Aktualności

[NICE 1 LIGA] Radosław Janukiewicz – specjalista od „czystych kont”

Rozgrywki13.03.2018 

Radosław Janukiewicz jest o krok od poprawienia wyniku Konrada Jałochy z sezonu 2015/16, który grając w Arce Gdynia nie dał się pokonać w 14 meczach. Niedługo może także wyrównać swoje najlepsze osiągnięcie sprzed lat. Z Podbeskidziem golkiper Chojniczanki Chojnice rozegrał 12. spotkanie w sezonie na zero z tyłu, a był to jego dopiero 20 występ! W obecnych rozgrywkach rywale zdołali wbić mu tylko 13 goli.

12. mecz z „czystym kontem”. Jak ty to robisz?

To nie ja, to zasługa gry obronnej całej drużyny. Nawet nie wiedziałem, że przebiłem już swój wynik z rozgrywek 2011/12. Ale jeśli dobrze pamiętam, w Śląsku Wrocław, też I-ligowym, miałem jeszcze więcej czystych kont (16 w sezonie 2006/17 w 32 występach – przyp. red.). Zrobię wszystko, żeby poprawić osobisty rekord. Koledzy nie nadali mi żadnej szczególnej ksywki związanej z czystymi kontami. Dalej mówią do mnie po prostu: Radek. Cieszymy się razem, że mamy tak szczelną defensywę. Nie popadamy z tego powodu w samozachwyt. Trzeba dalej ciężko pracować, żeby utrzymać obecny stan rzeczy.

No ale jakieś gratulacje z tego powodu otrzymujesz?

Po coś zostałem sprowadzony do Chojniczanki. Moja w tym rola, abyśmy byli monolitem w obronie. To się udaje, poza tym jako drużyna dobrze się prezentujemy. Ostatniego gola w lidze wpuściłem 18 listopada przeciwko Puszczy Niepołomice (1:1). Wbili nam bramkę już na początku spotkania. W listopadzie w lidze w czterech spotkaniach tylko raz dałem się pokonać. Fortuna mi sprzyjała, bo roboty było niemało. Można powiedzieć, że przyciągałem piłkę jak magnes. Mam dzięki temu powód do satysfakcji. Nie ukrywam, że ten sezon jest dla mnie wyjątkowy. Mało tracimy bramek, ja rzadko wyjmuję piłkę z siatki. Trzeba kontynuować tą passę i murować bramkę jak tylko się da!

W rozgrywkach na przełomie 2011 i 2012 roku...

Pogoń awansowała do ekstraklasy (śmiech). Może powtórzę to z Chojniczanką? Niczego jednak nie można z góry zakładać. Piłka nauczyła mnie pokory. Awansu na pewno chcemy wszyscy. Przed nami jeszcze daleka droga...

Przed sezonem mówiłeś, że w Nice 1 lidze zamierzasz pograć rok, bo chcesz wrócić do ekstraklasy, awansując do niej z Chojniczanką. Nigdy nie rzucasz słów na wiatr?

Dokładnie. Przychodząc do Chojniczanki, miałem za sobą nieudany okres w karierze. Takie sytuacje zawsze mnie wzmacniają wewnętrznie, sprawiają, że czuję jeszcze większą motywację do cięższej pracy. Nieraz byłem na zakręcie. Zawsze udawało mi się wyjść z niego w dobrym stylu. Mój charakter cechuje to, że nigdy się nie poddaję. Dążę do celów, które sobie stawiam. I tak jest w przypadku Chojniczanki.

Z Podbeskidziem miałeś dużo okazji do wykazania się?

Podbeskidzie oddało bodajże jeden groźny strzał plus do tego uderzenie w poprzeczkę. Na pewno nie był to wymarzony mecz w naszym wykonaniu, trzeba jednak pamiętać, że pierwszy raz w tej rundzie wyszliśmy na trawę. A różnica w grze i treningach na sztucznej i naturalnej murawie jest duża. Szkoda, że nie udało nam się wrócić na pozycję lidera, ale jeszcze będzie ku temu okazja. Mamy przecież jeden mecz zaległy. Jak już wskoczymy na pierwsze miejsce, to nie zamierzamy oddać go do końca.

W następnej kolejce gracie z GKS-em Katowice. W dobrej formie jest Wojciech Kędziora, który z Rakowem Częstochowa strzelił dwa gole. Wyzwanie dla was to zatrzymanie doświadczonego snajpera katowiczan?

Trzeba go zatrzymać tym bardziej, że w pierwszym meczu strzelił mi gola. Z drugiej strony, czy mnie pokona znów nie jest tak ważne jak zwycięstwo drużyny. Nawet jeśli coś wpuszczę, a na koniec będziemy mieli o bramkę więcej od GKS-u, to przecież nic się nie stanie.

A czy dobra gra twoich kolegów w obronie jest dla ciebie pułapką?

Muszę być jeszcze czujniejszy i bardziej skoncentrowany. Bramkarz jest jak saper, nie może się pomylić. Czasami w meczu masz jedną sytuację, którą trzeba wybronić. Z Podbeskidziem nie miałem roboty, ale na przykład w Częstochowie z Rakowem strzałów było kilkanaście.

To był twój najlepszy mecz w tym sezonie?

Tak. Raków prowadził grę, stworzyli mnóstwo sytuacji. My wyprowadziliśmy jedną skuteczną kontrę w 90. minucie i wygraliśmy. W piłce nie zawsze wygrywa ten kto ma więcej okazji. Radość w naszym zespole po tym meczu była więc podwójna. Cieszę się, że stanąłem na wysokości zadania i pomogłem drużynie. W Częstochowie popisałem się też najlepszą interwencją w sezonie. Zawodnik gospodarzy strzelał z metra, udało mi się wyjąć piłkę z pustej bramki.

Jesteś w szczytowym momencie kariery?

Mam jeszcze rezerwy. Może dziwnie to zabrzmi, ale nie czuję się na 34 lata. Myślę, że spokojnie mogę pograć do czterdziestki. Mam nadzieję, że pokażę coś ekstra i wszyscy na tym dobrze wyjdziemy.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży