Aktualności

[WYWIAD] Krzysztof Dębek: Chcę pokazać, że trenerzy z Legii sobie radzą

Rozgrywki06.05.2020 
Można powiedzieć, że w pewien sposób skorzystał na fakcie, że w Sosnowcu nie dogadano się finansowo z dotychczasowym trenerem, Dariuszem Dudkiem. Jest to jednak tylko odrobina prawdy. Władze Zagłębia przyznają, że drogę zawodową trenera Krzysztofa Dębka śledzą od kilku lat. Teraz przyszedł jego czas. – Chcę się zadomowić w Sosnowcu i dać coś od siebie tej ekipie – mówi enigmatycznie 41-letni trener, do tej pory głównie związany z młodzieżą Legii Warszawa.

Jak pierwsze dni w Sosnowcu? Można się już skupić na piłce?

Tak, rozkręcamy się powoli. Zgodnie z rozporządzeniami trenujemy w małych grupkach, jako trenerzy zmieniamy się przy zawodnikach. W pierwszym dniu zajęć przywitało mnie słońce, to chyba dobry znak. Przez pierwszych kilka dni rozmawiałem indywidualnie z zawodnikami. W samym Sosnowcu czuję się dobrze, aklimatyzuję się. Skupiam się tylko na pracy, o żadnych pobocznych rzeczach nie muszę myśleć.

Wchodzi pan w buty trenerów Dariusza Banasika i Jacka Magiery, którzy przecierali szlaki z Legii do Zagłębia Sosnowiec. Jest to duże obciążenie?

Na pewno wiążą się z tym duże wymagania, jest to największe moje wyzwanie. Ale 20 lat pracuje na to, gdzie dzisiaj jestem. Jestem przygotowany do tej pracy, nie tylko poprzez kwalifikacje, które zdobywam, ale też doświadczeniem. Zarówno Darek Banasik, jak i trener Jacek Magiera w Sosnowcu właściwie zaczynali swoją przygodę i chyba dobrze wspominają pobyt w tym mieście. Chcę nawiązać do tych dobrych dni, kiedy obaj tutaj pracowali, ale kierować się będę swoimi zasadami.

Trenował pan wcześniej głównie młodzież i rezerwy Legii. Gdy spojrzy się na ten skład, to właściwie jest pan jednym z ostatnich przedstawicieli tej kadry, który wypłynął na szczebel centralny.

Można tak powiedzieć... Pracowałem z fantastycznymi chłopakami, niektórych spotykam chociażby teraz w Sosnowcu, jak Tomasz Nawotka czy Filip Karbowy. Tworzyliśmy super grupę, każdy z nich ma swój czas, zawodnicy ci już wcześniej byli w przedsionku piłki seniorskiej, w wieku 18-20 lat doczekali się angażu. Trener też musi poczekać na swój czas, nabyć umiejętności. Nie wszystko to idzie równolegle. Najważniejsze, że moja dobra praca w rocznikach od 1991 do 2001 została dostrzeżona i nagrodzona. Wartości można dalej przekazywać, teraz codzienna praca jest najważniejsza, ta w której czuję się najlepiej.

Jako jedyny trener prowadził pan drużynę klubową w fazie grupowej młodzieżowej Ligi Mistrzów. Rozmawiałem z kilkoma chłopakami z młodej drużyny Legii, podkreślali, że te mecze przede wszystkim dały im więcej pewności siebie. Co trener zyskał?

Niesamowite doświadczenie. Zagraliśmy sześć meczów. To były inne spotkania niż te, które do tej pory graliśmy. Byliśmy w trzeciej lidze, na mecze ligowe schodzili do nas wówczas najczęściej Mateusz Wieteska, Michał Kopczyński i Stojan Vranjes, ale te spotkania trzecioligowe były na niższym poziomie i większym luzie niż batalie europejskie. Przygotowanie, zaangażowanie, rozpracowanie przeciwnika, te emocje – to wszystko pozwalało dołożyć parę procent do umiejętności. Nie znaczy to, że w meczach trzeciej ligi nie pracowaliśmy, czy nie analizowaliśmy rywali. Powtarzalność w graniu, dobre przygotowanie taktyczne, jak zneutralizować, atakować, bronić – to wszystko działo się później w spotkaniu. Jak analiza przekładała się na występ, to wszyscy byli wniebowzięci. Jak wygraliśmy mecz ze Sportingiem to było super uczucie. Spełnienie oczekiwań, że da się radę. Zdobyliśmy pięć punktów, nie wyszliśmy z grupy, ale dla chłopaków różnica była niewielka. My dzięki pierwszej drużynie okazję takiej rywalizacji mieliśmy raz, rywale co roku. Jeżeli nasz potencjał byłby wykorzystywany systematycznie w takich spotkaniach, to byłby to zupełnie inny bodziec. A tak, zakończyło się na pojedynczym występie i dalej nic nie możemy zrobić...

Jaki cel trener sobie stawia w Sosnowcu?

Chcemy zwyciężać. To główny wyznacznik mojej pracy, ale chcemy również cieszyć oko kibica. Wynik i dobra gra przewija się w sferze wielu naszych rozmów i wierzę, że w rozwoju naszego futbolu posiadanie stylu i wygrywanie to jest pewnego rodzaju spełnienie. Czy tutaj, czy gdzieś indziej. Czy jest to do połączenia? Zobaczę, czasem trzeba dostosować plany do wykonawców. Wiele zależy od współpracy na boisku, jak również poza nim. Na pewno chciałbym, by mój zespół na boisku miał decydujący wpływ na swoją grę, od nas ma najwięcej zależeć. Muszę stanąć na wysokości zadania, a moje cele osobiste, jako trenera to rozwój tej drużyny, ale i klubu.

Prezes Zagłębia Marcin Jaroszewski mówi o dwóch latach, w których klub z Sosnowca ma mierzyć w powrót do elity. Co pan na to?

Rozmawiamy z prezesem o wielu sprawach, podejmuję się każdego dużego wyzwania. Jest jeszcze do sprecyzowania wiele spraw, ale wiem, że w tym klubie, który jeszcze wczoraj był w ekstraklasie, a dzisiaj ma kolejne cele, nikt nie będzie patrzył na półśrodki. Zdaję sobie z tego sprawę. Walczymy o najwyższe cele. Dla mnie każde kolejne zwycięstwo jest najważniejsze, chcę rozgrywać przy tym dobre mecze, a to pomoże w osiągnięciu celu, o którym mówił prezes.

Prezes Jaroszewski przyznaje również, że obserwował trenera już od dłuższego czasu. To chyba duży plus, że trafia pan do klubu, którego włodarze wiedzą kim pan jest i jak pan pracuje. Plus z jednej strony, ale też i odpowiedzialność, by zaufania nie zawieść?

Sprostanie zadaniu to zawsze duże wyzwanie. Jak widać śledzenie karier różnych trenerów, ich losów w różnych etapach kariery, odbija się echem w środowisku piłkarskim. Najważniejsze dla mnie, by zadomowić się na dłużej, sprostać zadaniu, by moja praca trenera nie polegała na podróżowaniu po różnych częściach kraju. Zadomowić się i coś od siebie dać. Tak, jak zaufanie w Legii dało efekty w pracy z młodzieżą, tak wiem, że zaufanie tutaj pomoże, bym pracował jak najdłużej i najlepiej. 

Czuje pan, że wielkie nadzieje w Sosnowcu wiązane są z osobą trenera?

Z każdym trenerem, który przychodzi do klubu wiązane są oczekiwania, pojawia się wtedy nadzieja na lepsze jutro. Nie nakładajmy sobie jednak wielkiej presji, nie dajmy się zwariować. Doceniam moich poprzedników, chociażby tych, którzy przeszli drogę z Legii do Zagłębia, chciałbym być kolejnym potwierdzeniem, że trenerzy z „legijnej szkoły” sobie radzą. Wtedy będę zadowolony.

Ostatnio trener pracował w Victorii Sulejówek. Spadek z tym klubem do czwartej ligi to duża nauka?

Nie ma co się cieszyć z takich sytuacji, zostało to już za nami, ale to na pewno trudna sytuacja. Tak, jak mówię, że Legia mi najwięcej dała, to Victoria Sulejówek również mnie wiele nauczyła. Fantastyczny zespół i chłopaki w drużynie, ekipa zarządzająca klubem mocno mnie wspierała. Czasem jest tak, że gdyby nie traumatyczne przeżycia, to nie mielibyśmy wielu przemyśleń, wniosków. Tak to również traktuje. Chociaż może trauma to złe słowo, wielu ludzi, zwłaszcza dzisiaj, mogłoby się obruszyć na takie definiowanie. Na pewno spadek nie jest powodem do radości, ale mogłem kontynuować pracę, wierzono we mnie, zespół się trochę odrodził. Nie wszystko jednak też spoczywa na trenerze, mimo że w końcowym rozrachunku to szkoleniowiec bierze zawsze odpowiedzialność za wynik. Gdybyśmy trenerów oceniali tylko na podstawie dobrych i złych wyników, wielu by musiało z tego zawodu zostać wyrzuconych i nie miałby kto pracować. Jest to jednak lekcja dla mnie.

Wejścia do zajęć z drużyną Zagłębia nie miał trener najlepszego. Kontuzji doznał Michał Góral.

Tak, uszkodził więzadła w kolanie. Byłem blisko całego zdarzenia na treningu, nie tylko widziałem to, ale też słyszałem trzask. Myślałem początkowo, że to ta sama noga, bo Michał niedawno wrócił do zdrowia po zerwaniu więzadeł, ale okazuje się, że to druga... Współczujemy Michałowi, ciężko cokolwiek mądrego powiedzieć. Jak widać przypadki Michała Efira czy Arka Milika, którzy po jednym zerwaniu łapali drugie, mają ciąg dalszy...

Nie wiązałbym jednak całej sprawy z powrotem do zajęć po kwarantannie. Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Rozmawiałem z Michałem w pierwszych moich dniach w Sosnowcu, czuł się bardzo dobrze, zresztą w przerwie przechodził testy motoryczne, wyniki miał bardzo dobre. Cały okres przygotowawczy również trenował, był na obozie z drużyną. Na feralnym treningu było właściwie jedynie rozbieganie i mały ruch. Miał już dużo większe wysiłki. W takich kontuzjach w okresie przerwy ważna jest również praca nad zdrową nogą, tak by jej nie zaniedbać. Ale w tym przypadku, z tego co słyszę w klubie, robiono wszystko jak należy.

Piotr Polczak, Tomasz Hołota, Patryk Małecki, Szymon Pawłowski... W szatni trener będzie musiał „zarządzać” nie tylko młodymi chłopakami, ale również doświadczonymi zawodnikami, którzy mają swoje ambicje i również swoje ego.

To na pewno nowe doświadczenie, ale to bardzo sympatyczni ludzie. A wie pan co w tym jest najlepsze.

Tak?

Że jestem do tego przygotowany

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności