Aktualności

Daniel Tanżyna z marzeniem o ekstraklasie. „Teraz zadanie jest do zrealizowania”

Rozgrywki27.02.2019 

Daniel Tanżyna na ławce rezerwowych podczas meczów ekstraklasy siedział już w 2009 roku, ale do tej pory w niej nie zadebiutował. – Wierzę, że w końcu to uda mi się to z Widzewem już w sezonie 2020/2021. Tu wszystko jest poukładane i jestem pod wrażeniem wizji odbudowy klubu – podkreśla 30-letni stoper.

Dlaczego najlepszy strzelec GKS-u Tychy i drugi pod względem skuteczności obrońca zaplecza ekstraklasy zdecydował się na przejście do drugoligowego Widzewa?

Jeszcze w grudniu myślałem o tym, żeby przedłużyć kontrakt. Byłem ważną postacią w Tychach, strzeliłem najwięcej goli i kibice bardzo mnie szanowali. Analizowałem to, co się dzieje w tyskim klubie i nie widziałem żadnej wizji. Mówiło się o trzyletnim planie, który miał zakończyć się awansem do ekstraklasy, ale nie szły za tym czyny. Nie widziałem determinacji, aby rzeczywiście działać w tym kierunku. Gdy jechałem do Gdyni, zadzwonili do mnie działacze Widzewa. Nie musiałem nawet za bardzo zbaczać z trasy, więc się spotkaliśmy. Byłem pod wrażeniem wizji odbudowy klubu jaką mi przedstawili. Okazali się bardzo konkretni, ambitni i wiedzieli czego chcą. To mnie skłoniło, by zamienić Tychy na Łódź. Jestem przekonany, że trafiłem do wielkiego klubu, który chce jak najszybciej wrócić do czasów świetności. Skupiam się na tym, aby w tym pomóc.

Czyli nie odpowiadało ci granie tylko o środek tabeli?

Byłem w Tychach przez trzy i pół roku. Zaczęło się świetnie, bo szybko awansowaliśmy do pierwszej ligi. Potem jednak przyszło rozczarowanie, bo nie było oczekiwanych wyników. Miałem trochę za złe działaczom GKS-u, gdy pół roku temu była dla mnie oferta ze Śląska Wrocław. Byłem dogadany i czekałem na porozumienie między klubami. GKS jednak mnie nie puścił. Nie załamałem się, tylko powiedziałem, że to będzie moja runda. Nie dość, że będę dobry w obronie, to jeszcze nastrzelam goli i tak się stało. Chciałem zagrać taką jesień, że to ja będę decydował, gdzie zagram. Wybrałem Widzew. Walczymy o awans do pierwszej ligi i niedługo zagram przeciwko GKS.

Najpierw podpisałeś kontrakt od lipca 2019 roku, ale w końcu już w przerwie zimowej trafiłeś do Widzewa.

Dla mnie to było idealne i jedyne wyjście. Gdybym został do końca sezonu w GKS, nie byłoby mi łatwo. Mój transfer odbił się echem. Zawodnik, który był postacią w pierwszej lidze, robi krok w tył. Czasem jednak trzeba taką decyzję podjąć, aby potem przeć do przodu ze zdwojoną chęcią i energią. Bardzo mi się podoba profesjonalizm w Widzewie. Tak właśnie powinno to wyglądać. Mamy niezłe warunki treningowe, bo do dyspozycji jest dobra sztuczna murawa, a jak się pogoda poprawi będą jeszcze dwie płyty: naturalna i hybrydowa. W GKS mieliśmy jedno boisko do trenowania i to nie najlepszej jakości. Musieliśmy jeździć po okolicznych obiektach. W Widzewie korzystamy z systemu monitorowania organizmu, trenerzy nagrywają i analizują treningi, co w pierwszej lidze nie jest codziennością. Sztab trenerski jest dużo bardziej rozbudowany niż w tyskiej drużynie. Nie ma przypadku, wszystko jest zaplanowane od A do Z. Otoczka medialna wokół tych klubów też dużo się różni. W Widzewie oprócz strony oficjalnej, są chyba ze trzy nieoficjalne. W Łodzi kibice bardzo chcą wiedzieć, co się w klubie dzieje na co dzień. W dniu transferu do Widzewa sporo dziennikarzy próbowało się z mną skontaktować, przeprowadzić wywiad. Pierwszego dnia odczułem jak wiele osób interesuje się tym klubem.

Coś nie możesz dostać się do ekstraklasy. Już w 2009 roku byłeś bliski debiutu jeszcze w Odrze Wodzisław.

Całą rundę jesienną przesiedziałem na ławce rezerwowych. Wiosną przyszedł trener Marcin Brosz z misją ratowania ekstraklasy i otwarcie mi powiedział, żebym poszedł na wypożyczenie. Stwierdził, że na mnie nie postawi, bo jestem jeszcze za młody, a tu trzeba walczyć o klub, bo jak Odra spadnie, to przestanie istnieć. Niestety, miał rację. Była taka sytuacja jesienią, że byłem bliski debiutu. W meczu ze Śląskiem wysoko przegrywaliśmy, a stoper Jacek Kowalczyk dostał czerwoną kartkę. Trener kazał mi się rozgrzewać, by zastąpić go w obronie. Biegam, rozciągam się, a tu się okazuje, że limit zmian został wyczerpany. Trener powiedział tylko: „Sorry, młody”. A tak liczyłem na ten debiut. To wciąż pozostaje moje marzenie. Mam nadzieję, że ten cel zrealizuje z Widzewem. Trenuję z maksymalnym zaangażowaniem, by do tego doprowadzić.

Większość kariery spędziłeś w pierwszej lidze i ta ekstraklasa wciąż była na wyciągnięcie ręki.

Już gdy grałem w Miedzi Legnica, też miałem ofertę ze Śląska. Tyle że doznałem kontuzji kolana i przez prawie rok się leczyłem. Znów ekstraklasa przeszła mi koło nosa. Gdy już byłem zdrowy na początku 2015 roku, Śląsk zaprosił mnie na testy. Spędziłem tam miesiąc, choć miałem być kilka dni. Trener Tadeusz Pawłowski mówił, że jest zadowolony aż w końcu pozostałem bez klubu. Ostatecznie zamiast do ekstraklasy, trafiłem do drugoligowego Rozwoju, ale nie żałuję. Poznałem tam fantastycznych ludzi z trenerem Markiem Koniarkiem na czele. Na dodatek awansowaliśmy do pierwszej ligi, co było wielkim sukcesem, jeśli wziąć pod uwagę sytuację finansową w tym klubie.

W Rozwoju było i jest biednie…

Ale za to bardzo rodzinnie. Zżyłem się z tymi ludźmi i bardzo ich szanuję. Wtedy sześciu zawodników zanim przychodziło na trening, najpierw zjeżdżało do pracy na dół do kopalni. Jeden z moich kolegów z drużyny Przemek Gałecki, wstawał o czwartej rano, wsiadał na rower, jechał na pociąg, potem do kopalni, po pracy na trening Rozwoju, z powrotem na stacje, do rodzinnego Zabrza i rowerem do domu. Nie narzekał, był pełen energii. Niesamowicie życzliwi ludzie tam byli i są. Często zaglądałem tam na mecz, jak już grałem w GKS. Było biednie, ale była jedność.

Jeśli Widzew będzie awansował rok po roku, to w wieku 31 lat możesz zadebiutować w ekstraklasie. To się rzadko zdarza.

Ale lepiej późno niż wcale. Mam nadzieję, że tak się stanie i będzie to niesamowicie smakowało, skoro tak długo będę musiał na to czekać. Pomyślę wtedy: tyle wyrzeczeń, pracy, ale w końcu się udało. W życiu nie ma przypadku i to, że kilka razy byłem blisko ekstraklasy, ale stało się inaczej, oznacza, że tak właśnie miało być. Wierzę, że po to był kolejny powrót do drugiej ligi, by w końcu marzenia się udało zrealizować. Chyba już tylko w Widzewie może to się udać.

Widzew jest w dobrej sytuacji w walce o awans do pierwszej ligi. Kolejny krok, czyli powrót do ekstraklasy może być najtrudniejszy?

Rzeczywiście tak może być. Wydaje mi się, że w przyszłym sezonie może być sporo mocnych drużyn, które będą miały taki plan. Jest jednak określony cel, a do tego mamy dla kogo grać, bo tak wypełnionych trybun nie ma w polskiej lidze. Jestem przekonany, że dzięki świetnej organizacji klubu, już teraz mocnej drużynie to zadanie jest do zrealizowania.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności