Aktualności

[I LIGA] Kazimierz Moskal: Dostałem czas, by zbudować w Łodzi drużynę

Rozgrywki09.07.2018 
– W ciągu dwóch lat ŁKS awansował z III do I ligi. To duża różnica i działacze zdają sobie z tego sprawę. Dlatego nie oczekują od razu walki o ekstraklasę, lecz chcą, by przez najbliższe dwa lata budować i wzmacniać zespół. Poważnym i realnym podejściem przekonali mnie, bym objął drużynę – twierdzi Kazimierz Moskal. Dla 51-letniego szkoleniowca praca w ŁKS to szósty klub w trenerskiej karierze. Do tej pory w ekstraklasie prowadził Wisłę Kraków, Pogoń Szczecin i Sandecję Nowy Sącz. Ma też doświadczenie z I ligi – z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza i GKS Katowice. 13 czerwca objął beniaminka zaplecza ekstraklasy – ŁKS, dwukrotnego mistrza Polski.

Do tej pory prowadził pan głównie zespoły z południa Polski plus Pogoń Szczecin. Teraz czas na nowy kierunek – łódzki.
Kazimierz Moskal: Takie jest życie trenera – idzie tam, gdzie go chcą i oferta jest uczciwa. Pojawiła się propozycja z ŁKS, prezes i dyrektor sportowy przedstawili mi plany, a do tego jak zobaczyłem warunki do trenowania i grania, to ją przyjąłem. Tym bardziej że to klub, który ma ogromne tradycje i przez wiele lat liczył się w polskiej piłce. Dopiero ostatnio trochę zniknął, ale teraz wraca. Rok po roku awansował z III do II, a teraz do I ligi. Mają pomysł, są konkretni i stąd kontrakt na dwa lata.

Nie był pan jedynym kandydatem na trenera ŁKS.
Kiedy klub szuka nowego trenera, to zwykle przewija się sporo nazwisk tych szkoleniowców, którzy są na rynku wolni. Nie chcę dociekać, ilu kandydatów było do ŁKS, ale udało nam się dogadać.

Opowie pan coś więcej o projekcie?
Sama propozycja kontraktu na dwa lata i czas, by zbudować drużynę zanim będziemy walczyć o ekstraklasę, a do tego promowane młodzieży ze szkółki piłkarskiej sprawiły, że uznałem podejście działaczy za poważne. Myślą nie tylko o bieżącym sezonie, ale także patrzą dalej w przyszłość.



Akurat ostatni sezon to nie jest dobra pozycja do CV – prowadzona przez pana Sandecja Nowy Sącz nie utrzymała się w ekstraklasie.
Nikt nie chce spaść z ligi. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że choćby w ekstraklasie było 16 drużyn z najlepszymi piłkarzami, z 16 najlepszymi trenerami, to i tak dwie drużyny muszą być zdegradowane. To było przykre dla Sandecji, ale też dla mnie i wciąż siedzi mi w głowie. Mimo trudnej sytuacji w zespole i takich warunków, że graliśmy poza Nowym Sączem zależało mi na tym, by drużynę utrzymać w ekstraklasie.

Jako piłkarz kilka razy strzelił pan gola ŁKS.
Doskonale pamiętam ten stary stadion w Łodzi i zawsze fajną, rodzinną atmosferę. Przyjeżdżałem tu jako piłkarz zarówno Lecha Poznań, jak i Wisły Kraków. Wypominają mi Łodzi gola, którego strzeliłem ŁKS w 2000 roku, ale ja lepiej pamiętam bramkę z 1989 roku. Wtedy z Wisłą broniliśmy się przed spadkiem, wygraliśmy w ostatniej kolejce 4:1, a ja zdobyłem drugą bramkę. Ten mecz utkwił mi w pamięci bardziej jednak z tego powodu, że było to tuż przed moim ślubem i weselem.

Stary obiekt ŁKS straszył, trybuna przeciekała, szatnie były w kiepskim stanie. Przyjeżdża pan w czerwcu i…?
Rzeczywiście byłem zaskoczony infrastrukturą na ŁKS, bo miałem w pamięci stare czasy. Kiedy Krzysztof Przytuła, dyrektor sportowy ŁKS, pokazał mi najpierw zdjęcia obiektu i opowiedział o planach rozbudowy, byłem pod wrażeniem. Potem na własne oczy zobaczyłem szatnie oraz boiska i muszę przyznać, że niektóre drużyny w ekstraklasie nie mają takich warunków.



Jaki cel postawili przed panem działacze?
Podpisaliśmy umowę na dwa lata i zadanie jest takie, by zbudować zespół, który po tym czasie spróbuje awansować do ekstraklasy. Działacze ŁKS zdają sobie sprawę, że już dużo zostało osiągnięte, bo w dwa lata zespół wszedł z III do I ligi. To jest duża różnica i nie ma celu, by od razu atakować ekstraklasę.

Miał pan duży wpływ na pozyskiwanie piłkarzy?
Wiadomo, że dość późno zostałem trenerem ŁKS (umowę podpisano 13 czerwca – przyp. red.) i część transferów było zapięta już na ostatni guzik. Od tej pory oczywiście dyskutowaliśmy nad pozyskiwaniem graczy razem i miałem wpływ na szukanie nowych zawodników. Przyszło ich w sumie ośmiu, a odeszło siedmiu i właściwie na 99,9 procent to koniec transferów. Oczywiście jak to zwykle bywa, gdyby pojawiła się jakaś perełka, to pewnie byśmy chcieli dołączyć ją do składu. Najlepiej, by był to piłkarz, który potrafiłby zrobić różnicę w ofensywie.

ŁKS na nowy obiekt, który ma być wkrótce rozbudowany. Nie ma jednak oświetlenia, a to jeden z warunków licencyjnych I ligi.
Dzięki temu, że jesteśmy beniaminkiem mamy czas, by infrastrukturę doprowadzić do wymogów I ligi. Nie ma szans, by oświetlenie, bo z tym jest największy problem, powstało jeszcze jesienią. Jestem jednak przekonany, że do rundy wiosennej z tym już sobie klub poradzi. Jeśli chodzi o planowaną rozbudowę stadionu, to ma być to zrobione bez wpływu na rozgrywanie meczu. Oczywiście kiedy powstanie plac budowy, to zawsze jest z tym jakieś zamieszanie, ale na szczęście główna trybuna już jest, szatnie dla piłkarzy też, więc nie spodziewam się, by prace były jakoś bardzo kłopotliwe dla drużyny.

Rozmawiał Robert Cisek

FOT: Cyfra Sport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży