Aktualności

[NICE 1 LIGA] Paweł Wojciechowski: Będę chciał udowodnić Odrze, że to ja miałem rację

Rozgrywki05.03.2018 
Grał w Hiszpanii, Holandii czy na Białorusi. Ostatnich miesięcy i pobytu w Odrze Opole nie będzie jednak miło wspominał. Teraz Paweł Wojciechowski – bo o nim mowa – czeka już na inaugurację piłkarskiej wiosny i na debiut w barwach Ruchu Chorzów. Jest nadzieją na lepsze jutro „Niebieskich”, sam również ma coś do udowodnienia.

O Odrze Opole porozmawiamy?

Ale proszę tylko jedno pytanie (śmiech).

Są jakieś miłe wspomnienia z pobytu w Opolu?

Ja jestem generalnie człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia, ale mimo wszystko zadra po tej jesieni pozostaje. Nie dostałem tak naprawdę w Odrze szansy, zostałem odstawiony, więc trudno o miłe wspomnienia. Myślałem, że ten okres w klubie będzie zupełnie inny. Dlatego dziękuję najbliższym, bo dzięki nim czas w Opolu mi szybciej i łatwiej minął. A nie było przyjemnie. Sportowiec zawsze stawia sobie wyzwania, chce by było jak najlepiej. Ja miałem podobnie i nie potrafiłem zrozumieć, czemu nie dostawałem szans. Jest zadra, będę chciał pokazać włodarzom Odry, że ktoś się pomylił.

Majowy mecz z Odrą w barwach Ruchu nie będzie jednym z wielu?

Nie. Kłamałbym, gdybym tak stwierdził. Tu chodzi o rację, obie strony będą chciały ją sobie udowodnić. Zarówno ja, jak i Odra. To będzie mecz szczególny.

Dla Ruchu każdy mecz wiosną to będzie mecz szczególny, właściwie o życie. Nie bał się pan przychodzić do Chorzowa, tym bardziej, że klub cały czas boryka się z problemami natury organizacyjnej?

Zainteresowałem się wcześniej sytuacją Ruchu, jak ona wygląda. Działacze zapewnili mnie, że będzie wszystko w porządku. Naciskali też na transfer od dłuższego czasu, właściwie od lata, bym przyszedł na Cichą. I to w pewien sposób przeważyło szalę. Wszyscy mnie bardzo chcieli w Chorzowie, zdecydowałem się więc na ten krok.

W szatni tematy związane z kłopotami Ruchu się przewijają?

Nie da się od tego uciec. Ja jednak staram się w trakcie zajęć skupić wyłącznie na piłce. Generalnie jednak w samym klubie nie widzę problemów. To co zostało obiecane jest realizowane, my chcemy teraz już skupić się na meczach. Fakt, że opinia o Ruchu w środowisku piłkarskim nie jest najlepsza. Może też dlatego do Chorzowa przychodzą zagraniczni zawodnicy...

Cały okres przygotowawczy przepracował pan z Ruchem, więc jest chyba powód do umiarkowanego optymizmu.

Tak, jestem zadowolony. Klub stworzył nam super warunki do przygotowań. Zarówno wyjazd na Cypr, jak i obóz w Rybniku, nie można było na nic narzekać. Ciężko pracowaliśmy, ja też jestem z tego czasu zadowolony, bo przepracowałem całą zimę bez kontuzji. Liczę, że to zaprocentuje w lidze. Sparingi mogły może wypaść lepiej, ale z optymizmem czekamy na pierwszy mecz. Ja cieszę się z tego jak indywidualnie się prezentuję, bo wiadomo, że formę całej drużyny zweryfikuje liga.

No właśnie, z indywidualnych dokonań tej zimy jest pan zadowolony?

Zimą trochę została mi zmieniona pozycja. Nie gram teraz jak typowa „dziewiątka”, raczej jestem ustawiany w roli przysłowiowej „dziesiątki”. Musiałem się przyzwyczaić ponownie do tej roli, potrzebowałem na to trochę czasu. Nie jest może jeszcze optymalnie pod tym względem, ale czas na pewno działa na moją korzyść.

„Dziesiątka” to nie jest dla pana zupełna nowość.

Występowałem na niej ostatnio w Holandii, więc trochę czasu już minęło (7-8 lat temu – przyp. TD). Czuję się dobrze w tej roli, ale potrzeba jeszcze pewnych automatyzmów, również zgrania z kolegami. Ta pozycja nie jest mi obca, ale współpraca z partnerami, również nowymi w drużynie, wymaga czasu. 

Lata gry za granicą dużo dały, prócz tego, że podszkolił pan grę na „10”?

Na pewno pobyt w obcych krajach wiele wnosi do życia człowieka. Mnie również dużo nauczył, bo przecież ja wyjeżdżałem do Hiszpanii mając niespełna 18 lat. Nie byłem jeszcze ukształtowany, ani piłkarsko, ani życiowo. Nie miałem w Polsce skończonej jeszcze szkoły, na początku w Holandii żyłem z rodziną miejscową, by się szybciej zaaklimatyzować. Na pewno bardzo mocno wpłynęło to na mój charakter, pod tym względem wiele się nauczyłem.

A sportowo?

Podobnie. Dziesięć lat temu w Holandii obowiązywała głównie taktyka 4-3-3, my natomiast w kraju opieraliśmy się przede wszystkim na grze z dwoma napastnikami. Pod tym względem wiele się nauczyłem. Do dzisiaj śledzę zresztą rozgrywki holenderskie i tamtejsze nowinki. Dwa razy w tygodniu oglądam magazyny o holenderskiej piłce, coś na wzór „Ligi Plus Ekstra”. Bardzo pozytywnie wspominam zwłaszcza ten holenderski okres.

Kilku znanych zawodników w tym okresie przez pana szatnie się przewinęło.

Zwłaszcza w Heerenveen. To w tym okresie był zespół, który grał regularnie w europejskich pucharach. Zwłaszcza trzech zawodników wywarło wpływ na moją grę. Chorwat Danijel Pranjić, pomocnik z Wybrzeża Kości Słoniowej Bonaventure Kalou oraz mniej znany zapewne wszystkim, reprezentant Finlandii, technicznie bardzo dobry, Mika Väyrynen. Można było patrzeć i podziwiać. I oczywiście się uczyć. Ta trójka wiele mnie nauczyła.

Można więc było więcej „wycisnąć” z tych zagranicznych pobytów?

Na pewno, ale też w pewien sposób przeszkodziły mi kontuzje. Nie chcę się w ten sposób usprawiedliwiać, ale do 25. roku życia miałem siedem operacji. Teraz na szczęście przez ostatnie dwa lata nic się złego już nie dzieje. Spędzony jednak w gabinetach lekarskich czas miał duży wpływ na tamten okres.

Na początek była także przygoda hiszpańska, a później jeszcze Białoruś. Na wschodzie zdobył pan między innymi puchar kraju.

Dużo się nauczyłem, zarówno sportowo, jak i życiowo w tym okresie. Zwiedziłem trochę świata, potrafię porozmawiać w pięciu językach.

W szatni Ruchu pewnie języki obce się przydają.

Oczywiście. Mogę z naszym trenerem Rochą porozmawiać po hiszpańsku, z każdym po angielsku, a jak z Marcinem Kowalczykiem mamy jakieś prywatne sprawy, tak by koledzy nie rozumieli, to rozmawiamy po rosyjsku (śmiech).

Dzisiaj pan jeszcze myśli o kolejnym wyjeździe zagranicznym?

Nie, nie jestem chyba takim człowiekiem. Jestem na Cichej i dlaczego nie miałbym tutaj zostać na przykład na pięć najbliższych lat? Jeżeli w klubie będzie wszystko ok, wszystko się dobrze poukłada, drużyna będzie miała szansę powalczyć o awans do ekstraklasy, to czemu nie? Ja tak na to patrzę. Może chciałoby się grać na pełnym stadionie jak w Heerenveen, ale z drugiej strony Ruch ma też wspaniałych kibiców. W klubie jest bardzo wiele miłych osób, jak chociażby pani Renia, która zajmuje się sprzętem. Klub ma mnóstwo wiernych kibiców, cała otoczka Ruchu, to jak klubowe media działają, jestem pozytywnie zaskoczony tym wszystkim. Czasem nawet pogawędzimy po śląsku.

Śląski to kolejny język, z którym Paweł Wojciechowski sobie poradzi?

Na razie więcej rozumiem, ale z czasem będę i „godoł”. Na razie tylko potrafię powiedzieć: Ino („tylko” - przyp. TD) Ruch.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży