Aktualności

[NICE 1 LIGA] Ireneusz Mamrot postawił go na nogi, kolejnym krokiem jest ekstraklasa

Rozgrywki12.10.2017 

Mateusz Machaj może mieć pretensje do życia. Kontuzje uniemożliwiły mu poważnie zaistnieć w ekstraklasie - najpierw w Lechii Gdańsk, potem w Śląsku Wrocław. Całe szczęście, że na swojej drodze spotkał Ireneusza Mamrota, dzięki któremu się odbudował. Tak było było kilka lat temu i teraz. Dziś to czołowy pomocnik Nice 1 ligi.

Nie wydaje się panu, że I liga robi się dla pana za ciasna? – zapytaliśmy.

Dobre pytanie. Chciałbym wrócić na piętro wyżej ligowej piłki. Mocno na to pracuję... -– odpowiada Mateusz Machaj.

Choć ma na koncie blisko 100 meczów w ekstraklasie, to nie uważa, aby był to wynik, który może powalić kogoś na kolana. – Licznik zatrzymał się na 90 meczach. I do tej pory nie drgnął. Nie miało tak być, bo myślałem, że dłużej utrzymam się na poziomie ekstraklasy. Na przeszkodzie stanęły różne czynniki, także pozaboiskowe, jak kontuzje. Od razu zaznaczę, że czas, który spędzam w I lidze nie jest stracony, odbudowuję się – podkreśla 28-letni pomocnik.

Uraz gonił uraz

Jego przygoda z ekstraklasą rozpoczęła się już w 2008 roku. Pod koniec września zagrał minutę w barwach Lecha Poznań w wyjazdowym spotkaniu z Arką Gdynia. Na kolejny występ w ekstraklasie musiał czekać trzy lata. Przed sezonem 2011/12 podpisał kontrakt z Lechią Gdańsk. – Trochę inaczej wyobrażałem sobie grę tam. Wiem, że stać mnie na więcej, ale nie byłem w stanie pokazać najlepszego. Nie zawsze dostawałem szanse. Przynajmniej nie tylu, ile chciałbym. Czas idzie do przodu... – wspomina Machaj.

Nad polskim morzem spędził dwa i pół sezonu. Rozegrał 51 meczów. W tamtym czasie w Lechii trudno było o stabilizację. Kolejni trenerzy przyjeżdżali i wyjeżdżali. W Gdańsku pracował z czterema szkoleniowcami (Tomasz Kafarski, Rafał Ulatowski, Paweł Janas, Bogusław Kaczmarek), a w zasadzie to z pięcioma, tylko że ten ostatni nie widział dla niego przyszłości w klubie. – Na koniec mojego pobytu w Lechii pojawił się trener Michał Probierz, który najwyraźniej nie widział mnie w swoim zespole i musiałem pogodzić się z tym, że muszę szukać nowego pracodawcy – tłumaczy Machaj.

Co w takim razie stanęło na przeszkodzie we wcześniejszym rozwinięciu skrzydeł w gdańskiej drużynie? – dopytujemy Machaja.

Oczywiście kontuzje. W Lechii przeszedłem dwie. Pierwsza wykluczyła mnie z gry na kilka miesięcy. Kolejna nie była tak groźna, ale musiałem przejść zabieg. Może ze względu na moją przypadłość do kontuzji trenerzy nie widzieli mnie w swoim zespole? Częste urazy sprawiły, że ostatecznie nie przedłużyliśmy kontraktu, a zakończyliśmy współpracę przed czasem – usłyszeliśmy.


Za Paixao

Zimą 2014 roku był bez klubu, a pod koniec lutego na zasadzie wolnego transferu trafił do Śląska Wrocław. Początki nie były udane. W tej samej rundzie zaliczył dziewięć występów w nowym zespole, w tym pięć w podstawowym składzie. I nagle stał się dla wrocławian piłkarzem niezbędnym. Grałem regularnie, ale było to spowodowane kontuzją Marco Paixao. Trener Tadeusz Pawłowski stawiał na mnie w ataku. Sytuacja zmieniła się po powrocie Marco. Z kolejki na kolejkę grałem oraz mniej. Potem znów przytrafił się uraz.... W sezonie 2015/16 rozegrałem w Śląsku sześć spotkań. W meczu z Ruchem Chorzów naderwałem więzadło w kolanie. To był koniec października, umowę miałem ważną do końca roku. Kontrakt został rozwiązany. Musiałem szukać nowego klubu opowiada Machaj.

Po Śląsku zgłosił się Chrobry. Pomocną ręką, tak jak przed laty, znów wyciągnąl Ireneusz Mamrot. Nie ukrywam, że duży wpływ na decyzję o powrocie do domu miała osoba trenera Irenusza Mamrota. Kilka lat wcześniej, zanim poszedłem do Lechii, też z nim pracowałem. Zrobiliśmy awans z III ligi. Nabiłem statystyki, doszedłem do formy. To był dobry ruch. Liczyłem, że trener Mamrot znów postawi mnie na nogi – mówi Machaj.

W Chrobrym stopniowo wracał do formy. W poprzednim sezonie był czołowym pomocnikiem Nice 1 ligi. W 31 spotkaniach strzelił siedem bramek, miał dziewięć asyst. Zmiana szkoleniowca w Głogowie (Mamrot poszedł do Jagiellonii) nie wpłynęła na dyspozycję 28-latka. – W drużynie Grzegorza Nicińskiego też czuję się bardzo dobrze – wyjaśnia.

Z sześcioma bramkami jest, obok Marcina Wodeckiego, najlepszym strzelcem rozgrywek. To on napędza grę głogowian. – Liczy się przede wszystkim drużyna. Ok, może moja dobra gra pomaga zespołowi, ale sam meczu nie wygram. Cieszę się, że Chrobry funkcjonuje jak sprawny kolektyw – dodaje. W takiej formie marzenie o powrocie do ekstraklasy szybko może się spełnić. Wprawdzie z Chrobrym ma kontrakt ważny do 30 czerwca 2021 roku, ale kwota odstępnego nie powinna stanowić problemu dla klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej. 

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży