Aktualności

[FORTUNA 1 LIGA] Letniowski, czyli młody pomocnik liderem Bytovii. „W trakcie meczu odcina układ nerwowy”

Rozgrywki09.11.2018 
Juliusz Letniowski w Bytovii Bytów pokazuje pełnię swoich umiejętności. Próbkę talentu zaprezentował już w poprzednim sezonie, w barwach Bałtyku Gdynia, a jego były trener uważa, że w zespole z Bytowa gra tak samo jak niedawno w III lidze. – Jego dużą zaletą jest to, że w trakcie meczu odcina sobie układ nerwowy. Gdyby miał teraz pojawić się na boisku ekstraklasy, to po nim to spłynie – mówi Sebastian Letniowski, ojciec Juliusza, poprzedni szkoleniowiec pomocnika „Czarnych Wilków”.

O tym, jaki wpływ na grę Bytovii ma Juliusz Letniowski, świadczą nie tylko statystyki, choć te dobitnie pokazują, ile 20-latek znaczy dla zespołu Adriana Stawskiego. Młody pomocnik zdobył w tym sezonie Fortuna 1 ligi siedem bramek, zaliczył też dwie asysty. – Czy to jest mój czas? – zastanawia się Letniowski. – Cieszę się z tego, co jest. Jako zespół prezentujemy się w miarę dobrze, a ja przy okazji strzelam gole. Na tę chwilę radzę sobie na pierwszoligowych boiskach. I mam nadzieję, że będę tak sobie radził jeszcze dłużej – odpowiada piłkarz w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Bytovia to zespół, który korzysta z odpowiednio rozłożonych proporcji. Prym w tej ekipie, oprócz Letniowskiego, wiedzie też starszy od niego o 11 lat Filip Burkhardt. Przed długi czas drużyna prowadzona przez Adriana Stawskiego pozytywnie zaskakiwała. W ostatnim czasie bytowiacy notują gorsze wyniki, stąd miejsce w samym środku stawki po połowie sezonu zamiast lokaty w górnej części tabeli. Taki wynik i tak zadowala jednak wszystkich związanych z Bytovią. – Przed sezonem nie wiadomo było, czy w ogóle przystąpimy do rozgrywek, tymczasem łapiemy punkty. Nie czujemy się żadną rewelacją, bo mamy zawodników ogranych w ekstraklasie, pierwszej lidze. Udało się stworzyć ciekawy zespół. Robimy, co do nas należy. Ja rewelacją? Po prostu wiem na co mnie stać – stwierdza Letniowski.

Opanowanie jak u weterana

To, że stać go na wiele udowodnił w sezonie 2017/18, grając w III-ligowym Bałtyku Gdynia. W 31 spotkaniach zaliczył dziesięć trafień. Ale to nie wszystko – brał na siebie odpowiedzialność za wynik. Szukał różnych rozwiązań na boisku. – On w Bytovii prezentuje się dokładnie tak samo jak w Bałtyku, czyli prowadzi grę – mówi Sebastian Letniowski, prywatnie ojciec Juliusza, a zawodowo od lipca 2017 roku związany z Bałtykiem, w którym błyszczał syn. – Jego dużą zaletą jest to, że w trakcie meczu odcina sobie układ nerwowy. Wtedy nie ma dla niego znaczenia z kim gra i w jakiej lidze. Gdyby miał teraz pojawić się na boisku ekstraklasy, to po nim to spłynie. Jest uodporniony na takie sprawy. Tak kreatywnych zawodników ciężko dziś znaleźć w ekstraklasie, a co dopiero na poziomie trzeciej ligi. Znalazłem ciekawą statystykę Instat. Juliusz jest drugim zawodnikiem pierwszej ligi, jeśli chodzi o odbiory piłki. Gdy wychodzi do wysokiego pressingu, to rzeczywiście jest agresywny w odbiorze. Są piłkarze tylko treningowi, a Juliusz w meczu pokazuje się z takiej samej strony, co w trakcie zajęć. U młodych zawodników często szwankuje sfera psychiczna, Julka to nie dotyczy. Nie przerasta go presja spotkania. Wchodzi na boisko jak nigdy nic – dodaje trener Letniowski.



To opanowanie, to zdaniem Sebastiana Letniowskiego efekt treningów w Lechii: – W wieku 16 lat trenował z pierwszym zespołem Lechii. A mówimy o drużynie, która za trenera Piotra Nowaka zajęła piąte, a potem czwarte miejsce w ekstraklasie.

Sam zawodnik też dostrzega wiele plusów z tej krótkiej, aczkolwiek owocnej przygody z pierwszą drużyną biało-zielonych. – Nie grałem wprawdzie w ekstraklasie, ale widniałem  w kadrze. Wziąłem udział w zgrupowaniu w Turcji. Mogłem mierzyć się z dobrymi rywalami. Trenowałem obok takich piłkarzy, jak Sebastian Mila czy Milos Krasić. To dało mi najwięcej w piłkarskim rozwoju. Nauczyłem się dużo, sporo rzeczy zmieniłem w swojej grze, co teraz procentuje – zaznacza zawodnik Bytovii.

Kluczowa decyzja

Występy w Bałtyku mogą okazać się kamieniem milowym w karierze 20-latka. Dlaczego? Wyjaśnia ojciec zawodnika. – Ten krok do tyłu był mu potrzebny. Wiadomo, z racji nazwiska nie zawsze miał łatwo w szatni, ale dobrą grą budował swoje zaufanie w zespole. W Lechii nie dostał szansy, nie zapominajmy jednak jak mocnym zespołem dysponował Piotr Nowak. Mocne nazwiska siedziały na ławce. Trener Nowak chciał mieć spokój, dlatego wolał stawiać na doświadczonych zawodników. Myślę, że Julka, który przez wiele lat był związany z Lechią, mocno to bolało. Może akurat tak miało być? To, co dzieje się z nim w Bytovii, jest kontynuacją Bałtyku. Na początku nie zdobywał u nas bramek z dystansu, co w juniorach robił. Wolał oddać piłkę kolegom. Kazałem mu zmienić ten nawyk. Obecnie pięć z siedmiu goli strzelił po uderzeniu z około 20 metra. To nie jest przypadek. Uderza z prawej i lewej nogi. Jest w tym wszystkim powtarzalny – przyznaje Sebastian Letniowski.



Tutaj należy wspomnieć też o innej ważnej cesze pomocnika „Czarnych Wilków” – bezkompromisowości w pojedynkach jeden na jeden. – Nie boję się ich. Staram się nie grać zachowawczo, tylko dać coś od siebie drużynie. Na przykład uderzyć na bramkę, spróbować wygrać pojedynek. Bo dobro zespołu jest najważniejsze – tłumaczy Juliusz Letniowski.

Nie posłuchał ojca

Ciekawe, jaki status w I lidze miałby dziś 20-latek, gdyby grał w Podbeskidziu Bielsko-Biała. A przecież latem był o krok od przenosin pod Klimczok. – Byłem za tym, żeby podpisał tam kontrakt, zrobił to jednak wbrew mi. Przeszedł testy medyczne, wieczorem zadzwonił, że się rozmyślił. Wolał iść do Bytovii. Zawsze mnie słucha, ale w tym przypadku postawił na swoje i wszyło mu to na korzyść – uśmiecha się Letniowski senior.

Z takiego obrotu sprawy skorzystała przede wszystkim Bytovia, której gra opiera się na barkach wychowanka Lechii. Obecnie jest on czołowym strzelcem Fortuna 1 ligi. – Jestem środkowym pomocnikiem, często gram na pozycji numer osiem, czyli tak naprawdę to defensywny, środkowy pomocnik. Nie zakładałem ile zdobędę bramek, dlatego teraz czuję podwójną radość. W Bałtyku grałem wyżej, na dziesiątce, tuż za napastnikiem. Miałem przez to więcej sytuacji. W Bytovii muszę szukać okazji zza pola karnego – wyjaśnia zdobywca siedmiu bramek na zapleczu ekstraklasy.



– Człowiek zawsze rozmyśla, co zrobił nie tak w przeszłości. Są rzeczy, których żałuję, które mogłem zrobić lepiej. Kiedy pierwszy raz byłem w Bytovii, rozegrałem 70 minut. Może mogłem zostać jeszcze przez rok w juniorach Lechii i wtedy zadecydować o swoim dalszym losie. Klamka zapadła, trudno, stało się. Nie ma co tego rozpamiętywać – mówi Letniowski, który przestał nagminnie zbierać żółte kartki, choć w obecnym sezonie został już pięciokrotnie ukarany przez sędziów. – Cztery z nich dostałem po przerwaniu akcji  faulem i gdyby była taka konieczność, znów bym tak zrobił. One musiały być, rywale wychodzili z kontrą, trzeba było ich zatrzymać. To naturalna reakcja każdego zawodnika. Przestałem dostawać żółte kartki za dyskusje z sędziami. W trzeciej lidze za dużo łapałem takich kartek. Denerwowałem się na sędziów, próbowałem z nimi rozmawiać. Wiem, że to było niepotrzebne. To w gruncie rzeczy nic dobrego nie daje zawodnikowi – przekonuje zawodnik Bytovii.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży