Aktualności

[WYWIAD] Wiktor Żytek: To mój pierwszy hat trick. Smakował świetnie!

Rozgrywki25.11.2020 
Wiktor Żytek jako młody chłopak chodził na mecze Widzewa, ale trenował w akademii ŁKS. W 2013 roku zadebiutował nawet w pierwszej drużynie, ale wolał odejść, bo sympatia do drugiego łódzkiego klubu nie spodobała się niektórym kibicom. Siedem lat później jako piłkarz Puszczy Niepołomice wbił ŁKS trzy gole i zapewnił remis. – Widzew? Każdy, kto lubi piłkę nożną, ma swój ulubiony klub, na którym się wychował i pewnie marzy, by w nim zagrać – mówi 26–letni pomocnik.

Rzadko się zdarza, by defensywny pomocnik strzelił w jednym meczu trzy gole. Na dodatek spotkanie ŁKS z Puszczą Niepołomice zakończyło się niecodziennym wynikiem – 4:4.

To mój pierwszy hat trick w seniorskiej piłce i na pewno zapamiętam go na długo. Na dodatek strzelony silnej drużynie, która jeszcze w poprzednim sezonie grała w ekstraklasie. Smakował bardzo dobrze, choć pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby na trybunach byli kibice, bo atmosfery, którą tworzą bardzo brakuje. Najczęściej rzeczywiście występuje jako defensywny pomocnik, ale trenerzy czasem korzystają z tego, że jestem lewonożny i wystawiają mnie na skrzydło. Tak właśnie pomysł miał szkoleniowiec na mecz z ŁKS.

Każdy gol był inny i trochę też pomogło szczęście.

Pierwszą bramką zdobyłem z rzutu wolnego. Był mały rykoszet i to zmyliło bramkarza. Przy drugim golu strzeliłem głową i piłka wpadła po rękach Arkadiusza Malarza. Trzecie trafienie to mocny strzał po akcji. Tu bramkarz właściwie nie miał nic do powiedzenia.



Rzuty wolne często pan wykonuje?

Zdarza się, że strzelam ja, ale nie jest sztywno ustalone, kto będzie uderzał. Nie ma w Puszczy Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo. Ten, kto czuje się na siłach i wydaje mu się, że z tego miejsca może zagrozić bramce, ten strzela.

Mecz tak się układał, że cały czas musieliście gonić ŁKS. Dlatego dopiero z ostatniej bramki pan się najmocniej cieszył?

ŁKS szybko objął prowadzenie 2:0 i próbowaliśmy odwrócić losy meczu. Jak tylko strzeliliśmy kontaktowego gola, rywale bardzo szybko znów uciekali. Zdobyliśmy bramkę na 2:1, oni zaraz na 3:1. Kiedy zbliżyliśmy się na 3:2, błyskawicznie było 4:2. Dopiero od tej pory zdobyliśmy dwie bramki. Mój trzeci gol dał nam właśnie remis i dlatego radość była tak duża. Spotkanie mogło zakończyć się nawet naszym zwycięstwem, bo został kwadrans do końca, a graliśmy w przewadze jednego zawodnika. ŁKS to mocny zespół, ale pokazaliśmy, że w tej lidze każdy może wygrać z każdym. Do tej pory łodzianie stracili tylko cztery gole, a w meczu z nami drugie tyle. Widzieliśmy, że to gospodarze są faworytem, ale przecież nie jechaliśmy po to, by przegrać. Była analiza, na której szukaliśmy sposobu na zatrzymanie ŁKS i to nam się udało.



A może ten hat trick też tak dobrze smakował, że spędził pan w tym łódzkim klubie rundę jesienną sezonu 2013/2014?

To chyba tak niepisana zasada piłki nożnej, że gdy gra się przeciwko byłej drużynie, to chce się pokazać i często kończy się to golem. W moim przypadku aż trzema, co pokazuje, że – mam nadzieję – forma rośnie. To dla mnie był dodatkowy smaczek, ale tak naprawdę każda bramka i każdy punkt mnie cieszą. Chciałbym, byśmy potwierdzili formę już w środę, kiedy gramy zaległy mecz z liderem pierwszej ligi – Bruk–Betem Nieciecza.



To prawda, że wtedy w ŁKS nie chcieli pana niektórzy kibice, bo pan sympatyzował z Widzewem?

Rzeczywiście tak było. Zdarzały się niemiłe zachowania ze strony kibiców ŁKS. Dowiedzieli się, że kibicowałem Widzewowi i mieli do mnie pretensje. Nie było to przyjemne z perspektywy młodego chłopaka, bo miałem wtedy 19 lat. Dawałem z siebie 100 procent i nie słyszałem, by trenerzy mieli jakieś zarzuty w kwestii mojej pracy na treningach. Po rundzie jednak z działaczami i szkoleniowcami wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepiej, bym zmienił klub.

Później kilka razy był pan łączony z Widzewem, ale kończyło się na spekulacjach.

To prawda. Często czytałem w mediach, że idę do Widzewa. Tak naprawdę tylko raz, w pierwszej lidze, byłem na testach. Nie wiem, czy kiedyś zagram w tym klubie, ale już jako dzieciak chodziłem na mecze. Pierwsze spotkanie, na którym byłem to baraże o ekstraklasę w 2005 roku z Odrą Wodzisław. Miałem wtedy 11 lat. Potem przez kilka sezonów miałem karnet i bywałem często na meczach. Do tej pory sympatyzuje z Widzewem i śledzę wyniki. Urodziłem się i wychowałem w Łodzi. Każdy, kto lubi piłkę nożną, ma swój ulubiony klub, na którym się wychował i pewnie marzy, by w nim zagrać.



Na razie kilka razy zagrał pan przeciwko tej drużynie. W 2018 roku Lechia Tomaszów Mazowiecki walczyła z Widzewem o awans do drugiej ligi. Byliście blisko, ale jednak trochę zabrakło.

W przedostatniej kolejce graliśmy w Łodzi z Widzewem. Mieliśmy świetne sytuacje, byliśmy lepsi, ale tylko bezbramkowo zremisowaliśmy. Był duży niedosyt, bo na koniec sezonu mieliśmy tyle samo punktów, ale przegraliśmy awans gorszym bilansem bezpośrednich spotkań. Kilka tygodni temu graliśmy z Widzewem w Niepołomicach. Wygraliśmy 1:0, choć spotkanie było bardzo wyrównane i chyba remis byłby sprawiedliwszy.

Jak na defensywnego pomocnika strzela pan sporo bramek. Jesienią 2015 roku strzelił pan dziewięć goli w trzeciej lidze, co zaowocowało transferem do Śląska Wrocław. Ekstraklasa była na wyciągnięcie ręki?

Chyba piłka trochę mnie szuka w okolicach pola karnego. Jak na defensywnego pomocnika nie mogę narzekać na skuteczność. Niestety nie udało mi się złapać nawet minuty w ekstraklasie. Może wtedy jeszcze nie byłem przygotowany na piłkę na takim poziomie. To był duży przeskok pod względem taktycznym. Starałem się robić, co tylko mogłem, by zasłużyć na szasnę, ale pewnie czegoś brakowało. Teraz jestem w pierwszej lidze i na pewno z niej jest bliżej do ekstraklasy. Mam 26 lat, więc pozostaje mi wierzyć, że jestem w stanie grać jeszcze lepiej. Po to się gra, by piąć się po szczeblach ligowych. Mam nadzieję, że pierwsza liga to jeszcze nie sufit.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności