Aktualności

[WYWIAD] Mateusz Kuchta: Szczęście do mnie wraca

Rozgrywki24.11.2017 

Na finiszu rundy jesiennej trener Odry Opole Mirosław Smyła dokonał zmiany bramkarza. Po trzech meczach, w których opolanie zdobyli jeden punkt, tracąc siedem goli, między słupkami stanął Mateusz Kuchta i ma już na swoim koncie 270 minut z czystym kontem, a beniaminek, po trzech zwycięstwach z rzędu, wrócił na pierwsze miejsce w tabeli. – W Łęcznej dwa razy pomogła mi poprzeczka, a raz słupek i wygraliśmy 3:0. Po bardzo pechowym roku moje szczęście „nadrabia zaległości” – cieszy się 21-letni bramkarz wypożyczony z Górnika Zabrze.

Liczy Pan mecze bez straty gola?

Każdego bramkarza i całą drużynę cieszy zero z tyłu. Po meczu zawsze pomyśli się o tym, że już jakaś seria powstała, jednak wychodząc na kolejne spotkanie, absolutnie nie myślę o minutach bez straconej bramki. Liczy się tylko koncentracja na kolejnym występie. Gdy grałem dwa lata temu w GKS-ie Katowice, miałem serię sześciu spotkań bez straty gola, a w siódmym meczu, dopiero w 84 minucie, passa się skończyła i przegraliśmy w Sosnowcu z Zagłębiem 1:2. Ale seria w opolskiej bramce ma inny wymiar i zrobię wszystko aby trwała jak najdłużej. Cieszę się przede wszystkim z tego, że po roku wracam do gry.

Co się działo przez ten rok?

Rundę jesienną w 2016 roku zacząłem jako pierwszy bramkarz Górnika Zabrze, ale po błędzie popełnionym w piątej kolejce, podczas przegranego 0:2 meczu w Nowym Sączu, straciłem miejsce w jedenastce. W dodatku pojawił się ból w kolanie. Pierwsza diagnoza mnie uspokoiła, bo zapowiadała, że mogę spokojnie trenować, a w grudniu wystarczy zabieg szycia łąkotki. Jednak w październiku, gdy byłem w domu w kuchni, zablokowało mi nogę tak, że konieczna była operacja.

I co było po niej?

Lekarz po operacji powiedział, że wystarczyło usunąć narośl z łąkotki i za trzy tygodnie będę mógł normalnie trenować, ale męczyłem się w sumie pięć miesięcy. Najgorsza była Wigilia, bo 23 grudnia dostałem wyniki badań, które wskazywały, że potrzebna będzie druga operacja. Nie będę ukrywał, że przy łamaniu opłatkiem w rodzinnym gronie płakałem jak dziecko...

Kiedy humor się Panu poprawił?

Na szczęście okazało się, że druga operacja nie była potrzebna i po styczniowych zabiegach, wstrzyknięciu osocza oraz rehabilitacji, w lutym wróciłem do treningu. W bramce Górnika był już jednak wtedy Tomek Loska. Jego bardzo dobra gra sprawiła, że mi pozostały tylko występy w drugiej drużynie na III-ligowych boiskach, na których zagrałem wiosną siedem razy. Dlatego po sezonie myślałem o odejściu z Górnika, ale zabrzanie zaproponowali mi przedłużenie kontraktu i wypożyczenie. Trener bramkarzy Odry Opole Adam Kania był już wtedy ze mną po rozmowach i postanowiłem skorzystać z propozycji beniaminka pierwszej ligi.

Wypożyczenie nastąpiło 26 lipca, a debiut 4 listopada. Pana cierpliwość została poddana próbie?

Przez te wszystkie zawirowania z kontraktem. Do drużyny trenera Mirosława Smyły dołączyłem dopiero półtora tygodnia przed sezonem, który dobrze rozpoczął Tobiasz Weinzettel. Z Odrą dwa lata z rzędu zdobywał awanse więc zasłużył na zaufanie, a mnie pozostało skoncentrować się na ciężkiej pracy na treningach i czekać na swoją szansę.

Co Pan czuł wracając do gry?

Bardzo dużą satysfakcję. Miałem sobie coś do udowodnienia. W pierwszym meczu z GKS Tychy nie miałem zbyt wiele pracy więc zrobiłem swoje, a ponieważ wygraliśmy 1:0, mogłem mówić o dobrym wprowadzeniu. W Grudziądzu pracy było już trochę więcej, ale przede wszystkim przy strzałach z dystansu, które nie były za bardzo wymagające. Drużyna zagrała bardzo dobrze i przełamała wyjazdową niemoc. Pierwszy raz od 5 sierpnia wygraliśmy mecz w delegacji, pokonując Olimpię 2:0. To też było ważne. Najtrudniej było w Łęcznej. Dwa razy pomogła mi poprzeczka, a raz słupek. Pomyślałem sobie wtedy, że po bardzo pechowym, trudnym roku moje szczęście „nadrabia zaległości”. Do tego dołożyłem też parę dobrych interwencji, z których najlepsza była ta po strzale Łukasza Tymińskiego z 16. metrów i rykoszecie. Wygraliśmy z Górnikiem 3:0 i przede wszystkim cieszę się, że mogłem pomóc drużynie, bo najważniejsze są kolejne trzy punkty.

Myśli Pan o wejściu z Odrą do ekstraklasy?

Myślę o... najbliższym meczu z Pogonię Siedlce. Wiemy, że czeka nas bardzo trudne spotkanie i musimy do niego być w stu procentach przygotowani. Mamy świadomość, że przed nami ostatni mecz w tym roku. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli więc chcemy zagrać najlepiej jak potrafimy i zdobyć mistrzostwo jesieni, żeby w dobrych humorach zacząć urlop. Pół roku temu gdy świętowaliśmy w Górniku Zabrze awans powiedziałem, że nie miałem dużego wkładu w ten sukces. Na swój muszę sobie zapracować, ale nie ma sensu zastanawiać się nad tym co będzie za pół roku, czy za rok, bo już teraz wiem, że tego nie da się przewidzieć. Trzeba po prostu ciężko pracować i skupiać się tylko na najbliższym celu jakim jest każdy kolejny trening i mecz, a na koniec sezonu będzie można usiąść i zobaczyć co udało się wygrać.

Jakie są Pana sportowe marzenia?

Czerpać przyjemność z gry w piłkę. Tylko tyle i aż tyle...

Rozmawiał Jerzy Dusik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży