Aktualności

[WYWIAD] Tomasz Loska: Górnik to mój ukochany klub, ale teraz daję z siebie 100 proc. w Bruk–Becie

Rozgrywki23.09.2020 
– Górnik to moje miejsce na ziemi. Wywalczyliśmy awans, a potem zagrałem 55 spotkań w ekstraklasie. To był świetny okres, ale z drugiej strony mam dopiero 24 lata. Mam nadzieję, że najlepszy czas dopiero dla mnie nadejdzie, a licznik meczów w ekstraklasie znów zacznie bić. Teraz skupiam się na jak najlepszej grze w Termalice. Na razie ta współpraca przynosi korzyści mnie i zespołowi – podkreśla Tomasz Loska, bramkarz

W tym sezonie jest pan niepokonany w pięciu spotkaniach – jednym w FORTUNA Pucharze Polski i czterech ligowych. Nie puścił pan gola od 480 minut, jeśli doliczyć pół godziny z poprzednich rozgrywek.

Jestem zadowolony z postawy całej drużyny, nie tylko w defensywie. Awansowaliśmy w Pucharze Polski, a w lidze mamy komplet punktów. To zasługa całego zespołu, nawet tych, którzy nie grają, bo wspierają tych co na boisku i motywują. Jest zdrowa rywalizacja w zespole. Dobrze realizujemy założenia taktycznie i są tego efekty. Cała drużyna angażuje się w obronę. Co do mnie, to nie liczę tych minut, ale skoro pan wszystko zsumował, to fajnie byłoby to ciągnąć dalej. Teraz czekają nas mecze ze spadkowiczami z ekstraklasy – Arką Gdynia i Koroną Kielce. To nam tez pokaże na co nas stać. Spodziewam się więc, że będę miał co robić między słupkami. Gdy Śląsk Wrocław zdobył mistrzostwo, to Łukasz Madej stwierdził, że Marian Kelemen wybronił im z osiem meczów. Dążę też do tego, by właśnie w trudnych sytuacjach być taką podporą dla zespołu. Jeśli bramkarz obroni coś więcej, w jakiejś wydawałoby się beznadziejnej sytuacji, to jest plusem dla zespołu. To jest ta różnica, że czasem można zespołowi pomóc mecz wygrać lub zremisować.

Od kiedy wszedł pan do bramki Bruk-Betu w 31. kolejce poprzedniego sezonu w dziesięciu spotkaniach straciliście tyko dwa gole. Znalazł pan wspólny język z zespołem?

Tak to można nazwać. Wydaje mi się, że poprawiła się atmosfera w szatni i jesteśmy zgranym zespołem. Na boisku też widać „team spirit”. Jesteśmy też dobrze przygotowanie taktycznie i skuteczni na przykład podczas stałych fragmentów.



W poprzednim sezonie walkę o awans do ekstraklasy przegraliście w barażach. Po porażce z Wartą głowy były spuszczone czy jednak szybko uznaliście, że trzeba spróbować jeszcze raz?

Ta przegrana jednak bardzo nas zabolała. Całą rundę goniliśmy, by znaleźć się w barażach i się udało. Tyle że minimalnie przegraliśmy z Wartą i szkoda nam było całej włożonej pracy. Szybko rozpoczęły się jednak przygotowania do nowego sezonu, trzeba było się z tym pogodzić i zrobić wszystko, by iść w górę. Liga jest długa i czeka nas dużo trudnych meczów. Mimo czterech wygranych, trzeba cały czas być skoncentrowanym. Jestem przekonany, że w tym sezonie pierwsza liga jest silniejsza niż w poprzednim. Z ekstraklasy spadły drużyny, które chcą do niej szybko wrócić, a do tego też awansowały zespoły z dużymi tradycjami i ambicjami. Sporo zespołów ma aspiracje, by włączyć się do walki o ekstraklasę.

Bruk–Bet oczywiście też?

Dyplomatycznie odpowiem, że skupiamy się tylko na najbliższym przeciwniku. To jest właściwy kierunek, by tak podchodzić do meczów. Na koniec sezonu wszystko będzie jasne.



Kiedy trafił pan do Górnika, mówił, że spełniły się marzenia. Nie żal było więc odchodzić, a na dodatek do pierwszej ligi?

Wydaje mi się, że wykorzystałem swój czas w Górniku. Mogło się potoczyć wszystko lepiej, ale mogło też gorzej. Teraz jestem w Termalice i to jest nowy rozdział. Ten z Górnikiem musiałem zamknąć, choć oczywiście wciąż kibicuję tej drużynie i jestem w kontakcie z kolegami. Miałem dwie propozycje z ekstraklasy, ale klub z Zabrza nie chciał mnie puścić. Dlatego wybrałem pierwszoligowy Bruk–Bet, który był bardzo zdeterminowany, by mnie pozyskać. Pojechałem do Niecieczy, obejrzałem infrastrukturę: boiska treningowe, szatnie, stadion i zrobiło to na mnie wrażenie. Zdecydowałem się na wypożyczenie, a latem klub postanowił wykupić mnie z Górnika.

W Zabrzu miał pan świetny czas. W latach 2017–2018 właściwie nie oddawał pan miejsca w bramce.

To klub najbliższy mojemu sercu. Tam jest moje miejsca na ziemi, ale zapadły takie decyzje i nie mogę nic z tym zrobić. Teraz skupiam się na jak najlepszej grze w Termalice. Na razie ta współpraca przynosi korzyści mnie i zespołowi. Rzeczywiście 2017 rok to był dla mnie przełom w karierze. Wywalczyliśmy z Górnikiem awans, a potem w moim klubie zagrałem 55 spotkań w ekstraklasie. To był świetny okres, ale z drugiej strony mam dopiero 24 lata. Mam nadzieję, że najlepszy czas dopiero dla mnie nadejdzie.



Gdyby miał pan wybrać najlepszy i najgorszy mecz w Górniku?

Obydwa łączą się z Legią Warszawa. Najlepszy moment to debiut w ekstraklasie. Po awansie na inaugurację podejmowaliśmy mistrza Polski. Pełne trybuny, kapitalna atmosfera, a my wygrywamy 3:1. Czego chcieć więcej od pierwszego występu w ekstraklasie. Mecz, o którym chciałbym nie pamiętać to ten sam sezon i rewanż w Pucharze Polski z Legią. Prowadziliśmy 1:0, co dawało nam awans do finału i występ na Stadionie Narodowym. I stało się, bo wybiegłem poza pole karne, piłka trafiła mnie w rękę i dostałem czerwoną kartkę. Niestety przegraliśmy, a była duża szansa, by zdobyć puchar. Dostałem ogromne wsparcie od drużyny i kibiców.

55 meczów w ekstraklasie i…?

Na razie przerwa. Jestem przekonany, że ten licznik znów zacznie bić.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności