Aktualności

[WYWIAD] Łukasz Sekulski: ŁKS jest mocniejszy niż w ekstraklasie

Rozgrywki15.10.2020 

Po spadku do pierwszej ligi ŁKS świetnie rozpoczął sezon – siedem spotkań wygrał, a jedno zremisował. – Na razie zwyciężyliśmy w kilku bitwach, ale wojny jeszcze nie wygraliśmy. Chcemy, by ŁKS wrócił do ekstraklasy i to na stałe, a także miał jej coś do zaoferowania – podkreśla Łukasz Sekulski, napastnik lidera Fortuna 1. Ligi.

Strzelał pan hat tricka w Pucharze Polski, w trzeciej, drugiej, a ostatnio w pierwszej lidze. Brakuje tylko w ekstraklasie…

Kiedy byłem piłkarzem Jagiellonii Białystok, byłem tego bardzo blisko. W meczu z Koroną Kielce zdobyłem dwie bramki i w 90. minucie miałem idealną sytuację, by zaliczyć hat tricka. Niestety nie udało się, ale zabrakło niewiele. Trzeba więc na to poczekać i mam nadzieję, że taka okazja nadarzy się w przyszłym sezonie. Chciałbym w ŁKS odhaczyć tego hat tricka w ekstraklasie.

Bardzo szybko pozbieraliście po spadku do pierwszej ligi. Jesteście liderem – w ośmiu meczach siedem wygranych i remis. Nie było przygnębienia z powodu degradacji z ekstraklasy?

W trakcie poprzedniego sezonu było sporo czasu, by się pogodzić ze spadkiem. Dzięki temu po zakończeniu rozgrywek, wszyscy już się otrząsnęli i myśleli co zrobić, by jak najszybciej wrócić do ekstraklasy. Nie było już rozpamiętywania, tylko wyciąganie wniosków. Trzeba zrobić tyle, ile się da, by sytuacja się nie powtórzyła, a ŁKS wrócił do ekstraklasy na stałe i miał jej coś do zaoferowania.

Kiedy był moment, gdy już wiedzieliście, że nie da się uniknąć spadku?

To był raczej proces niż jeden moment. Początek rundy wiosennej zaważył na spadku. Najpierw graliśmy z Legią w Warszawie, a potem mieliśmy dwa mecze u siebie. W stolicy przegraliśmy, choć prowadziliśmy do 70. minuty. Potem z Wisłą Płock i Pogonią Szczecin musieliśmy wygrać, by myśleć o nawiązaniu walki i złapaniu kontaktu z rywalami. Tylko zremisowaliśmy i dla mnie wtedy stało się jasne, że będzie bardzo ciężko. Im dłużej trwał sezon, tym strata się powiększała i nie dało się już wydźwignąć.



Trener Wojciech Stawowy objął zespół w maju. Szanse na utrzymanie jeszcze były, ale już coraz mniejsze. Chyba miał was przygotować do gry w pierwszej lidze i tak wczesna zmiana szkoleniowca teraz wychodzi ŁKS na dobre?

Na pewno w pracy trenera z zespołem bardzo ważne są czas i spokój. W Polsce często szkoleniowcy go nie mają. Trener Stawowy trochę go dostał, bo mógł wprowadzać swoje pomysły, a my mieliśmy czas, by przyswoić tę wiedzę. To dopiero początek, a sam szkoleniowiec powtarza, że jeszcze wiele chce nas nauczyć i nam zaproponować. To był taki okres przejściowy po zmianie trenera w trakcie poprzedniego sezonu i teraz już wiemy, co robić na boisku.

Kiedy Stawowy prowadził na przykład Cracovię, zarzucano mu, że zespół częściej jest przy piłce niż rywal, ale nic z tego nie wynika, a drużyna i tak częściej przegrywa.

Staramy się przejąć inicjatywę i dominować na boisku, grać w piłkę, a nie ją kopać. Trener mówi nam, że mamy podejmować ryzyko. Łatwiej jest to robić z piłką przy nodze niż bez niej. Nie jest tak, że mamy odbijać ją do siebie, taka sztuka dla sztuki. Chodzi o to, by dążyć do strzelania goli.

Kolejny atut ŁKS to kadra, która niewiele się zmieniła w porównaniu z poprzednim sezonem.

Rzeczywiście nie było rewolucji w składzie, choć kilku piłkarzy odeszło, a kilku przyszło. Trzon zespołu został jednak utrzymany. Do naszego stylu potrzebna jest stabilizacja składu. Dobrze, że zawodnicy, którzy się już znają od dłuższego czasu ze sobą trenują i grają mecze. Gdyby budowano zespół od nowa, byłyby problemy, by szybko przyswoić to, co chcemy pokazywać na boisku. A tak wiemy, co kto potrafi i czego można się spodziewać po koledze z drużyny.



Przed sezonem pojawiły się informacje, że zmieni pan klub. To miało związek z tym, że w końcówce sezonu był pan rezerwowym?

W każdej plotce jest ziarno prawdy. Nigdy nie chciałem być tylko rezerwowym. Nie podoba mi się siedzenie na ławce i nie zadowala rola zmiennika. Zawsze starałem się walczyć o podstawową jedenastkę. Zostałem jednak w ŁKS i chcę pomóc w walce o ekstraklasę.

Ten sezon też rozpoczął pan na ławce, ale w końcu trener Stawowy dał panu szansę. Zastąpił pan Samu Corrala i w czterech meczach zdobył cztery gole.

Trener jest zwolennikiem taktyki z jednym klasycznym napastnikiem. Ja dobrze czuję się też, kiedy w ataku jest dwóch zawodników. Musiałem się z tym pogodzić, ale jednocześnie walczyć o podstawowy skład. W końcu się to udało, ale tylko jak będę strzelał gole, to się w nim utrzymam.

Kiedy w sezonie 2018/2019 ŁKS wywalczył awans do ekstraklasy, po ośmiu kolejkach miał tylko 10 punktów. Teraz ma ich już 22, a to ogromny kapitał, by osiągnąć ten cel.

Dopóki nie przypieczętujemy awansu, w piłce nie można być niczego pewnym. Oczywiście trudno nie zauważyć, że świetnie weszliśmy w sezon. Wciąż mamy jednak sporo do poprawy i mamy co doskonalić. Jeśli będziemy dalej tak punktować, margines błędu będzie coraz mniejszy. Na razie zwyciężyliśmy w kilku bitwach, ale wojny jeszcze nie wygraliśmy. Cieszy skuteczność i mała liczba straconych goli. Mogło być ich mniej, ale zawodnikom Sandecji i Resovii wyszły strzały „stadiony świata”.

Teraz ŁKS jest lepszą drużyną niż był w ekstraklasie?

To tylko gdybanie. Na pewno jesteśmy mocniejsi mentalnie, ale to naturalne skoro wygraliśmy siedem meczów z rzędu, a w ostatniej kolejce zremisowaliśmy z Arką w Gdyni, która jest jednym z naszych rywali w walce o awans. Czas pokaże, ale wygląda na to, że jesteśmy mocniejsi niż w końcówce ekstraklasy. Ciężko pracujemy na treningach, a plony chcemy zebrać na koniec sezonu.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności