Aktualności

[NICE 1 LIGA] Głowa pomocnika Chojniczanki stała się obiektem żartów w szatni

Rozgrywki05.05.2018 
Krzysztof Danielewicz bardzo dobrze sprawdza się w roli dżokera. Wszystkie gole w tym sezonie strzelił… wchodząc z ławki. Co ciekawe, każdą z tych bramek padła po uderzeniu głową. – Zabawna sytuacja, która nie umknęła uwadze chłopakom z drużyny. Moja głowa stała się tematem żartów w szatni – opowiada pomocnik Chojniczanki Chojnice w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

779 zgłoś się to alegoria do popularnego serialu kryminalnego emitowanego w polskiej telewizji w latach 1976-89, którego bohaterem był porucznik Borewicz. Teraz dotyczy Krzysztofa Danielewicza, który strzelał w tym sezonie gole po wejściu na boisku zgodnie z kluczem: 7 minut, 7 minut, 9 minut. Ostatnio trafił w wysoko wygranym meczu z Wigrami Suwałki (3:0). Wszystkie swoje bramki w tym sezonie zdobył, gdy był zmiennikiem. Te trafienia mogą być decydujące w końcowym rozrachunku. – Jest taki ścisk, że o układzie tabeli powinny decydować detale, czyli pojedyncze bramki, czy punkty – przyznaje Krzysztof Danielewicz.

Jak nie as, to dżoker

Pomocnik Chojniczanki może pochwalić się także innym wyjątkowym wyczynem. Każdy z jego goli to efekt strzału głową. – Zabawna sytuacja, która nie umknęła uwadze chłopakom z drużyny. Moja głowa stała się tematem żartów w szatni. Sam się z siebie śmieję, bo wypadałoby strzelić coś w końcu nogą. Mam nadzieję, że i z takiej bramki będę mógł się niedługo cieszyć. Koledzy już wymyślili różne przydomki adekwatne do sytuacji. Jakie konkretnie? Na razie niech zostanie to naszą tajemnicą – dodaje Danielewicz.



O byłym zawodniku Górnika Łęczna i Śląska Wrocław trudno mówić, że jest piłkarzem podstawowego składu. W wyjściowej jedenastce pojawił się 13 razy. Najlepiej spisuje się w roli wchodzącego (6 wejść z ławki i 3 gole). – Wyszło, że jestem dżokerem. Tak się składa, że w tych meczach, w których strzelałem po wejściu, miałem dużo zadań ofensywnych. Gdy gram od początku, moje obowiązki ograniczają się głównie do zabezpieczenia tyłów. Siłą rzeczy mam mniej okazji do strzelania goli – zauważa.

A co jeśli trener Krzysztof Brede uzna, że zmysł do bramek pomocnika z ławki sprawi, że zostanie już na stałe rezerwowym? – Jeżeli w każdym meczu miałbym wchodzić i strzelać gole, które pomogą drużynie, to nie mam nic przeciwko temu – zaznacza Danielewicz.



Drugie życie

26-latek sprawdza się jako dżoker, a Chojniczanka łapie drugi oddech na końcówkę sezonu. Z Wigrami, chojniczanie przerwali serię trzech porażek z rzędu na własnym stadionie. – Mieliśmy słabszy moment u siebie, nie mogliśmy strzelić gola, ale go przetrwaliśmy. Czekaliśmy na takie przekonujące zwycięstwo, które dobrze wpłynęło na nasze morale. Wystarczył jeden mecz, aby się przekonać, że wciąż jesteśmy w grze. Nadal wszystko zależy od nas. Niby byliśmy w trudnej sytuacji, a teraz jest o niebo lepsza sytuacja. Taka jest ta pierwsza liga zakręcona – śmieje się pomocnik Chojniczanki.

W sobotę zespół Danielewicza czeka rywalizacja z Górnikiem Łęczna, klubem, który nie tak dawno reprezentował. – Chciałbym, aby utrzymali się w I lidze, ale niech rytm dobrych meczów rozpoczną dopiero po meczu z nami. Sentyment do Górnika pozostał, bo poznałem tam fajnych ludzi – twierdzi piłkarz.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży