Aktualności

[FORTUNA 1 LIGA] Mateusz Klichowicz: W Sandecji powoli się odbudowuję

Rozgrywki14.08.2018 

Po dwóch udanych latach w Bytovii Bytów postanowił zmienić otoczenie i przeniósł się do Olimpii Grudziądz. Tam jednak przeżył duży zawód, bo nie dość, że Olimpia spadła, wiosną został odstawiony od drużyny, to łącznie strzelił tylko dwa gole. Tyle samo trafień ma na początku obecnego sezonu. – W Sandecji na szczęście powoli się odbudowuję. Chcę pokazać pewnym ludziom, że zrobili błąd, stawiając na mnie krzyżyk – mówi napastnik spadkowicza z ekstraklasy, Mateusz Klichowicz.

Dopiero w czwartej kolejce Sandecji udało się wygrać pierwszy mecz w Fortuna 1 lidze po spadku. Mocno się niecierpliwiliście?

Skoro cztery kolejki czekaliśmy na zwycięstwo, to mam nadzieję, że teraz będzie z górki. Że ruszymy do przodu i zaczniemy zdobywać po trzy punkty. Kamień spadł nam z serca, ta wygrana dała Sandecji tlen. W przypadku kolejnego niepowodzenia, myślę, że w szatni nie byłoby za przyjemnie. A tak odbiliśmy się od dna i teraz liczymy na więcej. We wcześniejszych meczach zawsze nam czegoś brakowało. W 2. kolejce, w spotkaniu z Odrą Opole (0:1), w ogóle nie byliśmy sobą. Mieliśmy problem z zawiązaniem jakiejkolwiek akcji, na boisku nie czuliśmy się zbyt dobrze. Z kolei tydzień później, grając przeciwko Chrobremu Głogów, byliśmy nieskuteczni. To zadecydowało o tym, że zamiast wygrać, bezbramkowo zremisowaliśmy.

Ty za to zdobyłeś drugą bramkę w tym sezonie. Z Chojniczanką twój gol dał drużynie remis, z GKS-em przesądziłeś o zwycięstwie. 

Zrobiliśmy akcję z Mariuszem Gabrychem, z którym z meczu na mecz rozumiem się coraz lepiej, co widać było w sposobie w jakim podał mi piłkę. Tak mi ją dograł, że nie mogłem zbyt długo się zastanawiać, uderzyłem po ziemi, po długim słupku i wpadło. Tego gola by nie było gdyby nie nasz bramkarz, Marek Kozioł. To on długim wykopem na połowę GKS-u sprawił, że futbolówka trafiła wprost pod nogi Gabrycha. Potem już nastąpił ciąg zdarzeń, którego efektem była bramka. Mogę tylko powiedzieć, że takie akcje ćwiczymy na treningach. Jak widać, opłaciło się, bo mieliśmy z tego konkretny efekt.

Konkretami przekonali ciebie też działacze Sandecji, że zdecydowałeś się zmienić barwy przed sezonem?

Z Olimpią Grudziądz kończył mi się kontrakt, stałem się wolnym zawodnikiem. Pojawiło się kilka ofert, ale ta z Sandecji była właśnie najkonkretniejsza. Przekonali mnie, że warto się z nimi związać. Duża w tym zasługa trenera Tomasza Kafarskiego, który mówił, że w Sandecji możemy razem zrobić coś fajnego.


W Olimpii rozegrałeś 20 meczów, strzeliłeś tylko dwa gole. Dlaczego przygoda z Olimpią nie ułożyła się po twojej myśli?

Nie zdobyłem zbyt wielu bramek, bo nie miałem też za wielu minut... Jeszcze pierwsza runda była w miarę ok. Potem zimą zmienił się trener. Dariusz Kubicki uległ naciskom innych osób, które nie były mi przychylne, przez co praktycznie całą wiosnę przesiedziałem na trybunach. W Sandecji na szczęście powoli się odbudowuję. Chcę pokazać pewnym ludziom, że zrobili błąd, stawiając na mnie krzyżyk. To nie jest żal, ale nie zamierzam kryć się z pewnymi faktami, a te były takie, że komuś najwyraźniej nie pasowałem. Dla piłkarza to nie jest komfortowa sytuacja, gdy tyle czasu jest pomijany w kadrze meczowej. Oglądanie meczu swojej drużyny z trybun to nic przyjemnego, no chyba, że jesteś kibicem...

W Bytovii Bytów tak źle chyba nie było?

Spędziłem tam dwa bardzo owocne lata. W pierwszym sezonie strzeliłem osiem goli, w drugim trzy. Do tego bramki w Pucharze Polski i w barażach. Zrobiliśmy dobry wynik, bo awansowaliśmy do ćwierćfinału Pucharu Polski.

Pochodzisz z Poznania, więc nie może zabraknąć pytania o Lecha...

Pewnie zapytasz, czy nie żałuję, że nigdy nie było mi dane zagrać w pierwszym zespole „Kolejorza”? Jasne, że tak. Jestem rodowitym poznaniakiem, który ma Lecha w sercu. Grałem i strzelałem gole w rezerwach. Miałem kilka treningów z pierwszą drużyną. Występy w Lechu to większa szansa wybicia się. Przykłady Roberta Lewandowskiego czy Dawida Kownackiego działają na wyobraźnię. W końcu Lech to określona marka. Nie ma co jednak analizować przeszłości. Jedziemy dalej. Cieszę się z tego, w jakim miejscu teraz jestem, czyli Sandecji.


Która zamierza wrócić do ekstraklasy?

Ciśnienia na to nie ma. Chcemy być przynajmniej w górnej połowie tabeli, może uda się powalczyć o czołowe miejsca. Dopiero w kolejnym sezonie zamierzamy zaatakować ekstraklasę. Na pewno nie jesteśmy faworytem rozgrywek. Inne zespoły też mają w swoim składzie doświadczonych piłkarzy. Na naszą korzyść działa fakt, że pozostał trzon drużyny z ekstraklasy. Generalnie jednak zmiany w Sandecji zaszły spore i jest kilka zespołów mocniejszych kadrowo od nas.

A w następnej kolejce „derby Niecieczy” w Fortuna 1 lidze.

Chłopacy w szatni się śmieją, że kolejne derby i znów w piątek. Na pewno jest to jakiś dodatkowy smaczek, ale my od tego sezonu gramy już w Nowym Sączu, wróciliśmy na obiekt Sandecji. Przy okazji tego meczu, podtekstów nie brakuje, bo gra jeden spadkowicz z drugim. Ale zapewne teraz to będzie spotkanie typowo I-ligowe. Wierzę, że zakończy się korzystnym wynikiem dla nas.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży