Aktualności

[NICE 1 LIGA] Adrian Błąd: Nie mogę patrzeć na karierę przez pryzmat kibica

Rozgrywki12.10.2017 
Od dziecka związany jest emocjonalnie z Zagłębiem. W nim stawiał pierwsze kroki w futbolowym świecie. Zanim na dobre rozegrał się w ekstraklasie, jeździł na wyjazdy „Miedziowych” jako kibic. Kariera w Lubinie nie potoczyła się do końca po jego myśli, a obecnie stara się wrócić na właściwe tory w GKS-ie Katowice. Adrian Błąd opowiada Łączy Nas Piłka o pasji z dzieciństwa, najważniejszej bramce i niewykorzystanej szansie.

Kibicowanie Zagłębiu masz we krwi. Trudno przejść drogę od kibica do zawodowego piłkarza?

I tak, i nie. Ja akurat miałem to szczęście, że grałem w drużynie, którą mam w sercu. Będąc dzieckiem chodziłem na mecze Zagłębia, a potem mogłem założyć koszulkę ukochanego klubu. Fajna sprawa. Jest jedna duża różnica: kibicem danej drużyny jesteś na zawsze, a jako piłkarz musisz liczyć się ze zmianą pracodawcy. W końcu piłka to nasz zawód. Grasz tam, gdzie ciebie chcą, a nie na odwrót.

Jak się zaczęła Twoja kibicowska przygoda z Zagłębiem?

Tak się składa, że wychowałem się niedaleko stadionu Zagłębia. Trudno w takiej sytuacji nie złapać bakcyla do kibicowania Miedziowym, jak wszyscy wokół to robili – koledzy, rodzina. Z kibicowskimi klimatami byłem za pan brat. Znałem to środowisko. Spotkania u siebie to była podstawa. Gdy dorosłem zaczęły się też wyjazdy za Zagłębiem po Polsce. Kiedy kariera piłkarska zaczęła się rozwijać, musiałem mocno ograniczyć kibicowskie życie. W tym sezonie, zanim jeszcze zmieniłem klub na GKS Katowice, udało mi się za to pojechać do Poznania.

Pierwszy mecz w Zagłębiu było wielkim przeżyciem?

No jasne! Osiem lat temu wchodziłem do pierwszej drużyny. Byłem już pełnoletni i zagrałem przeciwko Ruchowi. Nie muszę chyba dodawać jak się czułem. Dla każdego wychowanka możliwość reprezentowania swojego klubu to wyjątkowa sprawa. Wiem, że tamto spotkanie przegraliśmy 0:1. Debiut więc nie był po mojej myśli, ale wspomnienie z niego pozostanie w pamięci na długie lata. Nawet nie pamiętałem, że spotkanie prowadził sędzia z Japonii (śmiech). Z wiekiem człowiek dojrzewa emocjonalnie. Mniej uwagi zwraca się na takie sprawy jak znajomi na trybunach. A wiadomo – jesteś młody, to emocje aż buzują. Chcesz się pokazać przed wszystkimi.

Twoje losy jako piłkarza potoczyły się różnie.

Do tej pory grałem w klubach, które żyje w przyjaznych stosunkach z Zagłębiem. Zawisza Bydgoszcz, Arka Gdynia. Relacje na linii GKS Katowice – Zagłębie może nie są zażyłe, ale to już nie ten czas, abym patrzył z perspektywy kibica.

Przejście do Zawiszy było dobrym wyborem dla Twojego rozwoju?

Zebrałem cenne doświadczenie, bo przychodziłem tam, mając 20 lat i 19 meczów w ekstraklasie. To był czas nauki. Ograłem się. Dostawałem sporo szans, strzelałem gole – same plusy. Po półtorej sezonu wróciłem do Zagłębia. Zaliczyłem kilkanaście występów na poziomie ekstraklasy. W kolejnym sezonie było jeszcze lepiej.

A potem III liga.

Niestety. Jeśli chodzi o moją przygodę z Zagłębiem, rozgrywki 2015/16 nie zaliczę do udanych. Nie będę polemizował dlaczego tak oddaliłem się od składu. Wiedziałem jaka jest sytuacja, nie mogłem stracić kolejnego roku na ławce, dlaczego zdecydowałem się pójść do Arki. Przed tym sezonem rozwiązałem kontrakt z Zagłębiem.

Póki co poprzestałeś na 77 meczach w ekstraklasie. Dużo, mało?

Zależy jak patrzeć. Ale Łukasza Surmę ciężko będzie dogonić (śmiech). To jest dopiero fenomen. Mi najwidoczniej pisane jest dużo, dużo mniej spotkań. Mam jednak nadzieję, że jeszcze wrócę do ekstraklasy. Nie zamierzam grać w I lidze do końca kariery. Liczę, że z GieKSą uda się awansować.

Jak tak będziesz strzelał jak ostatnio, to może się udać. Bramka z Drutex-Bytovią była najładniejszą w Twojej karierze?

To jedna z moich ładniejszych bramek, ale nie najważniejsza. Ważny z punktu widzenia prestiżu był gol strzelony Lechii w ubiegłorocznych derbach Trójmiasta. Mecz Arka – Lechia to wielkie święto. Ciężko z czymś porównać.

Jedenaście miesięcy czekałeś na kolejne trafienie w lidze.

Patrząc pod kątem tego, że jestem ofensywnym zawodnikiem, to długo. Z drugiej strony, ostatnio nie gram regularnie. W GKS-ie dostaję coraz więcej minut i mogę się wykazać. Trzeba się zahartować w boju, wtedy bramki przyjdą. W Arce byłem rezerwowym, tylko w trzech spotkaniach grałem od początku. Ale miałem swoje pięć minut w derbach. Świętowałem zdobycie Pucharu Polski... I dołożyłem do tego małą cegiełkę. Niejeden pewnie chciałby się ze mną zamienić.

GKS w końcu odbije się od dna tabeli? Zaliczyliście bardzo niemrawy początek sezonu.

Ostatnie dwa mecze pokazały jakim potencjałem dysponujemy. Nie powinniśmy być tak nisko w tabeli. Zwycięstwo w Bytowie może pchnąć nas w górę. Musimy wygrywać.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży