Aktualności

[FORTUNA 1 LIGA] Krzysztof Brede: Stać nas na więcej

Rozgrywki27.10.2018 

Pracując w Chojniczance Chojnice, trener Krzysztof Brede, był bardzo bliski powrotu do ekstraklasy po roku nieobecności, ale już nie jako asystent, a pierwszy trener. Zabrakło niewiele, dokładnie dwóch punktów. W tym sezonie Brede znów walczy o awans. Jednak już nie z Chojniczanką, a z „Góralami” z Bielska-Białej. Choć zmianie uległo miejsce pracy, to  cel pozostał ten sam.

Początek sezonu nie należy jednak do najbardziej udanych. – Jaki trener ma wpływ na to, że zawodnik nie strzeli rzutu karnego dającego zwycięstwo w końcówce spotkania? Czy trener źle go trenuje? No nie. Po prostu jest jeszcze coś takiego, jak dyspozycja dnia i wykonanie zawodnika. Koniec końców i tak za wszystko odpowiada szkoleniowiec, a nie do końca jest to sprawiedliwe – mówi Krzysztof Brede, z którym porozmawialiśmy o rozstaniu z Chojniczanką, zmianie pracodawcy i aktualnym sezonie Fortuny I ligi. Zapraszamy!

Powietrze pod Klimczokiem bardziej sprzyja pracy trenera, niż to w Chojnicach?

Ciężko powiedzieć, czy bardziej, czy mniej. Jest po prostu inne. Duże miasto, spore oczekiwania i ogromne możliwości. To na pewno inna praca, niż w Chojnicach, gdzie ludzie mają ambicje i chęć osiągnięcia sukcesu. W Bielsku są większe możliwości, Podbeskidzie było już w Ekstraklasie. Ludzie są spragnieni powrotu, bo znają otoczkę gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. W Chojnicach jest duża chęć udowodnienia, że w małej miejscowości można zrobić piłkę na ekstraklasowym poziomie. Klub jest oparty na lokalnym biznesie, mniejszych i większych firmach. W Bielsku sprawa wygląda inaczej dzięki miastu, a także prezesowi Łukoszowi. To daje inne warunki pracy.

Trener Michał Probierz często mówił, że wasz zawód ma to do siebie, że podpisując kontrakt jedną ręką, w drugiej trzyma już spakowaną walizkę na wypadek zwolnienia. Trener swoją walizkę jeszcze trzyma zamkniętą czy spokojnie rozpakował?

Rozpakowałem, spokojnie pracuję. Wypełniam swoje obowiązki najlepiej, jak tylko potrafię. W tym powiedzeniu jest sporo prawdy. Nasza praca nie jest stała i wraz z parafowaniem umowy, zaczyna już tykać zegar odmierzający koniec naszej misji. Trzeba jednak pamiętać, że najważniejsze to wykonywać swoje zadanie najlepiej jak tylko można. Człowiek jest rozliczany z efektów swoich starań na powierzonym stanowisku. Chcemy grać jak najlepiej i osiągać możliwie najlepsze rezultaty, dlatego podpisując kontrakt nie możemy myśleć o dniu rozstania. Trzeba się w pełni skupić na tym, żeby odwzajemnić zaufanie. Życie jednak różnie się układa. Ostateczne trenerów zatrudnia się po to, żeby dać możliwość pracy i pokazania swoich możliwości, a nie żeby mieć kogo zwolnić. Tak trzeba do tego podchodzić. Nie można też mówić, że trener jest winny wszystkiemu, co dzieje się na boisku. Szkoleniowiec ma za zadanie przygotować zespół na wielu płaszczyznach. To, co się dzieje na boisku jest etapem realizacji, w którym najwięcej zależy już od zawodników. Często mamy takie błędne myślenie, że jak nie ma wyników, to tylko trener jest winny i go trzeba zwolnić. Gdy natomiast są wyniki, to trener wykonuje tylko swoją pracę, a to zawodnicy są cudowni i to ich wyciąga się na piedestał. Do oceny trzeba podchodzić całościowo. Jaki mamy wpływ na to, że zawodnik nie strzeli rzutu karnego dającego zwycięstwo w końcówce spotkania? Czy źle go trenujemy? No nie. Po prostu jest jeszcze coś takiego, jak dyspozycja dnia i wykonanie zawodnika. Koniec końców i tak jednak za wszystko odpowiada szkoleniowiec, co nie do końca jest sprawiedliwe. Oczywiście trzeba rozliczać z realizacji założeń, ale też trzeba zachować spokój. Nie można po trzech czy czterech niepowodzeniach od razu mówić, że jedynym winnym jest trener. Z tym się nigdy nie zgodzę, to jest po prostu nie sprawiedliwe.

W Chojnicach zabrakło dwóch punktów do awansu. Na finiszu sezonu Chojniczanka zajęła trzecie miejsce. To było głównym powodem nieprzedłużenia wygasającej umowy?

Wypełniłem kontrakt do ostatniego dnia. Gdy usiedliśmy do rozmów odnośnie przyszłości, nie zdołaliśmy jednak osiągnąć porozumienia. Na kilku płaszczyznach nasze oczekiwania były zupełnie różne. Doszliśmy więc do wniosku, że skoro nie jest nam po drodze i nie widać punktów stycznych, to nie ma sensu dalej w to brnąć na siłę. Ja miałem swoje zdanie, zarząd swoje i w kilku kwestiach nie byliśmy w stanie znaleźć wspólnych mianowników. Zarząd wielokrotnie pytał, czy chcę pozostać na stanowisku trenera, ale warunki były z góry określone. Nie chciałem na wszystko się godzić. Gdybym był bardziej uległy, to sądzę, że nadal pracowałbym z zawodnikami Chojniczanki. Ogólnie zadecydowały małe rzeczy. Jedyny scenariusz, w którym zostałbym na stanowisku bez ponownych rozmów, to był awans, bo taki był aneks zawarty w naszej umowie. Przypomnę tylko, że wspólnie osiągnęliśmy najlepszy rezultat w historii klubu w rozgrywkach ligowych, a także wyrównaliśmy najlepsze osiągnięcie w pucharze Polski, gdzie odpadliśmy dopiero w  ćwierćfinale, w którym rywalizowaliśmy z Górnikiem Zabrze. Uważam więc, że ten okres, mimo braku awansu, mogę uznać za udany. W szkolnej skali mocne cztery z plusem. Uważam też, że praca mojego sztabu dała pewne podwaliny pod dalszą pracę następnemu trenerowi.

Któryś mecz szczególnie śnił się jeszcze podczas urlopu? Typuję, pierwszy z brzegu, z Pogonią Siedlce, który przegraliście 2:3.

Ten mecz był jednym z kluczowych. Prowadziliśmy 1:0, by ostatecznie przegrać 2:3. Jeśli miałbym wskazać na taki najbardziej pamiętny, to chyba byłby to właśnie ten. Z perspektywy czasu uważam, że to w nim ostatecznie przekreśliły się nasze szanse awansu. Oprócz tego meczu w Siedlcach utkwiły mi w pamięci jeszcze dwa spotkania. Graliśmy u siebie z Rakowem. Przy stanie 0:0 Boczek nie trafił bodaj z ośmiu metrów w bramkę, a następnie rywale trafili nas po wrzucie z autu i przegraliśmy 0:1. Trzeci taki mecz, to spotkanie z GKS-em Katowice, kiedy znów mieliśmy swoje sytuacje do strzelenia goli, ale zawiodła nas skuteczność. Zostaliśmy wtedy wypunktowani. Te mecze zostały w mojej pamięci i na bazie tych doświadczeń wyciągnąłem wiele wniosków. Nie chcę już jednak mocniej zagłębiać się w szczegóły, bo czasu nie cofniemy.

Zmieniło się miejsce, a czy cele nadal pozostają te same? Nadal gracie o pełna pulę? Wydaje się, że Podbeskidzie ma wszystko, by wrócić do Ekstraklasy.

Każdy z nas myśli o awansie i o to gramy. Chcemy uzyskać promocję do wyższej ligi, ale musimy pamiętać, że w klubie zaszło ostatnio wiele zmian, jeśli chodzi chociażby o kwestie organizacyjne. Do tego dochodzą także roszady kadrowe. Ten zespół jest mocno przebudowany. Kilkunastu piłkarzy przyszło, podobna liczba odeszła. Na poukładanie zespołu na nowo potrzeba trochę czasu.

Teraz, gdy jest się bogatszym o doświadczenia z Chojnic, powinno być łatwiej. Co z pierwszego roku samodzielnej pracy dało trenerowi najwięcej?

Wydaje mi się, że jestem dużo mądrzejszy, jeśli chodzi o dobór wykonawców do ułożonego planu gry, jak również dobór samego planu do materiału ludzkiego, którym dysponuję. Przez rok pracy w Chojnicach zdążyłem też lepiej rozeznać się w potencjale pierwszoligowych zespołów, a także poszczególnych zawodników, którzy występują na zapleczu ekstraklasy. Teraz łatwiej jest się przygotowywać do kolejnego spotkania. Większa wiedza daje większe możliwości.

Sezon zaczęliście od zwycięstwa z celującym kolejny rok z rzędu w awans GKS-em Katowice, ale później przyszła seria trzech spotkań bez wygranej przed własną publicznością. O ile przegraną z silną jak na I ligę Termaliką, można zrozumieć, o tyle zrozumienie porażki ze Stomilem i remisu z Garbarnią przychodzi trudniej.

Przede wszystkim, w tych meczach zawiodła nas skuteczność. Dodatkowo los nam nie sprzyjał. Z Garbarnią strzeliliśmy gola, a sędzia dopatrzył się problematycznego spalonego, który później został wybrany kontrowersją kolejki. Skuteczność, brak szczęścia, pomyłki sędziowskie, które są elementem tej gry, to wszystko w jednym czasie było przeciwko nam. Nie chcę tłumaczyć w ten sposób, ani siebie, ani zespołu, natomiast trzeba mieć świadomość, że brak kompletu punktów nie zawsze musi wynikać ze słabszej gry. Dodatkowo nasze poczynania w obronie też pozostawiały wiele do życzenia. Boiskowa współpraca była daleka od ideału. Nie wszyscy sprawdzali się na swoich pozycjach czy w danym układzie personalnym. Jako trener wciąż szukałem optymalnego ustawienia. Nie mieliśmy czasu na testy. Cały czas trwała operacja na żywym organizmie i skutki były różne.

Później przyszły jednak dwie wygrane. Mogło się wydawać, że przed Wami lepszy czas, aż tu nagle wpadliście w kolejną czarną serię. Zremisowaliście z Bytovią, przegraliście z Puszczą, później były jeszcze remisy z GKS-em Tychy i Sandecją oraz porażka z ŁKS-em. Czym to było spowodowane?

Tu należy zaznaczyć, że o ile wyniki były dalekie od pożądanych, o tyle sama gra była dużo lepsza, niż na początku sezonu. Dobrze to wyglądało w organizacji gry, ale znów przyczepiło się do nas jakieś fatum. W Bytowie mieliśmy dwie piłki na skończenie meczu. W Tychach podobnie. Znów wróciły problemy ze skutecznością i lepszym wykończeniem akcji. Z Sandecją przy wyniku 1:0 dla nas w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem pomylił się Płacheta, a goście doprowadzili do wyrównania na dwie minuty przed końcem. W Niepołomicach było podobnie. Prowadziliśmy 2:1, mieliśmy sytuację na 3:1, a po chwili sędzia podyktował bardzo problematycznego karnego, zrobiło się 2:2, a ostatecznie przegraliśmy 2:3. Analiza wideo pokazała, że o karnym nie mogło być mowy. Wyjątkiem był mecz z ŁKS-em, z którym zagraliśmy słabo i nasza porażka była całkowicie zasłużona.

Przy całej tej sumie nieszczęść udało się wywalczyć awans w Pucharze Polski, rozbić Wigry, zremisować z silnym Rakowem i całkiem niedawno pokonać Chojniczankę. Trzy punkty smakowały lepiej, niż zawsze?

Kompletnie nie podchodziłem tak do tego. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, to był mecz jak każdy inny. Rozstaliśmy się w normalnych warunkach, nie było zatem mowy o jakimkolwiek udowadnianiu swoich racji. Chcieliśmy po prostu wygrać. Poza tym wydaje mi się też, że ludzie z Chojnic na tyle dobrze mnie poznali, że nie mogą mi nic zarzucić w kwestii prowadzenia zespołu. Na pewno nie było żadnych podtekstów i chęci rewanżu.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży