Aktualności

Bramkostrzelny Piotr Nocoń. „To mój najlepszy czas w przygodzie z piłką”

Rozgrywki12.04.2019 
– Muszę przyznać, że sam jestem zaskoczony tym, co się dzieje. Nigdy nie miałem takiej serii, jak obecnie – mówi Piotr Nocoń, pomocnik Skry Częstochowa, który strzelił gola w każdym z trzech ostatnich meczów. Tak skuteczny jeszcze nigdy nie był. A jego zespół bardzo zwiększył szanse na pozostanie w II lidze.

Kolejne zwycięstwa przybliżają Skrę do końcowego sukcesu, za który trzeba będzie uznać utrzymanie. Skra jest przecież beniaminkiem, po 67 latach wróciła na centralny szczebel rozgrywek, dlatego nikt w klubie z ul. Loretańskiej nie przeszacowuje sił i mierzy realnie. Jesienną część sezonu częstochowianie zakończyli w środku stawki. Wiosną uzbierali trzy zwycięstwa, w tym dwa z rzędu. W wygranych spotkaniach ze Stalą Stalowa Wola (4:1) oraz Gryfem Wejherowo (2:1) trzy bramki zdobył Piotr Nocoń. On też był autorem obu trafień przeciwko Gryfowi.

Uśmiech losu

– Czy to najlepszy czas w mojej karierze? Karierą bym tego nie nazwał, prędzej podpiąłbym się pod przygodę z piłką... Muszę przyznać, że sam jestem zaskoczony tym, co się dzieje. Nigdy nie miałem takiej serii, jak obecnie. Powiedziałbym, że to mój najlepszy okres, odkąd gram w piłkę, aczkolwiek liczę, że taki moment jeszcze nadejdzie. Mam tyle lat, ile mam i trudno wyrokować, czy kiedyś rzeczywiście doczekam lepszego momentu. Dlatego z jednej strony czuję ogromną radość, a z drugiej zachowuję chłodną głowę – mówi Łączy Nas Piłka Nocoń.

Sześć zdobytych bramek w obecnym sezonie sprawia, że jest drugim najskuteczniejszym strzelcem zespołu. – Szczególnie ucieszyła mnie bramka w Stalowej Woli. Nie jestem specjalistą od rzutów wolnych, tymczasem zdecydowałem się tam na bezpośredni strzał z narożnika pola karnego i, ku mojej uciesze, wpadło! Z kolei najważniejszy był gol strzelony Gryfowi. Wywalczony dzięki niemu komplet punktów mocno przybliża nas do utrzymania. Chcemy jak najszybciej zapewnić sobie spokój w lidze. Sam gol zaliczam do najefektowniejszych w moim życiu – uważa 28-latek.

W ogóle każde z trzech jego ostatnich trafień może śmiało znaleźć się na szczycie osobistej klasyfikacji pomocnika pod względem urody. – Wcześniej taki efektowny nie byłem, co też wynika z naszego stylu gry. Teraz złapałem serię, ale w piłce to nic nowego: raz strzelasz, za chwilę przestajesz. Tak po prostu się dzieje – dodaje Nocoń.

Karna lekcja

Ważniejsze, z punktu widzenia interesu drużyny, jest jednak to, że forma Skry wiosną nie niepokoi kibiców. – Początek rundy mieliśmy w kratkę. Zwycięstwo ze Stalą pozwoliło uwierzyć, że jesteśmy w stanie wygrywać nie tylko u siebie, nie tylko po 1:0, ale również efektownie. Myślę, że o tym niemiłym incydencie na początku mojej przygody z drugą ligą [niestrzelony rzut karny w 90. minucie spotkania z Radomiakiem Radom – przyp. red.] zapomniałem na dobre i gdyby znów dane mi było strzelać karnego, to podszedłbym do niego bez zawahania. Za wolne też się nie zabieram, bo są w drużynie lepsi ode mnie, prędzej biorę się za dośrodkowania, z których strzelam ostatnio gole – śmieje się piłkarz beniaminka II ligi.

Trafienia Noconia mają swoją wymowę. W czterech na pięć przypadków, a dotyczy to goli w poszczególnych spotkaniach, Skra wygrywała. Trzy razy różnicą jednej bramki: 1:0 z Ruchem Chorzów oraz GKS-em Bełchatów, 2:1 z Gryfem; raz 4:1, no i przegrała 2:4 ze Zniczem Pruszków. – Stało się regułą, że gdy pierwsi strzelamy, to wygrywamy. Talizman? W drugiej lidze niekiedy zdarzało się, że trafiałem do bramki, a mimo to nie wygrywaliśmy. Aktualnie większość moich bramek w ostatecznym rozrachunku daje nam jakieś punkty. I może przez to jest o mnie głośniej, bo o jednorazowym strzelcu mało kto pamięta – przyznaje Nocoń, który serce i zdrowie oddaje Skrze, a prywatnie kibicuje drugiemu częstochowskiemu klubowi, aktualnie liderującemu w Fortuna 1 lidze Rakowowi. – W Rakowie spędziłem bodajże 12 lat, spory szmat czasu. Naturalnie, że z uwagą śledzę, jak sobie radzą w pierwszej lidze. Gdy mogę, to chodzę na mecze Rakowa. Dawniej, mając przerwę od gry w piłce, jeździłem na wyjazdy jako kibic. Teraz obowiązki mi na to nie pozwalają. Jestem dumny, że zespół Marka Papszuna świetnie sobie radzi. Zawsze to jakiś pozytyw, jeśli miasto może mieć drużynę w ekstraklasie. I ciekawa forma spędzania czasu wolnego – stwierdza Nocoń.

Rodzinne kibicowanie żużlowcom

Częstochowa od zawsze żużlem i siatkówką stała. Żużlowcy Włókniarza są wizytówką miasta, niemniej piłka, za sprawą sukcesów Rakowa i dobrej postawy Skry, również ma się dobrze, jeśli nie coraz lepiej, pod Jasną Górą. – Teraz jest dobry czas piłki w Częstochowie. Szkoda, że siatkówka trochę podupadła. Speedway? Mój brat Łukasz przeprowadził się do Zielonej Góry, miasta żużlowego, wciągnął mnie w czarny sport na tyle, że bardzo się nim zainteresowałem. Kiedy tylko Łukasz przyjeżdża do mnie albo ja do niego, to idziemy na mecz. Jeśli chodzi o Zieloną Górę: nie da się nie zauważyć boomu na Falubaz – zaznacza pomocnik Skry, klubu, którego nazwa bliższa jest zapewne kibicom... siatkówki. PGE Skra, tyle że Bełchatów, to dziewięciokrotny mistrz Polski.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności