Aktualności

[NICE 1 LIGA] Sebastian Bonecki: Nie zrezygnowałem z walki o pierwszy skład Zagłębia

Rozgrywki10.03.2018 
Sebastian Bonecki od dziecka związany jest z Zagłębiem Lubin. Ma 23 lata i nadal czeka na swoje „pięć minut” w barwach macierzystego klubu na poziomie ekstraklasy, której zdążył już posmakować, ale nie na tyle, by mógł czuć satysfakcję. Życie wystawia go na próbę, kolejną będzie wypożyczenie do Odry Opole. – Na pewno broni nie składam. Wciąż jestem zawodnikiem Zagłębia, nie zrezygnowałem z walki o pierwszy skład Miedziowych – mówi zawodnik w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Uważasz, że z pobytu w Zagłębiu Lubin wycisnąłeś odpowiednio dużo?

Nie do końca. Niedawno był o mnie artykuł. Dobrze wyliczyli, że przez blisko trzy lata gry w Lubinie, rozegrałem tylko dziewięć meczów w ekstraklasie. Nie jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem w Zagłębiu, bo zapowiadało się zupełnie inaczej. Rozpoczęło się przecież dobrze, m.in. od występu w finale Pucharu Polski, w którym jednak nie wykorzystałem rzutu karnego w serii jedenastek (Zagłębie przegrało z Zawiszą po karnych 5:6 – przyp. red.). Po sezonie 2013/14 spadaliśmy z ekstraklasy, a ja wywalczyłem sobie mocną pozycję w I-ligowej wówczas drużynie. Wróciliśmy do elity, wystąpiłem w dwóch pierwszych spotkaniach rozgrywek. Zdobyliśmy w nich tylko punkt i trener Piotr Stokowiec dokonał zmian w składzie. Odpaliło, a ja już nie grałem. Potem było wypożyczenie do Chrobrego Głogów, a teraz Odry Opole. Na pewno broni nie składam. Wciąż jestem zawodnikiem Zagłębia, nie zrezygnowałem z walki o pierwszy skład Miedziowych.

Walkę podjąłeś przed tym sezonem, ale...

Dopadł mnie pech. Wróciłem z wypożyczenia i w trakcie lipcowego sparingu z Piastem Gliwice doznałem kontuzji kolana. Plan był inny, bo w Chrobrym odbudowałem się, przychodziłem pełen nadziei, zwłaszcza po drugiej rundzie, w której strzeliłem trzy gole. W pierwszej części sezonu 20015/16 grałem w kratkę, a trener Ireneusz Mamrot nie zawsze był ze mnie zadowolony. Dlatego po udanych występach wiosną miałem powody do optymizmu, zwłaszcza, że przedstawiciele Zagłębia jeździli do Głogowa i monitorowali moje postępy. Czułem, że Zagłębie da mi szansę w ekstraklasie. Niestety. Przyszedł ten feralny mecz z gliwiczanami, w którym w dodatku zagrałem na prawej obronie. Dziesięć minut po przerwie kolano nie wytrzymało, plany podboju ekstraklasy musiałem odłożyć na później.

Sytuacja musi być dla ciebie tym boleśniejsza, że zapowiadałeś się na wielki talent. W Lubinie wróżono ci karierę większą niż Jarosławowi Kubickiemu, który jest obecnie ostoją Zagłębia.

„Kebsi” cierpliwością i regularną grą doszedł do momentu, w którym jest kluczowym zawodnikiem Miedziowych. Nie ukrywam, że to ja miałem być na jego miejscu. Widać, życie napisało własny scenariusz mojej kariery. Może po prostu potrzebuje więcej czasu i za jakiś czas to ja będę ważną postacią drużyny? Wystarczy runda, sezon i twoja sytuacja zmienia się o 180 stopni. Lata uciekają, ale nie załamuję się. Miewam chwile zadumy, kiedy myślę dlaczego wyszło tak, a nie inaczej. Trzeba pogodzić się z pewnymi faktami, robić swoje i wierzyć, że efekty przyjdą.

Szczerze: czujesz się rozczarowany przebiegiem kariery w Zagłębiu?

Tak. Niby trenowałem z pierwszym zespołem, ale nie byłem brany pod uwagę przy ustalaniu kadry meczowej. Nie mówię już o jedenastce. W styczniu 2015 roku pojechałem z Zagłębiem na zgrupowanie do Turcji. W jednym ze sparingów graliśmy na dwa składy. Trener potrzebował jeszcze jednego prawego obrońcy. Miał deficyt zawodników na tej pozycji. Jakub Tosik, Aleksandar Todorovski i nikt więcej. Na lewej tylko Dorde Cotra, widział więc mnie też na drugim boku obrony. Tylko raz załapałem się do „18”, pojechałem na Cracovię, co więcej byłem brany pod uwagę do gry na nie swojej pozycji. Latem uznaliśmy, że najlepiej będzie jak zostanę wypożyczony. I tak znalazłem się w Chrobrym. Tym razem to ja wyszedłem z inicjatywą wypożyczenia. Była opcja odejścia do Stali Mielec. Uznałem, że lepiej będzie jak zostanę w Lubinie i przeniosę się do pobliskiego Opola. Na transfer namawiał mnie dyrektor Dariusz Motała.

Ile zyskałeś, będąc w Chrobrym?

Gra w I lidze to cenne doświadczenie, o wiele lepsze niż występy w rezerwach klubu ekstraklasy. Poznałem specyfikę innego klubu. Jestem wdzięczny trenerowi Mamrotowi, że sięgnął po mnie, chociaż ja wcześniej grywałem w III lidze. Myślę, że z czasem odpłaciłem mu się za zaufanie.

Jesteś gotowy, aby wejść w skórę lidera Odry Opole?

Na razie jestem za krótko w tym klubie. W poprzednią środę dołączyłem do nowych kolegów, a już w piątek graliśmy w Legnicy z Miedzią. Dopiero co poznaję zespół. Bycie liderem to pewne obowiązki, nie chcę składać takich deklaracji, bo byłoby to niepoważne z mojej strony. Zaskoczyła mnie siła środka pomocy Odry. Mamy dobry skład, wielu chłopaków może być liderami naszej drużyny. Uważam, że I liga to dobra droga dla młodych zawodników. Punkt przejściowy przed grą w ekstraklasie. Przedsionek dla piłkarzy po przejściach, czy dopiero rozpoczynających swoje kariery. Do Chrobrego przychodziłem w trochę innym momencie. Tutaj przyszedłem na gotowe, Odra jest w czołówce. Klub ma ambicje. Jestem zmotywowany żeby awansować do ekstraklasy.

A Zagłębie wejdzie do ósemki? Cały czas balansuje na granicy.

Identycznie było rok temu. Ostatecznie zabrakło im punktów aby wejść do górnej ósemki. Patrząc na potencjał obecnego Zagłębia, musi być dobrze.

Z Odrą też będzie dobrze?

Przede wszystkim u nas nie ma napinki na awans. Nie jesteśmy głównym kandydatem do gry w ekstraklasie. Na pierwszym miejscu wymienia się Miedź, Chojniczankę, Raków. Odra jest pomijana, może to i dobrze. Możemy dzięki temu pozytywnie wszystkich zaskoczyć.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży