Aktualności

[NICE 1 LIGA] Robert Mandrysz: Mogę jeszcze przegonić tatę

Rozgrywki08.09.2017 
Miał grać w GKS-ie Katowice, ale kiedy trenerem w tym klubie został jego tata, wycofał się z transferu. Teraz jest jednym z liderów Chrobrego Głogów, a jego zespół plasuje się na trzecim miejscu w tabeli Nice 1 ligi ze stratą zaledwie punktu do lidera – Miedzi Legnica. Robert Mandrysz, bo o nim właśnie mowa, w rozmowie z Łączy Nas Piłka zapowiada, że jego celem jest pobicie osiągnięcia ojca, Piotra Mandrysza. – Mam jeszcze na to szanse – przekonuje.

Jak trafił Pan do Chrobrego?
Po trzech latach gry w drużynie Drutex-Bytovia skończył się mój kontrakt i choć miałem propozycję przedłużenia umowy, postanowiłem zmienić klimat i poszukać nowego wyzwania. Jedną z ofert złożył Chrobry i po rozmowie z trenerem Grzegorzem Nicińskim, który przedstawił mi swoją wizję mojej pozycji w jego koncepcji gry, zdecydowałem się na przeprowadzkę do Głogowa. Przyszedłem do klubu, w którym żadnego piłkarza, trenera, działacza i kibica nie zadowoli miejsce w środku tabeli. To czuć przed każdym meczem i dlatego za każdym razem wychodzimy na boisko, żeby walczyć o trzy punkty. Nie mówimy o awansie, żeby uciec od niepotrzebnej presji, ale nikt nie zabrania nam marzyć

Nie myślał Pan o grze w GKS-ie Katowice?
Myślałem, bo pod koniec poprzedniego sezonu dostałem też propozycję z katowickiego klubu, ale gdy później okazało się, że trenerem zostanie tam tata, to temat upadł. Środowisko piłkarskie w naszym kraju jest specyficzne i na pewno nie uniknęlibyśmy złośliwych komentarzy na temat nie tylko przejścia, ale także samej gry w zespole ojca i obok brata. Przerabiałem to już w Pogoni Szczecin, gdzie bardzo długo czekałem na szansę debiutu w seniorskiej piłce i grałem głównie w Pucharze Polski, w którym jako I-ligowiec doszliśmy aż do finału, przegranego 0:1 z Jagiellonią Białystok. Dopiero po odejściu taty z Pogoni zacząłem grać więcej, co świadczy o tym, że wcale nie miałem taryfy ulgowej. Wręcz przeciwnie, ale pewnie grając w GKS-ie Katowice musiałbym to często powtarzać, a i tak pewnie nie wszyscy by wierzyli. Żeby więc nie komplikować sprawy tacie i sobie wolałem zrezygnować, bo chcę się w spokoju skupić na piłce.



Szybko zaaklimatyzował się Pan w Głogowie?
Zastanawiałem się jak to będzie, bo po kilku latach, podczas których po letnich, czy zimowych urlopach wracałem do tej samej szatni, do tego samego środowiska, wszystko się zmieniło. Przychodziłem do drużyny, której zawodników znałem tylko jako rywali z boiska, ale pomogli mi się zaaklimatyzować. Sam się dziwię, że tak łatwo poszło i mogę powiedzieć, że już się zadomowiłem w Głogowie. Zamieszkaliśmy tu z moją dziewczyną Patrycją blisko starówki. Na stadion mam dwa kilometry i jest bardzo fajnie. W Bytowie, gdy chcieliśmy się wybrać do kina, musieliśmy jechać do Słupska, a tu wszystko jest na miejscu.

Czy bramka strzelona Górnikowi Łęczna świadczy o tym, że zmienił Pan styl gry? Do tej pory nie był Pan łowcą goli.
Teoretycznie nadal jestem defensywnym pomocnikiem i gram na pozycjach „szóstki” lub „ósemki”. Faktycznie ilością strzelonych bramek nie mogę zaimponować, ale po sześciu sezonach w I lidze, po których mogłem się pochwalić zaledwie dwoma trafieniami, w ostatniej kampanii w Bytovii trafiłem cztery razy. Staram się więc przestawić swój sposób myślenia na boisku i już nie za wszelką cenę szukam lepiej ustawionego kolegi. Bramki są solą piłki nożnej i smakują znakomicie, szczególnie gdy strzela się drużynie... swojego byłego trenera, a przypomnę, że zespół z Łęcznej prowadzi Tomasz Kafarski, z którym współpracowaliśmy w Bytovii.



Jest Pan zadowolony z tego, co osiągnął już na boisku?
Zadowolony jestem z tego, że mogę robić to, co kocham. Gdy tata grał, a później był trenerem zaczynałem biegać za piłką w Szczecinie i Radomsku, ale moim pierwszym klubem był Rymer Rybnik. Z niego przeszedłem do Gwarka Zabrze i przez trzy lata chodziłem do klasy i mieszkałem w pokoju z Pawłem Olkowiczem. Miałem okazję grać w młodzieżowych reprezentacjach. Marzenia sięgały wprawdzie wyżej, ale teraz, mając 26 lat, skupiam się na tym, co będzie jutro. Chciałbym zagrać w ekstraklasie, w której tata debiutował mając prawie 28 lat, a więc mogę go jeszcze przegonić. Gdyby mi się to udało, na pewno byłby ze mnie dumny, bo kibicujemy sobie nawzajem.

Tata był Pana piłkarskim wzorem?
Nie za bardzo pamiętam jego występy na boisku, bo gdy grał w Zagłębiu Sosnowiec, Pogoni Szczecin, VSE Sankt Poelten, czy Rakowie Częstochowa to ja byłem małym dzieckiem. Dorastając zapatrzony byłem za to w reprezentanta Anglii Franka Lamparda. Natomiast na naszych boiskach miałem przyjemność grać z wieloma bardzo dobrymi zawodnikami, z których największą osobowością był Olgierd Moskalewicz. Co prawda spotkałem go, gdy wrócił do Pogoni już na koniec swojej kariery, ale było widać, że mistrzostwa Polski w jego karierze nie były dziełem przypadku. To był naprawdę znakomity zawodnik i „równy gość”. Nie tylko imponował podejściem do piłki, ale bardzo chętnie pomagał młodym zawodnikom. W kadrach Śląska natomiast miałem okazję grać między innymi z Łukaszem Skorupskim, który miał talent, ale był niesfornym nastolatkiem. Miał jednak szczęście, że trafił na Adama Nawałkę, który uformował go i mam dzisiaj kolegę w lidze włoskiej i reprezentacji Polski.



Czy Chrobry będzie dla Pana przepustką do ekstraklasy?
Mamy bardzo wyrównany zespół i tworzymy fajny kolektyw, w którym wiodącą rolę pełni Mateusz Machaj. Pochodzi z Głogowa, tu się wychował, stąd ruszył w piłkarski świat i prawie sto razy zagrał w ekstraklasie. Wrócił do domu, ale mając 28 lat ciągle jest głodny sukcesu. Zresztą ten głód czuć u wszystkich, bo z wyjątkiem Przemka Trytki, który przyszedł do Chrobrego z Arki Gdynia jako zdobywca Pucharu Polski, dla każdego ekstraklasa jest prawdziwym wyzwaniem. Dlatego w każdym meczu będę starał się grać najlepiej jak potrafię.

To zapytam inaczej. Kto awansuje w tym sezonie do ekstraklasy?
Jeżeli awansują Chrobry i GKS Katowice, to nie będzie wojny w domu o to... z którego miejsca. Zdajemy sobie jednak sprawę, z tego, że do końca sezonu jeszcze daleka droga, a kandydatów do dwóch miejsc premiowanych awansem jest bardzo dużo. Wszyscy pracują z myślą o jak najlepszym wyniku, a wszystko i tak zweryfikuje boisko.

Rozmawiał Jerzy Dusik

FOT: Cyfrasport i www.400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży