Aktualności

[NICE I LIGA] Tata śpiewa śląskie szlagiery, a syn gra... w Górniku Zabrze

Rozgrywki28.03.2017 
Tomasz Loska pochodzi z muzykalnej rodziny. Jego ojciec, Eugeniusz Loska, jest liderem popularnej na Śląsku grupy, która śpiewa regionalne szlagiery, ale syn nie poszedł śladami seniora rodu. – Na szczęście rodzice nie zmuszali mnie do akordeonowych wprawek i mogłem grać w piłkę – mówi bramkarz Górnika Zabrze, mając nadzieję, że w tym sezonie świętował będzie dwa awanse.

Piłkarska ścieżka urodzonego 26 stycznia 1996 roku Tomasza Loski ma sporo zakrętów. – Jeszcze trzy lata temu grałem w klasie C, a dzisiaj jestem w zespole, który walczy o awans do ekstraklasy – mówi 21-letni bramkarz Górnika Zabrze. A następnie dodaje: – Pochodzę z Przyszowic, ale mieszkam na granicy z Paniówkami i tam chodziłem do szkoły, a w wieku 8 lat zacząłem trenować w klubie Paniówki. Podczas turnieju szkolnego zauważył mnie trener z Piasta Gliwice i zaprosił na trening, po którym na rok zostałem zawodnikiem gliwickiego klubu, ale nie dało się tego pogodzić z nauką. Trafiłem więc do Gwarka Ornontowice. Tu już jako 16-latek zadebiutowałem w seniorach, zaczynając od porażki 0:5 z rezerwami Podbeskidzia. Pamiętam ten IV-ligowy mecz doskonale, bo Adrian Sikora strzelił mi trzy gole – wspomina.

Trzy lata temu w klasie C

Wyróżniający się wzrostem junior młodszy trafił latem 2012 roku do GKS Tychy, ale nie zagrał w I lidze i po sezonie wrócił do Gwarka Ornontowice, w którym odesłany został do rezerw, występujących w najniższej klasie rozgrywkowej. – Płakałem na widok boisk, na których przyszło nam wtedy grać, ale zaciskałem zęby, stawałem między słupkami i czekałem na uśmiech losu - wspomina Tomasz Loska. – Na szczęście zimą pojawiła się oferta Górnika Zabrze. To było jak sen. Mój ulubiony klub, na którego mecze jeździłem od dziecka, bo zabierał mnie ze sobą sąsiad Marcin Związek, który maluje linie na boisku, chciał mnie mieć u siebie. Trener Jerzy Machnik zobaczył we mnie bramkarski talent, a świętej pamięci dyrektor Krzysztof Maj negocjował transfer. Kosztowałem podobno 25 tysięcy złotych. Przeszedłem do legendarnego klubu, do którego mam 8 kilometrów z rodzinnego domu, ale do pierwszej drużyny było jeszcze bardzo daleko. Wiosną 2014 roku zadebiutowałem w III-ligowych rezerwach, na dzień dobry przegrywając z rezerwami… Podbeskidzia. Tym razem przegraliśmy 0:2, a moim katem okazał się Dariusz Kołodziej. Następne pół roku spędziłem w II-ligowym Nadwiślanie Góra, zaczynając od pucharowej porażki 0:3 z ekstraklasowym Zagłębiem Lubin. Zagrałem jednak w 13 meczach na szczeblu centralnym i zrobiłem krok do przodu. Wiosną znowu byłem jednak w rezerwach Górnika i większość meczów przesiedziałem na ławce i dlatego przed tym sezonem chciałem odejść z Zabrza, żeby bronić. Pojechałem na testy do Chojnic, ale nie dogadaliśmy się i ostatecznie trafiłem do Rakowa – opowiada.

19 meczów bez porażki

Pod Jasną Górą Tomasz Loska tak naprawdę wyrósł na bramkarza. Jesienią wystąpił w 19 meczach II ligi, z których 11 częstochowianie wygrali, a 8 zremisowali i zostali mistrzami półmetka. – Zostałem do Rakowa wypożyczony na rok z opcją powrotu po rundzie zimowej – wyjaśnia Tomasz Loska. – Podobno wpadłem w oko w meczu przegranym przez Nadwiślan w Częstochowie 0:6. Po 19 meczach czułem się w częstochowskim klubie znakomicie, więc kiedy Górnik się o mnie upomniał w połowie sezonu, miałem wątpliwości. Trener bramkarzy Marek Matuszek i pierwszy szkoleniowiec zabrzan Marcin Brosz niczego mi nie obiecywali, ale widząc jak pracuję zimą, postawili na mnie. I nie dlatego, że jestem młodzieżowcem, bo co prawda w pierwszym meczu z GKS Tychy wyszedłem na boisko jako jedyny 21-latek, ale w następnym meczu było nas już czterech młodzieżowców, a ja dalej broniłem. Nie stosuję więc dla siebie taryfy ulgowej z racji wieku. Chcę grać wychodzić na boisko jako bramkarz, który wygrał rywalizację o miejsce w składzie. Konkurencję mam mocną, bo są przecież Wojtek Pawłowski, Mateusz Kuchta i najbardziej doświadczony Grzegorz Kasprzik, ale to na mnie postawił trener Marcin Brosz i zrobię wszystko, żeby nie żałował.

Szansa na dwa awanse

Co to znaczy w Zabrzu? Tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Kibice Górnika, którzy tłumnie przychodzą na mecze swoich ulubieńców, nie wyobrażają sobie innego scenariusza jak tylko awans. – Oczywiście, że miejsce 14-krotnego mistrza Polski jest w ekstraklasie – uważa Tomasz Loska. – Po dwóch zwycięstwach w rundzie wiosennej mamy już tylko 4 punkty straty do wicelidera Nice I ligi, a to miejsce dałoby nam pełnię radości. Z uwagą śledzę też mecze Rakowa, który walczy z kolei o premiowane miejsce w II lidze i mam nadzieję, że w czerwcu będę świętował dwa awanse: w Zabrzu i Częstochowie. Na razie cieszę się z tego, że moje pierwsze dziecięce marzenie się spełniło. Gram w Górniku Zabrze. Marzeń mam jednak sporo. Zawsze podziwiałem zespoły grające w lidze niemieckiej oraz chciałem być jak Gianluigi Buffon, mój osobisty wzór bramkarza i człowieka. Przede mną więc jeszcze sporo wyzwań. Na razie jednak mamy krótki oddech od ligowych emocji, bo zaplanowany na piątek mecz z Zagłębiem Sosnowiec został przełożony na 12 kwietnia. Mogę więc trochę więcej czasu spędzić z moją dziewczyną Małgosią, która jest moim wiernym kibicem i wsparciem. Dzięki niej odpuszczam głupoty, mogące odciągnąć młodego chłopaka od piłki – kończy.

Jerzy Dusik           

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży