Aktualności

[NICE 1 LIGA] Przemysław Mystkowski – „złote dziecko Białegostoku” walczy o awans

Rozgrywki05.01.2018 

Gdyby z programu szkolnego wyrzucić prozę, Przemysław Mystkowski byłby pierwszym zwolennikiem tego pomysłu. Z niczym nie miał bowiem takich problemów, jak z analizą wierszy. Dziś jest kilka miesięcy po maturze, o nauce na razie nie myśli, bo z Miedzią chce wrócić do ekstraklasy, a więc tam skąd przyszedł do Legnicy.

– Złote dziecko Białegostoku – tak o Przemysławie Mystkowskim mówią w stolicy Podlasia. W ekstraklasie zadebiutował, gdy miał 16 lat i 36 dni. – Postawił na mnie trener Michał Probierz, ale na obóz z seniorami pojechałem za czasów Piotra Stokowca. Byłem z chłopakami w Cetniewie, a potem w Turcji – opowiada Mystkowski. – Zderzenie z seniorską piłką? Nie miałem jeszcze 16 lat, a tu trzy treningi dzienne... Spore obciążenie dla młodego i nieprzyzwyczajonego organizmu. Ale zaprocentowało to później w Centralnej Lidze Juniorów. W drugiej rundzie strzeliłem bodajże osiem czy dziewięć goli i dostałem szansę w pierwszym zespole – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka „Mystek”. Na pierwszy trening zaprowadził go tata. To był początek XXI wieku. Krok po kroku wspinał się na kolejne szczeble. Aby przebić się do ekstraklasy potrzebował niespełna 10 lat.

Fizyczne braki

Mystkowski nigdy nie imponował warunkami fizycznymi. To taki „kieszonkowy” piłkarz. Mierzy 174 cm i waży 62 kg. – W juniorach byliśmy ustawiani dwójką z przodu, ja byłem jednym z napastników. Urodziłem się w 1998 roku, ale zawsze grałem z chłopakami z rocznika 95 i 96. Dwa, trzy lata różnicy na wstępnym etapie kariery to dużo. Można to zauważyć, bazując choćby na budowie ciała. W wieku 15 lat nabrałem już odpowiedniej krzepy, dzięki czemu nie odstawałem tak fizycznie od starszych kolegów – podkreśla wychowanek Jagiellonii, którego idolem w młodości był Ronaldinho Gaucho. – Pierwszy mecz jaki obejrzałem w telewizji to spotkanie Barcelony, w której grał Ronaldinho. Podobał mi się jego naturalny luz w grze, sposób poruszania z piłką. Gdy miał piłkę przy nodze to potrafił zrobić z nią wszystko. Jako nastolatek zbierałem pisma sportowe z plakatami, nie pamiętam jednak, czy jakiś poster wisiał w pokoju – dodaje.

Piłkarskie szlify przechodził pod okiem Samuela Tomary. Mówi, że to jego mentor. – Nauczył mnie jak być piłkarzem. W późniejszych lata w Jagiellonii podpatrywałem Daniego Quintanę, a potem Konstantina Vassiljewa. To wzory do naśladowania – zaznacza Mystkowski.

Nie umniejsza także zasług w rozwoju Michałowi Probierzowi. Doświadczony szkoleniowiec starał się prowadzić Mystkowskiego ojcowską ręką. – Ma wyczucie jak się zachować w danej sytuacji. Gdy trzeba było to ganił, innym razem pochwalił – zauważa 19-letni pomocnik.

Tylko nie wiersze

W maju Mystkowski przystąpił do egzaminu dojrzałości. – Poszło mi całkiem dobrze. Maturę zdawałem z przedmiotów obowiązkowych. Dodatkowo wybrałem rozszerzony angielski – uśmiecha się. – Dostałem się do Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Turystyki w Białymstoku. We wrześniu wyjechałem do Legnicy, nie poszedłem więc na studnia, ale planuję w przyszłości wznowić edukację. Swoją przyszłość planuję w sporcie, stąd pomysł na uczelnię kształcącą w tym kierunku. Prawda jest też taka, że póki co zapisałem się do WSWFiT żeby mieć papier w ręku – szczerze przyznaje wychowanek Jagiellonii.

Jeśli o nauce mowa, to w szkole unikał jak ognia tekstów pisanych prozą. – Największą trudność sprawiała mi interpretacja wierszy. Ciężko było wczuć się w autora, o czym myślał i zdefiniować to własnymi słowami – tłumaczy.

Powrót

Do Miedzi przyszedł jako zawodnik z konkretnym już doświadczeniem zdobytym w najwyższej klasie rozgrywkowej. 35 meczów na poziomie ekstraklasy to niezły wynik. – To prawda, aczkolwiek spodziewałem się czegoś więcej. Tych minut nie jest wcale tak dużo. W większości meczów wchodziłem w samej końcówce. Z drugiej strony nie każdy chłopak w moim wieku może pochwalić się kilkudziesięcioma występami w ekstraklasie. Może będę jak Przemysław Frankowski? Tyle że on zaistniał na boiskach ekstraklasy, ja póki co jeszcze nie – mówi Mystkowski, który jesienią rozegrał 13 meczów w Nice 1 lidze, tylko w jednym wchodził z ławki, strzelił trzy gole. – Najważniejsza jest dla mnie możliwość regularnych występów. Szczebel wyżej miałbym z tym problem. Mam też to szczęście, że jestem młodzieżowcem, a obowiązkiem każdego klubu I ligi jest obecność w wyjściowej jedenastce piłkarza do 21. roku życia – podkreśla.

Postawę młodego zawodnika chwalił niedawno na łamach Łączy Nas Piłka szkoleniowiec „Miedzianki”. – Trener Dominik Nowak jest otwarty na każdy dialog. Jestem mu wdzięczny że na mnie stawia. Szybko znaleźliśmy nic porozumienia. To on namawiał mnie do przyjścia do Miedzi – mówi Mystkowski.

Wydaje się, że styl gry legniczan jest wprost stworzony dla Mystkowskiego. Młody pomocnik preferuje bowiem grę na jeden kontakt, szybkie podania. Lubi wymienność pozycji. Ma dobry przegląd pola. – W ekstraklasie w debiucie udało mi się zagrać dwa podania w tempo. Cała filozofia polega na tym, że trzeba się znaleźć w odpowiednim czasie i zagrać w odpowiednim momencie – przekonuje.

Plan na nowy rok ma już dawno określony. – Awans z Miedzią! – podkreśla.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży