Aktualności

Błażej Starzycki, czyli połączenie żołnierza i artysty

Rozgrywki28.03.2019 
Gdy przychodził do Błękitnych Stargard Szczeciński, oficjalna strona klubu dumnie obwieściła, że szeregi drużyny wzmocni jeden z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia w województwie zachodniopomorskim. W końcu chodzi o młodzieżowego reprezentanta Polski, który ze względu na specyficzny sposób gry zalicza się do typu piłkarza podwórkowego w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Błażej Starzycki rozgrywa premierowy sezon w seniorskiej piłce i musi stawić czoła pierwszej, poważnej przeszkodzie w przygodzie z futbolem.

A ta przeszkoda, która stanęła mu na drodze, to nic innego, jak powszechna w świecie konkurencja. Zawodnik podstawowego składu w rundzie jesiennej, musi na nowo uzyskać zaufanie trenera, które poskutkuje tym, że znów zawita w wyjściowej jedenastce. – Jesienią grałem dużo, minuty leciały, ale zimą dołączyli do Błękitnych nowi zawodnicy i najzwyczajniej w świecie przegrywam rywalizację. Nic takiego się nie stało. Ciężko trenuję i czekam na szansę, którą mam nadzieję wykorzystać – mówi Łączy Nas Piłka Błażej Starzycki.

Komfort? Brak!

Początek sezonu ułożył się po myśli 18-latka. Odważnie postawił na niego Adam Topolski, choć zawodnik ledwo co zawitał do Błękitnych Stargard Szczeciński, w dodatku nie miał wcześniej styczności z piłką na poziomie seniorskim. To nic: w klubie wszyscy zdawali sobie sprawę, że to talent w najczystszej postaci, poza tym chłopak stąd, bo wywodzący się ze stagardzkiej ziemi. Został sprowadzony z drużyny Pogoni Szczecin grającej w Centralnej Lidze Juniorów. Zaliczył więc spory awans sportowy. Zderzenie z nowym światem nie okazało się aż nadto bolesne. – To jasne, że w pierwszych tygodniach mocno odczułem przeskok z juniorów do seniorów...

Przekonałem się, co to znaczy gra fizyczna. Nie było czasu, szybko musiałem przestawić się do innych realiów piłki. Tutaj nie ma zbyt dużego marginesu błędu, bo liczą się wyniki, trzeba mieć mocną głowę. Strefa komfortu jest mała. Czasami ciężko się otworzyć, ale staram się, jak mogę. Z perspektywy czasu mogę przyznać, że nie taka ta druga liga straszna. Szkoda tylko, że ostatnio tych minut mniej – przyznaje pomocnik Błękitnych.

Wiosną czas spędzony przez niego na boisku jest odwrotnie proporcjonalny do szans, jakie dostawał w poprzedniej rundzie, kiedy był pierwszym wyborem trenera Adama Topolskiego. Jedyny raz, gdy wchodził z ławki, zamiast rozpoczynać spotkanie w wyjściowym zestawieniu, miał miejsce w starciu z Widzewem Łódź. – Już sam fakt, że występuję na co dzień na szczeblu centralnym, mam okazję rywalizacji, sprawdzenia się na tle wielu doświadczonych zawodników, jest bardzo cenną lekcją. Minus to długie podróże, które często zajmują nam całe dni. Na szczęście organizm nie odczuwa tego dzięki odpowiednio ułożonym jednostkom treningowym. Trener tak planuje zajęcia, aby przed wyjazdem były one nico lżejsze, na mniejszej intensywności – tłumaczy pomocnik II-ligowca ze Stargardu Szczecińskiego.

Wrodzona pokora sprawia, że nie boi przyznać się do juniorskich zachowań. – Czasami za długo trzymam piłkę, czy podam niecelnie – bije się w pierś.



Ze zdrowiem na bakier

Na pewno łatwiej mu walczyć ze złymi nawykami, bo ma smykałkę do piłki, przynajmniej tak twierdzi poprzedni trener Starzyckiego z CLJ Pogoni, aktualnie pracujący z rezerwami „Portowców”. – Do pewnego czasu był gwiazdą naszego regionu. Właśnie: do pewnego... Potem jego rozwój przyhamował. Miało to związek z przewlekłymi problemami zdrowotnymi, ale nie typowo piłkarskimi. Skomplikowana sprawa. Zrobiło się na tyle poważne, że nawet zaprzestał treningów. Co gorsza, miał obawy, czy w ogóle będzie w stanie uprawiać sport – tłumaczy Paweł Cretti.

– Miał 17 lat, poszedł na wypożyczenie do Unii Dolice, klubu, z którym współpracujemy. Wiele osób było zaskoczonych, że przeszedł do „okręgówki”. My widzieliśmy jednak w tym głębszy sens. Chodziło o to, żeby głowa była spokojniejsza, miał mniejsze obciążenia, co odwróci jego uwagę od myśli o rezygnacji z piłki. Wrócił do nas, przepracował całą rundę, mentalnie przygasł, bo czuł, że to nie jest to, na co liczył. Było mu tym trudniej, gdyż „startował” z rocznika, w którym był wiodącą postacią. W reprezentacji też miał sporo do powiedzenia. I nagle przestało iść tak, jak sobie zakładał. Cały czas Błażeja wspieraliśmy. Zapewnialiśmy, że jeszcze będzie miał satysfakcję z bycia piłkarzem. Dlatego też podjęliśmy decyzję o wypożyczeniu do Błękitnych. Wylądował w lidze, gdzie są duże wymagania. To ma być napędem jego rozwoju. Jak się z nim ostatnio widziałem, dużo się uśmiechał, czułem, że wrócił do świata żywych. Ale to było jesienią, teraz ma gorszy moment, bo wchodzi z ławki – mówi Cretti.


W tym miejscu pojawia się wątek krótkoterminowego celu nastoletniego zawodnika. – Chcę odzyskać miejsce w pierwszym składzie. A co dalej? Nie wybiegam aż tak bardzo myślami przed siebie. Cieszę się, że coraz więcej młodych zawodników dostaje możliwość gry w ligach szczebla centralnego. Trzeba stawiać na młodzież, bo to przyszłość piłki. Mam nadzieję, że za jakiś czas moja gra w drugiej lidze zaprocentuje. W tym sensie, że zapunktuję na starcie, bo w młodym wieku grałem na szczeblu centralnym – stwierdza 18-letni pomocnik Błękitnych.

Wyrwany z ram

– Błażej ma niesamowity drybling. Jeszcze nie widziałem zawodnika z takim balansem ciała. Nigdy nie wiadomo, w którym kierunku pójdzie z piłką. Takich piłkarzy nazywam „podwórkowymi”. Dlaczego? Bo jest niekonwencjonalny w grze. Bawi się piłką. Uważam, że w Polsce tego typu zawodnicy znikają w tłumie, gdyż ciężko ich włożyć w konkretne ramy. Jest połączeniem żołnierza oraz artysty. Z jednej strony ta niekonwencjonalność, z drugiej zaś ciężka praca na boisku. Potrafi biegać na bardzo dużej intensywności. Do tego uderzenie. Musiałby z kolei popracować nad defensywą – ocenia piłkarza, szkoleniowiec Pogoni II Szczecin.

Na podstawie tej charakterystyki, nie ma więc co się dziwić, kto jest piłkarskim wzorem Starzyckiego. – Mój idol to Piotrek Zieliński, lubię podpatrywać jak gra – zaznacza Starzycki, który chciałby pójść podobną drogą, co reprezentant Polski.

Piotr Wiśniewski

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności