Aktualności

[WYWIAD] Łukasz Sierpina – kapitan, który prowadzi Podbeskidzie do ekstraklasy

Rozgrywki07.07.2020 
Sześć goli oraz dziewięć asyst – to dorobek Łukasza Sierpiny w trwających rozgrywkach. Skrzydłowy, a zarazem kapitan lidera Fortuna 1 Ligi, od początku sezonu bierze na siebie odpowiedzialność za awans bielskiego zespołu. – Przyszedłem do Podbeskidzia z zamiarem wywalczenia awansu. W czwartym sezonie jestem tego bardzo bliski – mówi.

Jak przystało na kapitana, dałeś przykład drużynie, otwierając wynik bardzo ważnego dla układu tabeli meczu z Radomiakiem Radom.
Dawno już nie cieszyłem się z bramki, tym większą czułem radość po tym trafieniu. Była ona dla nas impulsem, żeby pójść za ciosem. Grając u siebie, w dodatku odważnie, atakiem pozycyjnym, ważne jest szybkie otwarcie meczu. Do przerwy zdobyliśmy dwie bramki, łącznie cztery, w czym pomógł gol z początku spotkania. Zgodzę się z tym, że jako kapitan powinienem dawać przykład drużynie. Muszę brać odpowiedzialność na siebie. Upoważnia mnie do tego nie tylko opaska kapitańska, co wiek, doświadczenie. To my starsi zawodnicy – jak ja, Tomek Nowak, Rafał Figiel, czy Kornel Osyra – powinniśmy wziąć grę na swoje barki. Gra jednak cała drużyna, a tak się składa, że jako całość wyglądamy bardzo dobrze. Trener Brede to taki typ szkoleniowca, który wchodzi do szatni i mówi: „Ty będziesz moim kapitanem”. W ten sposób to mnie wskazał na kapitana. Znał nas, bo przecież pracował w Chojniczance Chojnice. Wysłał jasny komunikat, kogo widzi w tej odpowiedzialnej roli. Mogę mu za to podziękować.



Wszystko zmierza ku temu, że kapitan Sierpina poprowadzi Podbeskidzie do ekstraklasy.
Mam nadzieję, że tak będzie. Nie ma co ukrywać, że gramy o ekstraklasę. Zostały nam cztery kolejki, chcemy jak najszybciej zapewnić sobie awans. W przypadku dwóch zwycięstw w najbliższych spotkaniach cel zrealizujemy. Cechuje nas nieustępliwość i wiara do końca, czym wpisujemy się w jedno z haseł przewodnich Podbeskidzia, czyli „góralski charakter”. To ważna kwestia dla naszych kibiców i dla nas piłkarzy. Na boisku musimy pokazywać pazur, grać z charakterem, bo to zawsze był fundament tej drużyny.

Opaska kapitańska nie ciąży tobie, co pokazujesz na boisku. Ten sezon i poprzedni, kiedy także byłeś kapitanem, pod względem goli i asyst jest twoim najlepszym czasem w karierze?
Ten zespół został dobrze zbudowany, jeśli chodzi o proporcje w defensywie, czy ofensywie. Przyszedł trener Krzysztof Brede, który chce grać piłkę ofensywną. Jego nie interesowało samo bycie w pierwszej lidze, chciał zrobić coś więcej, wywalczyć awans. No i pod wodzą tego trenera osiągam najlepsze statystyki. Pracuję w interesie drużyny, a indywidualne osiągnięcia wpływają na dobro zespołu. W poprzednich rozgrywkach strzeliłem osiem goli, miałem też dziesięć asyst. Teraz mam sześć bramek i dziewięć ostatnich podań. Mam nadzieję, że wyrównam albo pobiję swój indywidualny wynik z ostatniego sezonu.



Musiałbyś być bardziej efektywny w tym roku. W rundzie wiosennej strzeliłeś tylko jednego – właśnie Radomiakowi – gola, zaliczyłeś jedną asystą. Brakuje ci twoich liczb z rundy jesiennej?
Pandemia trochę wszystkich zweryfikowała. Nie wiedziałem jak będę po niej prezentował się na boisku. Trzeba było wstrzymać się z pierwszymi wnioskami. Na pewno przerwa odbiła się na nas niekorzystnie. Świetnie wystartowaliśmy wiosną – wygraliśmy 4:0 z Wigrami Suwałki, następnie 2:0 z Wartą Poznań. Byliśmy rozpędzeni i na nowo musieliśmy wracać na wysokie obroty. Na szczęście, kontynuowaliśmy dobrą serię, pokonując Olimpię Grudziądz i Termalikę. I wtem zanotowaliśmy trzy remisy z rzędu. Tylko można zastanawiać się co by było, gdyby nie wybuchła pandemia... Okazuje się, że każdy z tych punktów ma swoją wymowę, ważne, że cokolwiek dopisywaliśmy do dorobku. W rundzie rewanżowej nie przegraliśmy jeszcze meczu. Oby tak dalej, bo za chwilę możemy się mocno cieszyć.

W obecnych rozgrywkach wykonałeś już 197 dośrodkowań. To dwa razy więcej niż rok temu. Skąd taka zmiana?
Przede wszystkim, trener Brede ustawił naszą grę pod skrzydłowych. Ja jako boczny pomocnik jestem zobligowany do tego, aby dostarczać piłkę w pole karne. Mamy wysokich, szybkich napastników, którzy muszą stać i czekać na nasze podania. We wcześniejszych sezonach, kiedy nie było z nami trenera Brede, także w Koronie Kielce, grałem nieco inaczej. W tamtych systemach skrzydłowi musieli schodzić do środka. Teraz jesteśmy rozrzuceni na skrzydle, a skoro stawiamy na atak pozycyjny to dyktujemy innym nasze warunki gry. Jeśli rywale stoją całym zespołem w okolicach pola karnego to trzeba ich nękać dośrodkowaniami. Moim zadaniem jest wygranie pojedynku, posłanie piłki w „szesnastkę” – najlepiej dołem. W przypadku dośrodkowania górą wystarczy dobre podanie, by minąć obronę rywali.



Po dobrej rundzie jesiennej nie spuściliście z tonu i jesteście liderem. Liderem zasłużonym?
W meczach, w których goniliśmy wynik – z Miedzią, Puszczą, GKS-em Tychy, GKS-em Bełchatów, byliśmy lepszym zespołem, dominowaliśmy, tylko za każdym razem czegoś zabrakło. Radomiaka ograliśmy zdecydowanie, za to w statystykach tej naszej przewagi nie było tak widać. Z Radomiakiem wykazaliśmy się po prostu dobrą skutecznością.

Prawdopodobnie miniesz się w ekstraklasie z Koroną Kielce, w której doświadczyłeś występów w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Miałem tam gorsze i lepsze chwile, więcej tych drugich. Szansę w ekstraklasie dał mi trener Leszek Ojrzyński, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Nie dam złego słowa powiedzieć na trenera Ojrzyńskiego. Po jego odejściu grałem mniej, byłem przez pewien czas w Dolcanie Ząbki, aż przyszedł trener Marcin Brosz, który odświeżył mnie w Koronie. To był dla mnie przełom, gdyż potem znalazłem się w Podbeskidziu, do którego trafiłem przed trzema sezonami, po ich spadku z ekstraklasy, z zamiarem powrotu do ekstraklasy. W czwartym sezonie jestem tego bardzo bliski.



Jak to jest być częścią kieleckiej „bandy świrów”?
Wszyscy mnie pytają, w czym tkwiła największa wartość tamtej ekipy. Mieliśmy doświadczoną szatnię, trzymaliśmy się mocno. Przyświecał nam jeden cel, który określił nam trener Ojrzyński. To on scalił naszą szatnię. My nawet nie byliśmy drużyną, tylko rodziną. Jeden walczył za drugiego. Myślę, że ciężko będzie skopiować taki model funkcjonowania szatni.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności