Aktualności

[DRUGA LIGA] Mecz na szczycie: GKS Katowice – Widzew. „Serce bije równo dla tych drużyn”

Rozgrywki11.07.2020 

W 1985 roku Widzew i GKS Katowice walczyły w finale Pucharu Polski. Później po latach występów w ekstraklasie, w tym też w europejskich pucharach, obydwa kluby stanęły na krawędzi i musiały odbudowywać pozycję od czwartej ligi. W niedzielę zmierzą się w hicie 31. kolejki drugiej ligi (niedziela, godz. 13:05, transmisja TVP Sport). Zwycięzca zrobi duży krok w kierunku awansu na zaplecze ekstraklasy. – Szkoda, że nie mam dwóch serc, bo jedno biłoby dla GKS, a drugie dla Widzewa – mówi Marek Koniarek, były napastnik tych drużyn.

Od wspomnianego finału Pucharu Polski, w którym Widzew wygrał w rzutach karnych 3:1 (po dogrywce było 0:0), losy obydwu klubów były burzliwe. GKS wciąż nie ma na koncie mistrzostwa Polski, ale też zdobył Puchar Polski i kilka razy zajmował miejsca na podium mistrzostw Polski. W europejskich pucharach katowiczanie trzykrotnie dotarli do 1/8 finału. Największy sukces osiągnęli, gdy wyeliminowali francuskie Bordeaux, w którego składzie byli Bixente Lizarazu, Zinedine Zidane czy Christophe Dugarry.

– Nie mogłem zagrać w tym finale, bo miałem złamany obojczyk. To był mój pierwszy poważny sezon w ekstraklasie. Zostałem wybrany nawet odkryciem roku – wspomina Marek Koniarek, który ze 104 goli w ekstraklasie 32 zdobył dla GKS, a 65 dla Widzewa. – Rok później z zespołem z Katowic zdobyliśmy Puchar Polski, a potem byliśmy wicemistrzami Polski. Jeszcze większe sukcesy odniosłem jednak z Widzewem – przyznaje.



Widzew w tym czasie zdobył dwa mistrzostwa Polski i jako jeden z dwóch polskich klubów awansował do Ligi Mistrzów. Łodzianie jak równy z równym walczyli m. in. z Borussią Dortmund, późniejszym triumfatorem rozgrywek. A Koniarek z 29 golami został królem strzelców ekstraklasy. Od 1996 roku nikt nie strzelił więcej goli w ekstraklasie niż on.

Jest też jednak ciemna karta w historii obydwu klubów związana z tym samym, czyli z brakiem pieniędzy. Kiedy w 2005 roku GKS spadł z ekstraklasy, w której spędził 30 sezonów, chyba najwięksi pesymiści nie spodziewali się, że jeden z największych śląskich klubów, przez kolejnych 15 lat do niej nie wróci. Odbudowa zaczęła się od czwartej ligi. Choć rok po roku w ciągu trzech lat awansował na zaplecze ekstraklasy, to ostatniego kroku wciąż nie udało się zrobić. 11 sezonów katowiczanie spędzili w pierwszej lidze.

Dla Widzewa trudne czasy też nastały w XXI wieku. Od 2004 roku trzy razy spadał z ekstraklasy. Kiedy został zdegradowany w 2014 roku, niewiele zabrakło, by klub przestał istnieć. Pomogli kibice i od 2015 roku trwa odbudowa klubu od czwartej ligi. I idzie jak po grudzie. Choć Widzew jest finansowym potentatem (budżet w 2019 roku sięgnął około 17,5 mln zł), to wciąż tkwi w drugiej lidze.

– Niby obydwa kluby są stabilne finansowo, a przegrywają z drużynami, które mają mniej pieniędzy. Trudno znaleźć jedną przyczynę. W Katowicach co roku było pompowanie balonika, a efekt był taki, że pękał i nie było oczekiwanych efektów – uważa Koniarek.



Dla obu klubów poprzednie sezon był traumatyczny. GKS miał kolejny raz walczyć o awans do ekstraklasy, a skończyło się na spadku i to w dramatycznych okolicznościach. O degradacji zdecydował gol w doliczonym czasie i to strzelony przez bramkarza Bytovii.

W poprzednim sezonie Widzew po rundzie jesiennej był liderem drugiej ligi i nikt nie wyobrażał sobie braku awansu. Tymczasem wiosną łodzianie zaliczyli wstydliwą passę 10 remisów z rzędu i zakończyli poprzednie rozgrywki nie mniejszą kompromitacją niż GKS.

– Kiedy jesienią poprzedniego sezonu byłem na Widzewie jako trener ROW Rybnik, to gratulowałem trenerowi awansu, bo tak dobrze grali i mieli sporą przewagę w tabeli. A tu taka kompromitacja – mówił Koniarek. – Zresztą GKS też nie wypadł lepiej. Jak można było doprowadzić do tego, że w ostatniej kolejce trzeba było bronić się przed spadkiem – pytał.

W obecnym sezonie znów wydawało się, że łodzianie pewnie wywalczą awans. Przed przerwą spowodowaną pandemią koronawirusa byli liderem z sześcioma punktami przewagi nad trzecim zespołem (właśnie GKS). Po wznowieniu rozgrywki sensacyjnie przegrali u siebie z zespołami walczącym o utrzymanie – Legionovią i Skrą Częstochowa. A po porażce w ostatniej kolejce z kolejnym średniakiem – Pogonią Siedlce stracili pozycję lidera (na rzecz Górnika Łęczna).

– Widzew jest jeszcze mocniejszy finansowo niż GKS, a do tego na trybunach ma 17 tys. kibiców. To dodatkowy zawodnik, jak nie dwóch. Okazało się, że przy pustych trybunach w ogóle im nie idzie. To dzięki fanom, Widzew wciąż liczy się w walce o awans. To kibice podnoszą ten klub – twierdzi Koniarek. – Łezka w ku się zakręciła, kiedy na Widzewie skandowali moje nazwisko – przyznaje.



Tuż za łodzianami czai się GKS, który traci do nich punkt. Katowiczanie też zresztą nie imponują formą. Po wznowieniu rozgrywek zdobyli 13 punktów (na 24 możliwe) i powrót do pierwszej ligi stoi pod znakiem zapytania.

– W obu klubach jest ogromna presja na awans. Wierzę, że Widzewowi i GKS to się uda. Wydaje mi się jednak, że jedna drużyna awansuje bezpośrednio, a druga po barażach. Jeśli bowiem w niedzielę padnie remis, a Górnik Łęczna wygra, to już chyba nie da się dogonić – zauważa Koniarek. – Widzew i GKS nie prezentują tego co jesienią. Grają słabiej i zespół z Łęcznej to wykorzystał. Ten mecz będzie miał ogromne znaczenie w walce o awans. I każdy wynik jest możliwy. Katowiczanie muszą zrobić wszystko, by wygrać. Dla Widzewa remis nie będzie tak bardzo zły – dodaje.

Nic więc dziwnego, że Marcin Kaczmarek, trener Widzewa, przyznaje, że to najważniejszy mecz w sezonie.

– Zdajemy sobie sprawę z wagi spotkania, dlatego jesteśmy bardzo skoncentrowani. Powaga sytuacji powoduje, że nie może być inaczej. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by zapunktować w Katowicach – zapewnia Kaczmarek na oficjalnej stronie klubu. – Codziennie, od zakończenia izolacji, szukamy odpowiedzi, co powoduje nasze dotychczasowe problemy. Mam nadzieję, że w niedzielę uda nam się odciąć od tego, co za nami i skoncentrować się na walce z GKS. To najważniejszy mecz w sezonie – podkreśla.

Pełna mobilizacja także w GKS. – W poprzedniej kolejce wygraliśmy i jest większy spokój w drużynie. Stawka meczu jest duża, ale to nie może nas paraliżować. Wynik spotkania może zaważyć na całym sezonie. Chcemy dobrze zagrać i zdobyć trzy punkty – powiedział Adrian Błąd, pomocnik GKS. – Widzew jest podrażniony po ostatnich porażkach i będzie chciał udowodnić, że jest mocną drużyną. To spotkanie jest ważne dla nas i dla kibiców. Wszyscy razem chcemy przeskoczyć rywala w tabeli – zaznacza.

Koniarek mecz w Katowicach obejrzy na żywo. – Serce będzie równo biło dla GKS i Widzewa. Szkoda, że nie mam dwóch serc, bo wtedy każde biłoby dla jednej drużyny – kończy.

Andrzej Klemba
fot. Cyrfasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności