Aktualności

[NICE 1 LIGA] Wojciech Lisowski – od biegów przełajowych do zawodu piłkarza

Rozgrywki28.12.2017 

Gdy zakładał buty do biegania, nie było od niego lepszego w całym powiecie stargardzkim. Królował na dystansie 1000 metrów. Specjalizował się też w trójboju lekkoatletycznym. Biegi przełajowe porzucił dla piłki. W pewnym momencie istniało ryzyko, że już nigdy nie będzie mu dane uprawiać sportu. Na szczęście Wojciech Lisowski wyleczył wrodzoną wadę serca i od kilku lat gra w Chojniczance Chojnice.

Widok młodego Wojciecha Lisowskiego na czele stawki nikogo nie dziwił. W końcu był szkolnym dominatorem. Kilkanaście lat później ten sam chłopak jest podstawowym piłkarzem lidera Nice 1 ligi. – Moja przygoda ze sportem zaczęła się od... lekkoatletyki. Wychowałem się w czasach, kiedy komputery nie zdążyły jeszcze zawładnąć życiem młodych, nie każdy miał dostęp do internetu. Człowiek wolał ruszać się na dworze niż siedzieć w domu i wpatrywać się w ekran monitora. Biegałem w biegach przełajowych na 1000 m. Uprawiałem też trójbój lekkoatletyczny. Miałem nawet sukcesy. Byłem mistrzem powiatu stargardzkiego, wicemistrzem województwa – opowiada Łączy Nas Piłka Wojciech Lisowski. Karierę biegacza zaniechał z prozaicznego powodu. – Nie wybiłem się wyżej, gdyż brakowało pieniędzy. Z lekkoatletyką skończyłem po szóstej klasie szkoły podstawowej. A piłkarzem zostałem przez przypadek. Pewnego pięknego dnia sąsiad zabrał mnie na trening Piasta Chociwel. I tak już zostało – dodaje Lisowski.

Szczecin trampoliną do Legii

W miejscowym Piaście nie pograł za długo. Los wybrał za niego. – I znów przypadek! W Chociwlu zbudowali halę sportowo-widowiskową. Na obóz piłkarski przyjechała do nas Stal Szczecin. Zebrano chłopaków z rocznika 92 i zagraliśmy jako Uczniowski Klub Sportowy. Moja gra spodobała się trenerowi Tomaszowi Południakowi, przekonywał rodziców, że powinienem zostać piłkarzem w Stali. W międzyczasie trafiłem też do kadry województwa zachodniopomorskiego. Mieszkałem w internacie. Uczyłem się w gimnazjum w klasie o profilu sportowym – podkreśla Lisowski.

Grę w Stali łączył z edukacją, którą z czasem kontynuował w Warszawie. – Zanim trafiłem do Legii, zostałem reprezentantem Polski w kategorii U-15. Mecze młodzieżowych reprezentacji śledzi wielu skautów, mnie akurat pod lupę wzięli wysłannicy Legii. Skontaktował się ze mną ówczesny dyrektor stołecznego klubu Marek Jóźwiak. Zaprosił mnie i rodziców do stolicy żebyśmy wszystko zobaczyli – wspomina 25-letni dziś piłkarz.

I tak oto kolejnego utalentowanego nastolatka z Polski wzięła pod swoją opiekę Legia. I tu zaczyna się prawdziwa lekcja piłki. Lisowski miał 17 lat, gdy zaczął grać w młodzieżowych zespołach 12-krotnego mistrza Polski. – To był bardzo dobry rocznik. Jakub Szumski, Mateusz Cichocki, Bartosz Widejko, Rafał Wolski, Dominik Furman, Michał Żyro, Michał Efir, Michał Kopczyński. Graliśmy razem w juniorach Legii, potem wszyscy przeszliśmy do Młodej Ekstraklasy – przypomina Lisowski.

Problem z sercem

Z Legią podpisał 1 lipca 2009 roku czteroletni kontrakt. Przez dwa lata występował w zespole ME. – Do tej pory śmieje się, że lądowałem w klubach, które akurat w danym momencie budowały nowe obiekty. W Piaście i Legii dorastałem wraz z nowym stadionem. Legia w tamtym czasie miała fajny zespół, któremu brakowało jednak trofeów. Wtedy nie stawiali za bardzo na młodzież. Woleli zagraniczni zaciąg, dlatego przebijali się nieliczni. Mi nie pomagało też to, że jestem prawym obrońcą. Taki Michał Żyro miał łatwiej, bo to typ ofensywnego piłkarza. Konkurencja w pierwszym zespole była duża. Artur Jędrzejczyk, Kuba Rzeźniczak. Trenowałem z pierwszą drużyną. Byłem nawet na obozie – podkreśla piłkarz Chojniczanki.

Skoro w Legii się nie przebił, postanowił szukać szczęścia gdzie indziej. Został wypożyczony do Piasta Gliwice. – Pierwszy rok był bardzo udany. Grałem w seniorach, na co w Legii nie miałem szans. Byłem podstawowym piłkarzem. W czwartej kolejce przeciwko Pogoni Szczecin doznałem kontuzji barku. Wróciłem na rundę rewanżową i mecz z... Pogonią. W drugiej rundzie regularnie pojawiałem się na boisku. Wiosną wywalczyliśmy awans do ekstraklasy – mówi Lisowski, któremu pewne wydarzenie z sierpnia 2012 roku mogło złamać karierę sportowca. – Okazało się, że mam niewykrytą wadę serca. Nigdy nie miałem robionego echa, gdzie w obecnych czasach to podstawa. Sytuacja podobna do Marka Saganowskiego, którego poznałem na obozie pierwszego zespołu. Nie mogłem grać i trenować przez pięć miesięcy. Gdyby nie zabieg moja dalsza kariera stanęłaby pod znakiem zapytania – zaznacza Lisowski.

Formę postanowił odbudować w rodzinnych stronach. – Skończył mi się kontrakt z Legią, chciałem wrócić do domu. Zgłosiła się Pogoń Szczecin. Wróciłem do miasta, w którym się wychowałem. Mieszkam 60 kilometrów od Szczecina, to moje regiony – wyjaśnia Lisowski.

W Pogoni rozegrał osiem meczów w ekstraklasie. Po roku odszedł do Chojniczanki. – Do przyjścia przekonywał mnie dyrektor sportowy Maciej Chrzanowski. Szybko się zaaklimatyzowałem. Fajne, czterdziestotysięczne miasteczko. Panuje tu rodzinna atmosfera. To miasto bardzo prężnie się rozwijające. Do Trójmiasta nie jeżdżę. Z Chojnic mam 180 kilometrów do domu rodzinnego. Od roku mam chrześniaka, staram się jak najwięcej czasu spędzać z rodziną – wyjaśnia. I ma jeden cel na rundę wiosenną: – Rok temu otarliśmy się o awans. Chciałbym wrócić do ekstraklasy. Przykład Sandecji czy Termaliki pokazuje, że nie można skreślać klubów z mniejszych miast.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży