Aktualności

[WYWIAD] Łukasz Grzeszczyk: Wywalczyć upragniony awans do ekstraklasy

Rozgrywki05.03.2020 
Łukasz Grzeszczyk to obecnie piłkarz z najdłuższym stażem w pierwszej lidze. Gra w niej już od sezonu 2007/2008. – Wtedy w Zniczu Pruszków mieliśmy ekstraklasę na wyciągnięcie ręki, ale w ostatniej kolejce przegraliśmy awans – wspomina kapitan GKS Tychy. – Moją ambicją jest w końcu wrócić na najwyższy poziom. W tym sezonie można awansować do ekstraklasy nawet z szóstego miejsca, więc szkoda nie skorzystać z takiej okazji – dodaje.

Który piłkarz od 2007 roku rozegrał najwięcej meczów w pierwszej lidze?

Nie mam pojęcia.

Łukasz Grzeszczyk – 275. Z aktywnych piłkarzy Emil Drozdowicz ma 269, a Paweł Zawistowski 245.

Rzeczywiście, może tak być. Nie liczę tych występów, ale wiem, że jest ich bardzo dużo. Z małymi przerwami rozgrywam chyba 12 sezon w pierwszej lidze. Do tego raczej rzadko opuszczam mecze. Najczęściej przez kartki lub urazy, ale nigdy nie miałem poważniejszej kontuzji, która wykluczyłaby mnie na przykład na pół roku. Nie mam, odpukać, większych problemów ze zdrowiem.

A kto miał w tym czasie najwięcej asyst?

Tu chyba nie mam konkurencji. Domyślam się, że to mogę być ja, choć nie chciałbym się chwalić.

Jeden z portali wylicza, że miał ich pan 44.

Na pewno było ich więcej, bo różnie te asysty są liczone. Jestem za jak najszerszym ich zaliczaniem. Jak jest gol samobójczy, to często ktoś do niego doprowadza. Jak pada gol po dobitce, to najpierw ktoś musiał oddać strzał. Dla mnie asysta należy się też temu, kto był faulowany w polu karnym czy przy rzucie wolnym.

A jak ten sam piłkarz był faulowany i wykorzystał jedenastkę?

To też. Ma wtedy podwójną korzyść. Kilka razy mi się coś takiego zdarzyło.

Co się stało, że utkwił pan na tyle sezonów w pierwszej lidze? Kilka razy otarł się pan o ekstraklasę w Wiśle Płock, Widzewie czy PGE GKS Bełchatów.

Ale nigdy nie dostałem szansy na swojej pozycji. Grałem jako zawodnik nr 6 czy nr 8, a ja jestem ofensywnym pomocnikiem i nie za bardzo umiem bronić. Typowym numerem 10. Na tej pozycji niemal wyłącznie grałem właśnie w pierwszej lidze. Jeśli nawet w Sandecji byłem skrzydłowym, to takim fałszywym i cały czas schodziłem do środka.
Przez ten czas występów w pierwszej lidze nie było ofert z ekstraklasy?

Były, ale kluby nie potrafiły się dogadać. Zwykle oferta przychodziła, kiedy miałem rok lub więcej kontraktu i GKS Tychy chciał za mnie nierealne pieniądze. A w umowie nie miałem wpisanej kwoty odstępnego i to zwykle kończyło rozmowy. Nawet niedawno po awansie do ekstraklasy propozycję złożyło Zagłębie Sosnowiec, ale nic z tego nie wyszło.

Jak w tym czasie zmieniła się pierwsza liga?

Poziom sportowy jest dużo lepszy i nie tylko. Kiedy w wieku 19 lat zaczynałem grać w Zniczu Pruszków, to naprawdę nie było się czym chwalić. Pamiętam jak jechało się na przykład do Stalowej Woli, to obiekt był fatalny. Słyszałem, że właśnie Stal ma nowy stadion. Choć pokazywano mecze w telewizji, to jakość transmisji nie było najlepsza. Teraz oprawa medialna jest na dużo wyższym poziomie. Powstało też sporo nowych obiektów, a do ligi przyjeżdża coraz więcej dobrych piłkarzy.



Pan też trafił do GKS Tychy już na nowy stadion?

Jak przychodziłem, to prace budowlane były na ukończeniu. Przez pół sezonu jeszcze graliśmy w Jaworznie. Miał być nowy stadion, klub przedstawił duży projekt z planami awansu do ekstraklasy, a trenerem został Tomasz Hajto.

A zamiast tego GKS spadł do drugiej ligi. Duży szok?

Na pewno. Może drużyna była za słaba... Jak przechodziłem do GKS, to byłem święcie przekonany, że będziemy walczyli o ekstraklasę. Stało się inaczej, ale na szczęście po roku wróciliśmy do pierwszej ligi. Od tego momentu jest w miarę progres. Najpierw się utrzymaliśmy, potem było czwarte miejsce, siódme, a teraz jesteśmy na szóstym.

To już pana piąty sezon w GKS. Bardzo dobrze się pan zadomowił w tym klubie.

Najpierw podpisałem kontrakt na 2,5 roku, potem na trzy lata i jeszcze przedłużyłem o kolejny rok. Nie miałem powodów, by zmieniać GKS na inny zespół w pierwszej lidze. W tym klubie mam wszystko, czego potrzeba: nowy stadion, ośrodek treningowy, wypłatę na czas. Wszystko jest poukładane. A zdarzało się, że jednym klubie czekaliśmy trzy miesiące na pieniądze i jeszcze dostawaliśmy je w kopercie. Nie było sensu cokolwiek zmieniać.

Co sezon GKS ma awansować do ekstraklasy, ale nic z tego nie wychodzi.

To jest sport. Wiele klubów może zakładać walkę o awans, ale miejsca do tej pory były tylko dwa. W tym sezonie można wejść do ekstraklasy nawet z szóstej pozycji. Szkoda byłoby z tego nie skorzystać. Teraz zespoły do 12. czy 13. pozycji wciąż mogą walczyć o prawo gry w barażach. Dwa miejsca, które dają bezpośredni awans, rozstrzygną między sobą Warta Poznań, Podbeskidzie Bielsko-Biała i Stal Mielec.

Jesienią GKS grał w kratkę. W przerwie zimowej kadra niewiele się zmieniła. Na co stać pański zespół?

Moją ambicją jest wywalczyć upragniony awans do ekstraklasy. W tym roku kończę 33 lata, ale wiek nie jest ważny, tylko umiejętności na boisku. Jesień rzeczywiście była słodko-gorzka. Straciliśmy kilka punktów nie zawsze z naszej winy. Kilka razy na naszą niekorzyść pomylili się sędziowie, a przy wyrównanym poziomie zespołów takie detale mają znaczenie. Zimą doszło tylko dwóch zawodników, a trzon zespołu się nie zmienił. Mam nadzieję, że to będzie naszym atutem. Chciałbym, by sezon tym razem trwał dla nas dłużej i dane będzie zagrać dwa mecze w barażach.

Z tych dwunastu sezonów w pierwszej lidze, który wspomina pan najbardziej?

W większości rozgrywek miałem podobną liczbę asyst i goli. Sportowo najlepiej pamiętam sezon 2007/2008 w Zniczu Pruszków. Awans do ekstraklasy mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Przed ostatnią kolejką byliśmy na drugim miejscu, ale przegraliśmy i nie awansowaliśmy. To był zespół, w którym grali między innymi Robert Lewandowski, Igor Lewczuk czy Paweł Zawistowski. Po Robercie było widać, że ma talent do strzelania goli. Zaraz odszedł do Lecha i tam to potwierdził. A potem wszyscy wiemy, jak wspaniale toczy się jego kariera. Statystycznie dla mnie najlepszy był poprzedni sezon. Pierwszy raz udało mi się osiągnąć barierę 10 goli i 10 asyst.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności