Aktualności

[WYWIAD] Mirosław Hajdo: Garbarnia prędzej czy później zacznie punktować

Rozgrywki19.10.2018 

Cztery lata, dziesięć miesięcy i sześć dni, tyle czasu na stanowisku szkoleniowca spędził Mirosław Hajdo, który do ostatniego poniedziałku był najdłużej nieprzerwanie pracującym z jednym zespołem trenerem w pierwszej lidze. Decyzją zarządu krakowskiej Garbarni trener został jednak zwolniony, a opiekę nad Garbarzami powierzono Bogusławowi Pietrzakowi. Trener Hajdo opowiedział nam o czterech latach pracy z aktualnym beniaminkiem, o pokonywanych przeciwnościach i zawodnikach, w których wierzy tak mocno, że jest spokojny o utrzymanie swojego byłego zespołu, mimo niezbyt udanego początku sezonu.

Cztery lata pracy w jednym miejscu, szczególnie w piłce, to długi okres, wydeptane ścieżki, doskonale znane miejsce, ludzie. Można mocno wsiąknąć, dodatkowo jeszcze jako piłkarz reprezentował Pan Garbarnię. Co Pan poczuł, kiedy zarząd poinformował o zakończeniu współpracy?

Zanim jeszcze zarząd przekazał mi swoją decyzję, to już w piątek dzwoniły do mnie różne osoby, które powiedziały mi, że po klubie krąży taka informacja. Spodziewałem się więc, że niebawem dojdzie do takiego spotkania.

Miejsce w tabeli nie zachwyca, ale strata punktowa jest na tyle mała, że Garbarnia spokojnie i z powodzeniem może dalej rywalizować o pierwszoligowy byt.

Każdy powie, że miejsce w tabeli nie broni mnie jako trenera. Niemniej jednak uważałem, że sytuacja, w której się znaleźliśmy nie jest na tyle krytyczna, żeby nie móc z niej wyjść. Niewiele nas dzieliło od tego by być znacznie wyżej. Niestety podjęto taką, a nie inną decyzję, do której muszę się dostosować.

Jak duże jest poczucie niedokończonej misji?

Prowadziłem bardzo fajnych chłopaków. Wiedziałem, że wcześniej czy później będziemy punktować, że na koniec sezonu będziemy ponad czerwoną kreską, która oznacza spadek. Przez to czuję, że ten etap skończył się wcześniej, niż powinien.

Wielu z tych chłopaków przeszło z trenerem cały szlak od trzeciej do pierwszej. Na pewno się przez ten czas mocno zżyliście.

Nie wyobrażam sobie bym po tym, co zrobili, po całej tej tytanicznej pracy, która zakończyła się awansem na zaplecze ekstraklasy, mógł z nich zrezygnować. Zapracowali na to, gdzie teraz są. Nikt im nie dał tego za darmo.

Łatwo jest teraz tak z dnia na dzień ułożyć plan dnia na nowo?

Jest ciężko. Praca z tymi zawodnikami była czystą przyjemnością. Przychodziliśmy do klubu po siódmej i zaczynaliśmy od porannej kawy oraz żartów, po czym przystępowaliśmy do pracy. Niestety nasza współpraca jest już przeszłością i czeka mnie teraz zmiana nawyków.

Pamięta jeszcze w ogóle trener początek tej przygody? Zespół zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Garbarnia notowała wówczas fatalny start i w pierwszych kolejkach poniosła, aż cztery porażki, czyli dokładnie tyle samo, ile do końca tamtych rozgrywek już z Panem przy bocznej linii.

Zawsze chcieliśmy grać jak najlepiej. Różnie to wychodziło. Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, co potwierdzają też wyniki, że obraliśmy słuszny kierunek. Pracowaliśmy na tyle dobrze, żeby zespół szedł w górę tabeli. Sporo ludzi z różnych względów odeszło, ale wielu też zostało. Należy im się ogromny szacunek za to, co zrobili. Gdybyśmy nie weszli do pierwszej ligi, to pewnie nikt nie miałby o nic pretensji. Zresztą nikt nie wierzył, że utrzymamy się też w II lidze, natomiast nie tyle co nie spadliśmy, to zostawiliśmy tę ligę za sobą, nawet się do niej mocno nie przyzwyczajając. Teraz chłopaki są w pierwszej lidze i wierzę w to, że stać ich na utrzymanie.

Cabaj, Piszczek, Kalemba, Pietras, Masiuda, Ogar. Grono weteranów jest spore.

Do tego Nieśmiałowski czy Kiebzak. To są chłopcy, którzy byli z nami od dawna. Stać ich na to, żeby się utrzymać, ale nie jest to wszystko takie proste. Przez cztery lata nie byliśmy na żadnym zgrupowaniu. Były takie czasy, że sami przed treningiem odśnieżaliśmy sobie boisko, bo śnieg zaskakiwał klub. Przez cztery lata trenowaliśmy o ósmej rano. To jest obraz tego wszystkiego w czym pracowaliśmy. Dlatego tym bardziej się cieszę, że chłopaki dotarli do tego miejsca. Pomimo wszystkich przeciwności.

Mówi trener o tych porannych treningach, rzadka praktyka.

Trening poranny był spowodowany głównie tym, że chłopaki także pracują. Jedni w hurtowniach czy na wózkach widłowych, jeszcze inni mają swoje inne zajęcia, ale generalnie każdy łączy grę w piłkę z pracą. To też trzeba brać pod uwagę. Jakby grali w Garbarni i mieli tylko z tego żyć, to by nie wyżyli, nie ma takiej opcji. Nasza sytuacja znacząco różniła się od zespołów, które są w pełni zawodowe, w których zawodnicy mogą skupić się jedynie na treningach i grze.

Trudne chwile hartują, ostatnie miejsce, to w porównaniu z tym wszystkim, co razem pokonaliście jest najmniejszym zmartwieniem w tej chwili.

Myślę, że tak. W tym sezonie graliśmy już takie mecze, gdy przegrywaliśmy w pełni zasłużenie, ale były też takie i to z zespołami zdecydowanie wyżej od nas, w których byliśmy lepsi, a brakowało nam szczęścia czy wykończenia. Nie odbiegaliśmy poziomem gry w piłkę czy cechami wolicjonalnymi. Bardzo szybko jednak przeskoczyliśmy przez dwa szczeble i trochę cierpliwości byłoby wskazane. Niestety takie jest życie i musimy się z tym pogodzić.

Niewykorzystane karne, bramki samobójcze, trochę tego rzeczywiście się złożyło na aktualną pozycję Garbarni.

Dokładnie. W niektórych momentach totalnie nam los nie sprzyjał. Meczów do końca sezonu jest jednak jeszcze tyle, że chłopaki spokojnie zrobią swoje. Wierzę, że udźwigną odpowiedzialność, co przełoży się na to, że w kolejnym sezonie Garbarnia nadal będzie klubem pierwszoligowym.

Maszerując w górę dwukrotnie trafialiście do baraży. Który dwumecz bardziej zapadł trenerowi w pamięci?

Każdy dzień pracy z tym zespołem był dla mnie ważny, przez te lata zdążyliśmy się poznać jak bure konie. Na pewno pierwsze baraże ukształtowały nasz charakter. Po dwumeczu z Wartą Poznań byliśmy podłamani. Później dzięki temu byliśmy już jednak mądrzejsi. Wszyscy skazywali nas na pożarcie, ale my wiedzieliśmy, że nie stoimy na straconej pozycji. Chłopaki podeszli do meczu z większym doświadczeniem i większą mądrością. To zaprocentowało. Wiedzieliśmy, że niczym się nie różnimy od przeciwników z wyższej ligi.

Nie było w tym przypadku.

Teraz trzeba zrobić wszystko, żeby zespół został w tej lidze. Zawodnicy są tego świadomi. To mądry zespół, tu nic nie dzieje i nie działo się przypadkowo. Każdy wie, po co tutaj jest. Konstruując tę drużynę kierowaliśmy się też tym, żeby piłkarze utożsamiali się z klubem. Wcześniej czy później pokażą, że są pełnowartościowym pierwszoligowcem.

Przyda się teraz trenerowi przerwa?

Sam nie wiem. Nasza praca z jednej strony jest stresująca, z drugiej dostarcza sporo adrenaliny, której potrzebuję. Dlatego mam też nadzieję, że niebawem znów będę miał okazję z kimś pracować i zrobić cos fajnego.

Po tych czterech latach i osiągniętym wyniku, wizytówka wygląda imponująco.

Nie chciałem zrobić sobie Garbarnią wizytówki. To klub z wieloma wspaniałymi ludźmi. Kiedyś reprezentowałem Garbarnię jako zawodnik. Mam do tego miejsca duży sentyment. Cieszę się, że przez te ostatnie lata wspólnie z chłopakami mogliśmy pomóc. To dla mnie wielka sprawa, że o Garbarni znów dobrze się mówi i mam nadzieję, że tak już pozostanie.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży