzą do tego, co się dzieje na boisku – dodaje Napierała, który jako były gracz GKS czasem sam bardzo krytycznie spogląda na poczynania swoich następców. – Czasem coś mocnego się powie w emocjach, zwłaszcza w gronie kolegów z byłej drużyny, ale gdy już na chłodno na to spojrzymy, to widzę, że ta drużyna jest budowana.



Porażka w Łęcznej dobrym znakiem?

Do tej pory pewnym pocieszeniem dla katowiczan mógł być fakt, że GKS bardzo dobrze radził sobie na wyjazdach. W pięciu ostatnich meczach w delegacji katowiczanie zanotowali cztery wygrane i jeden remis. Ostatnio przegrali na początku marca. W Łęcznej udana seria została przerwana. – Skoro przegraliśmy w Łęcznej, to może i ta domowa tendencja ulegnie zmianie?! – mówią kibice na Bukowej. – Tej drużynie jest potrzebny spokój. Obserwowałem chłopaków na jednym z treningów, oni nie wbijają sobie do głowy tej presji, tego ciśnienia, że nie wygrali, normalnie trenują, przygotowują się do kolejnych spotkań. To młoda drużyna, potrzebuje ciszy, spokoju, wsparcia z każdej strony i w końcu to przełamanie przyjdzie – mówi Muszalik. – Każdy taką serię musi przeżyć, każdy musi też budować swoją twierdzę. My teraz będziemy budować twierdzę Katowice. Wierzę, że sobotni mecz ze Skrą Częstochowa będzie przełamaniem – kończy Napierała.

Tadeusz Danisz

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności