Aktualności

[WYWIAD] Mateusz Zachara: Wracam do klubu, z którego ruszyłem w świat

Rozgrywki05.01.2018 

W Górniku Zabrze grał z Arkadiuszem Milikiem. Tam też poznał obecnego selekcjonera reprezentacji Polski Adama Nawałkę. Dobra współpraca z trenerem zaowocowała później powołaniem na zgrupowanie drużyny narodowej. Mateusz Zachara zakończył właśnie przygodę w Portugalii i wraca do klubu, w którym się wychował, czyli Rakowa Częstochowa. – Zaskoczyliśmy raz – grą, drugi raz – filmikiem. Nie muszę chyba dodawać, co by oznaczał trzeci raz... – mówi napastnik w rozmowie z Łączy Nas Piłka. 

Skąd u Ciebie taki talent aktorski?

(śmiech). Starałem się dobrze odegrać swoją rolę w filmie, którego pomysłodawcą był Michał Świerczewski. Chcieliśmy zrobić niespodziankę kibicom, jeszcze przed świętami. Myślę, że wyszło dobrze, bo taki był główny zamysł. Mieliśmy tylko kilka dubli, ważne, że końcowy efekt wszystkim się spodobał.

Tytuł filmu powinien brzmieć: „Mateusz, witaj w domu!”

Po siedmiu latach wracam do swojego macierzystego klubu. I zastałem nową rzeczywistość. Raków bardzo się zmienił przez ten czas. Przede wszystkim organizacyjnie. To już nie ten sam klub, z którego ruszyłem w Polskę i świat.

Jak zatem to wszystko się zaczęło?

W Rakowie grałem od dziecka. Przeszedłem przez wszystkie grupy juniorskie. A jak radziłem sobie w młodości pod bramką? Szczerze, to nie pamiętam. Na pewno instynkt strzelecki miałem od zawsze. Nos do bramek dał mi przepustkę do Górnika Zabrze. Całe moje życie podporządkowane było piłce. To, gdzie teraz jestem, zawdzięczam samozaparciu i szczęściu. Nie każdy wie jak sobie dopomóc, znaleźć się w odpowiednim momencie w odpowiednim czasie. Moje szczęście polegało na tym, że od razu z II ligi wylądowałem w ekstraklasie. Przeskok był na tyle duży, że musiałem poczekać na szansę, dlatego Górnik wypożyczył mnie do I-ligowego GKS-u Katowice. Decyzja została podjęta jednomyślnie. Na takie rozwiązanie naciskał trener Adam Nawałka. Wypożyczenie do Katowic wyszło mi na dobre. Zagrałem 29 meczów, z czego 26 w podstawowym składzie, strzeliłem siedem goli. Po powrocie z GKS-u moja kariera nabrała rozpędu.

Jednak pierwszy pełen sezon w Górniku nie był zbyt dobry dla Ciebie.

Wtedy jeszcze w ataku Górnika grał Arkadiusz Milik. W meczu kończącym pierwszą rundę sezonu 2012/13, z Lechią Gdańsk nie mógł wystąpić, bo pauzował. Wykorzystałem szansę, zdobyłem bramkę. To był mój pierwszy gol w ekstraklasie. Wiosną jeszcze w kilku meczach trener Nawałka na mnie postawił, a następny sezon rozpocząłem jako podstawowy napastnik. Na pierwsze trafienie czekałem do 4. kolejki. W rundzie jesiennej zdobyłem 10 bramek, wiosną dorzuciłem jednego gola.

Jakiego Milika zapamiętałeś?

Jako nastolatka z wysokimi umiejętnościami, smykałką do goli i bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Było widać, że jeśli dobrze ukierunkuje swoją karierę, to wskoczy na najwyższy poziom.

Trener Nawałka z klubu i reprezentacji to dwie różne osoby?

To szkoleniowiec bardzo wymagający. Ma swój plan i wizję, której trzymał się w klubie, a teraz w reprezentacji. Taki styl pracy sprawdził się w Górniku, nie mówiąc już o drużynie narodowej. Dyscyplina to u niego podstawa. Jest perfekcjonistą. Dba o każdy szczegół. Znałem żelazne zasady panujące w szatni trenera Nawałki. Może dzięki temu dostałem też powołanie do reprezentacji? Wyjechaliśmy na tournée. Rozegraliśmy mecze z Norwegią i Mołdawią. Kadra złożona była głównie z zawodników grających w ekstraklasie. Poczułem się wyróżniony, w końcu gra z orzełkiem na piersi to wielka nobilitacja. To były początki budowy kadry przez obecnego selekcjonera. Ale dało się odczuć, że w głowie miał już gotowy pomysł na reprezentację.

A Ty po sezonie 2014/15 przeniosłeś się do dalekich Chin.

Mój pierwszy wyjazd za granicę i od razu taka egzotyka. Łatwo na początku nie było. Stopniowo poznawałem tamtejszą kulturę i żyło mi się tam coraz lepiej. Od razu uprzedzę pytanie: wolę kuchnię polską, choć chińskie potrawy też mi smakują. W Chinach byłem rok. Wróciłem, gdy doznałem kontuzji barku. Chciałem być operowany w Europie. Chińczycy nie robili żadnych problemów.

Następny przystanek w Twojej karierze to Wisła Kraków. Nie dało się wycisnąć z tego pobytu więcej niż cztery gole?

Przyznam, niezbyt dobre osiągnięcie jak na napastnika. Pewnym usprawiedliwieniem może być to, że wróciłem do gry po dziewięciu miesiącach. Z 27 spotkań w 12 wystąpiłem w pierwszym składzie, tylko w trzech zagrałem do końca. Konkurencja w ataku była duża. Oprócz mnie, trener miał do dyspozycji jeszcze Pawła Brożka i Zdenka Ondraska.

Wisłę opuściłeś po roku. Skąd pomysł na portugalską Tondelę?

Warto sprawdzać się w różnych miejscach. Nie trafiłem do drużyny z topu portugalskiej ekstraklasy, ale wyszkolenie techniczne zawodników, z którymi grałem, było na bardzo wysokim poziomie - przyjęcie, podanie z pierwszej piłki. Wszystko wyuczone i na pamięć. Miałem się od kogo uczyć. Generalnie pobyt w Portugalii nie był udany. Głowę zaprzątały mi sprawy osobiste. Zostałem wtedy ojcem, często jeździłem do Polski. Wcześniej przez jakiś czas byłem kontuzjowany. Straciłem cały okres przygotowawczy. Nie zapomnę za to występu przeciwko Sportingowi Lizbona. Moim kolegą klubowym był doświadczony Ricardo Costa. Wielka postać w kraju, człowiek szanowany. Okazał się też bardzo uczynny w kontaktach z obcokrajowcami.

To jakie wyzwania stawiasz sobie w Rakowie?

Awans do ekstraklasy. Snucie takich planów jest możliwe dzięki wysokiemu miejscu po rundzie jesiennej. Raków trenera Marka Papszuna gra bardzo ciekawą piłkę. Zaskoczyliśmy raz – grą, drugi raz – filmikiem. Nie muszę chyba dodawać, co by oznaczał trzeci raz...

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży