Aktualności

[WYWIAD] Marcin Wodecki: Myślę, że są jeszcze tacy, którzy o mnie pamiętają

Rozgrywki09.09.2017 

W najlepszym piłkarskim wieku Marcin Wodecki przeżywa rozkwit kariery. W poprzednim sezonie został wicekrólem strzelców II ligi. W wysokiej formie jest także od początku obecnych rozgrywek. W głównej mierze dzięki niemu Odra Opole bardzo dobrze radzi sobie na zapleczu Ekstraklasy, gdzie jest postrachem faworytów. – Byłem na zakręcie, zagrałem va banque, opłaciło się – mówi Wodecki.

Trener Odry Opole Mirosław Smyła w niedawnej rozmowie z „Łączy Nas Piłka” przyznał, że Marcin Wodecki to: „zawodnik ekstraklasowy”. Takie słowa motywują?

To miłe. Nie chcę jednak wyjść na kogoś, komu zależy żeby usłyszeć o sobie coś dobrego. Mam konkretne zadania do wykonania w I lidze. Chcę strzelać gole i pomagać drużynie w zwycięstwach. Dobro zespołu przede wszystkim. Z czasem się okaże czy zagram jeszcze w ekstraklasie.

Dobrą formę utrzymuje Pan drugi sezon z rzędu. W poprzednim sezonie został Pan wicekrólem strzelców II ligi, teraz jest liderem najskuteczniejszych zawodników Nice 1 ligi.

Procentuje zaufanie trenerów, z którymi ostatnio pracowałem. W Legionovii postawił na mnie trener Ryszard Wieczorek. Starałem się spłacić dług wdzięczności bramkami. Do Odry ściągnął mnie Jan Furlepa. U niego też regularnie grałem i strzelałem gole. Ustabilizowałem formę. Dobra dyspozycja przeszła na Nice 1 ligę. Idzie dobrze.

Wspomniany trener Smyła odbudował już niejednego piłkarza. W Rozwoju postawił na nogi choćby Tomasza Wróbla. Jak on to robi?

To szkoleniowiec bardzo doświadczony i mądry życiowo. Ma to coś, dzięki czemu wyciąga z piłkarzy to, co najlepsze. Potrafi odkurzyć zawodników już zapomnianych. Uzmysławia im, że są dużą wartością dla drużyny. Chłopacy wiedzą, że im lepiej gramy jako zespół, tym lepiej dla każdego z osobna. To pomaga się wybić wyżej. Trener Smyła jest dobrą duszą szatni. Dużo zyskuje w indywidualnych rozmowach. To wesoły człowiek, a jego entuzjazm przenosi się na piłkarzy.

>>> MIROSŁAW SMYŁA: NIE ZAPRZĄTAMY SOBIE GŁOWY TABELĄ <<<

A Pan czuje się piłkarzem zapomnianym?

Myślę, że są jeszcze tacy, którzy o mnie pamiętają. Byłem przez jakiś czas w ekstraklasie. Samo bycie jednak nie wystarczy. Trzeba w niej grać, dlatego w pewnym momencie kariery zdecydowałem się na przenosiny do I ligi. Miałem spadek formy, chciałem się odbić. W tym czasie w głowie pojawiło się wiele różnych myśli. Intuicja podpowiadała, że jeszcze mogę coś ugrać w piłce. Że I liga to nic złego. Zawziąłem się. Wiedziałem, że po spadku są wzloty. Czułem, że gra ligę niżej może mi pomóc. No i chyba znów się przypomniałem. Robię swoje, oby tak dalej!

Kiedy pojawiły się te przemyślenia?

Dużo zmieniło się po spadku z GKS-em Tychy do II ligi. Stanąłem przez dylematem. „Co zrobić – zostać, czy szukać nowego klubu?” Denerwowałem się. Wiedziałem, że gram poniżej oczekiwań. Coś we mnie pękło. Zagrałem va banque. Postanowiłem wyjechać ze Śląska. Pojechałem do Legionowa.

Wyjazd jako kuracja?

Tak. Byłem bardzo zdeterminowany na zmiany. Zostawiłem rodzinę na kilka miesięcy. Zmiana opłaciła się, bo znów mi idzie. Przemyślałem pewne sprawy.

Co Pan pamięta z ostatniego epizodu w Ekstraklasie?

Utrzymanie z Podbeskidziem. Trener Czesław Michniewicz stworzył tam fajną ekipę. Byliśmy typowani do spadku. Udało nam się utrzeć wszystkim nosa. Mieliśmy dużą stratę, ale w ważnych momentach stanęliśmy na wysokości zadania. W rundzie wiosennej wygraliśmy na przykład 2:0 z Lechem w Poznaniu. Pod koniec było wesoło w szatni. Nowy sezon przyniósł duże zmiany. W trakcie rundy odszedł trener Michniewicz, a ja usłyszałem, że nie jestem potrzebny w Podbeskidziu. Wróciłem do Górnika, a potem przeniosłem się do GKS-u Tychy. Miałem nadzieję, że w Górniku na mnie postawią. Górnik miał inne plany. Uznałem więc, że lepiej iść do niższej ligi, bo to w dłuższej perspektywie może mi pomóc. Za trenera Jana Żurka GKS utrzymał się w I lidze. No i zostałem na zapleczu przez jakiś czas.

Wybór Odry okazał się dobrym ruchem?

Jest tu fajny klimat do piłki. Odra rok w rok robi postęp sportowy. Awans do II ligi, w następnym sezonie promocja do I ligi. Ludzie mówili: „beniaminek to zawsze wielka niewiadoma”. Okazało się, że nie jest z nami tak źle. W Opolu rodzi się coś ciekawego. Jesteśmy zdeterminowani, żeby razem zrobić dobry wynik. Pamiętajmy, że mamy mało doświadczony zespół. Każdy mecz w tej lidze w jakiś sposób nas doświadcza. W zespole jest dobry duch – „team spirit”.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży