Aktualności

[NICE 1 LIGA] Maksymilian Banaszewski: Ze Stali łatwo trafić szczebel wyżej

Rozgrywki17.03.2018 
Strzelał gole w dwóch ostatnich meczach Stali Mielec. Jego trafienie zapewniło wygraną w starciu z Górnikiem Łęczna. Pod nieobecność Mateusza Cholewiaka, to on może rządzić na skrzydle. – Mogę tylko powiedzieć, że zarówno od siebie, jak i od drużyny, oczekuję dużo. Wiem, nad czym konkretnie muszę popracować, by goli oraz asyst było zdecydowanie więcej – mówi Maksymilian Banaszewski w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Gdy Maksymilian Banaszewski strzela, to Stal Mielec...
… wygrywa! Tak było w ostatnim spotkaniu z Górnikiem Łęczna (1:0) i dwóch innych przypadkach. Raz po moim golu Stal zremisowała – 1:1 z Zagłębiem Sosnowiec. A w jaki sposób strzeliłem Górnikowi? To była dynamiczna akcja. Piłka wróciła na środek pola. Zerknąłem kątem oka na Josipa Soljicia, uderzyłem z prawej strony, kąt był dość ostry. Trafiłem.

To twój drugi gol z rzędu. Forma rośnie?
Zobaczymy. To na razie początek rundy. Mogę tylko powiedzieć, że zarówno od siebie, jak i od drużyny, oczekuję dużo. Wiem, nad czym konkretnie muszę popracować, by goli oraz asyst było zdecydowanie więcej. Długo analizowałem na wideo rundę jesienną w swoim wykonaniu. Było całkiem fajnie, ale jestem przekonany, że rezerwy wciąż mam spore.

Dalej będę posługiwał się statystykami. Do pierwszego składu w meczu ligowym wskoczyłeś dopiero w 9. kolejce. Czemu wcześniej się nie udawało?
Szczerze mówiąc, to od początku sezonu czułem się mocny, w przeciwnym wypadku nie podpisanoby ze mną kontraktu. Drużyna wyglądała dobrze podczas letnich przygotowań, ja byłem nowy, dołączyłem w końcowym etapie obozu, więc musiałem poczekać. Nowy musi udowodnić swoją przydatność, zwłaszcza u trenera Zbigniewa Smółki. Proces jego wdrażania do drużyny trwa, tym bardziej jeśli w zespole jest duża konkurencja, a u nas na skrzydłach taka była i jest. Starałem się dać impuls aż w końcu doczekałem się szansy w wyjściowym składzie. No i myślę, że nie daje trenerowi powodów do zmiany. W tamtej rundzie umocniłem swoje miejsce w składzie, a teraz nadszedł czas, by stać się kluczowym zawodnikiem, którego jakość przesądza o wygranych drużyny.



Wspomniałeś o skrzydłowych. Boczni pomocnicy napędzają grę Stali?
Tak. W ogóle mamy mocny środek pola. Dobrze czujemy się w ataku pozycyjnym i w grze z kontry. Dzięki temu wybił się Mateusz Cholewiak, nasz kapitan, strzelec siedmiu goli w rundzie jesiennej, który teraz występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Każdy z nas marzy o ekstraklasie. Wiem, że Cholewiak długo zastanawiał się nad przejściem do Śląska Wrocław, że ma do Stali ogromny sentyment. Przypuszczam, że kluczowym argumentem za był jego wiek, jak również klub – duża nazwa. Cieszymy się jego szczęściem. Chciałbym, żebyś dobrze zrozumiał, co mam na myśli. Pewnie szkoleniowiec „na świeżo” mniej entuzjastycznie patrzył na ten transfer, bo Mateusz odszedł przedostatniego dnia okienka transferowego. Sądzę jednak, że w głębi duszy trener Smółka cieszy się, w końcu spod jego skrzydeł kolejny piłkarz trafia do ekstraklasy, a z czasem odczucia co do tego ruchu Mateusza będą wyłącznie pozytywne. Żubrowski, Kolew, Cholewiak. Okno po oknie transferowy, ktoś odchodził z klubu. To tylko pokazuje, że ze Stali łatwo trafić szczebel wyżej. Dlatego tak wielu piłkarzy na dorobku chciałoby tutaj grać.

Kiedy zatem czas na ciebie?
Mam nadzieję, że już latem. Chciałbym dostać się do ekstraklasy razem ze Stalą, na razie nie myślę o innym wariancie.

Nie jest tak, że to ty zastąpiłeś Mateusza na lewym skrzydle?
Nie, bo jesienią najczęściej występowaliśmy obaj. Tak naprawdę nie mam przypisanej konkretnej pozycji. Mam jedynie trzymać się któregoś ze skrzydeł, szukam gry w środku. Czasem trener każe mi grać dłużej na lewej stronie, a innym razem, w zależności od strategii, częściej operuję jako prawoskrzydłowy. Fajne jest to, że dostajemy wolną rękę. Ja akurat nie lubię, gdy trzyma się mnie na siłę na jednej pozycji. Ciągnie mnie w różne strony boiska.

To kto, po odejściu Cholewiaka, puszcza w szatni „Miłość w Zakopanem"?
Ostatnio nie zdążyłem wejść do szatni, a już ktoś zapodał Sławomira. Tak już zżyliśmy się z tym kawałkiem, że akurat ten, kto ma najbliżej do głośnika, puszcza nasz ulubiony utwór. Na co dzień słucham innych gatunków muzycznych, ale trzeba przyznać, że ta piosenka fajnie współgra
z klimatem naszej szatni. Jest dużo szyderki i uśmiechu.



Myślisz, że jesteś dużo lepszym piłkarzem niż przed transferem do Stali?
Zdecydowanie. Dobrze zrobiła mi zmiana otoczenia. Pięć lat grałem w Zniczu Pruszków, do którego trafiłem w wieku 17 lat. Wcześniej byłem blisko wyjazdu za granicę, dwukrotnie testował mnie Ajax Amsterdam. Miło wspominam Pruszków. Udało nam się awansować do I ligi. Niestety, po roku spadliśmy. Co najbardziej utkwiło mi w pamięci z pobytu w Pruszkowie? Sezon 2015/16, w którym zdobyłem sześć bramek. Wygraliśmy wiele meczów. Ciągle jestem w kontakcie z chłopakami.

Na ile osoba trenera Zbigniewa Smółki, a na ile możliwość występów w I lidze, zadecydowały o tym, że znalazłeś się w Stali?
Duży wpływ na moją decyzję miał trener Smółka. To ja bardzo chciałem z nim pracować, cieszę się, że on ze mną również. Sporo osób powtarzało mi: zmień otoczenie, zasiedziałeś się, a u tego trenera zrobisz duży krok naprzód. W II lidze często grałem przeciwko Stali. Byłem pod wrażeniem atmosfery, jaka panuje na meczach tej drużyny. Tutaj czuję się to, że zasłużony klub powoli wraca na swoje miejsce.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży