Aktualności

[WYWIAD] Konrad Domoń: Resovia zawsze będzie dla mnie numerem 1

Rozgrywki04.08.2020 
34–letni Konrad Domoń w Resovii gra od siódmego roku życia – od trampkarza, przez juniora do zespołu seniorów. Awansował z nią do trzeciej, drugiej i pierwszej ligi. – Wychowałem się na osiedlu blisko Resovii. Tu mnie rodzice zaprowadzili na trening. Drużyna wróciła na zaplecze ekstraklasy po 26 latach i miałem w tym swój udział – cieszy się 34–letni pomocnik.

Jest pan w drużynie seniorów Resovii od 2004 roku. W tym czasie przeżył pan cztery awanse i jeden spadek. Który był najważniejszy?

Nie ma co porównywać. Awans Resovii po 26 latach na zaplecze ekstraklasy to spełnienie marzeń dla mnie, klubu i dla kibiców. Na dodatek udało się tego dokonać po derbach Rzeszowa ze Stalą, więc smakuje naprawdę świetnie. Każdy awans oczywiście cieszy, ale ten podwójnie. Mecz ze Stalą nie był porywający, ale tak zwykle wyglądają derby. Jest mnóstwo walki, a stuprocentowych sytuacji jak na lekarstwo. I tak właśnie było. Choć udało nam się zdominować przeciwnika, to zabrakło najważniejszego, czyli strzelenia gola. To, że graliśmy o awans ze Stalą pokazuje też, że piłka w Rzeszowie odrodziła się już na dobre i idzie w dobrym kierunku.

Ten awans też pewnie smakował tak dobrze, że wiosna w waszym wykonaniu była bardzo gorzka. Wygraliście tylko dwa spotkania z czternastu, ale i tak udało się znaleźć na miejscach barażowych.

Wyniki wiosną rzeczywiście nie były optymistyczne. Jeśli jednak ktoś nas oglądał, to widział, że bardzo niewiele nam brakowało, by zamiast siedmiu remisów, było więcej zwycięstw. Nie graliśmy tak źle, ale wciąż brakowało skuteczności. Zacięliśmy się, ale nie znaliśmy przyczyny. Gdybyśmy wiedzieli co nie funkcjonuje, na pewno byśmy wprowadzili zmiany. Mimo tych złych wyników, cały czas byliśmy na miejscach barażowych i mogliśmy bić się o awans. Przyszedł mecz z Widzewem. Gdybyśmy go nie wygrali, wypadlibyśmy z czołowej szóstki. Presja była ogromna, ale nas nie trzeba było dodatkowo motywować. Zwyciężyliśmy i to dodało nam skrzydeł.

W barażach przysporzyliście kibicom mnóstwo emocji – najpierw z Bytovią, a potem ze Stalą Rzeszów wygraliście dopiero po rzutach karnych. W pierwszym spotkaniu było aż osiem serii jedenastek, a w drugim siedem.

Rzeczywiście trzymaliśmy wszystkich w napięciu do ostatnich chwil. Z Bytovią sami sobie narobiliśmy problemów. Prowadziliśmy, graliśmy w przewadze jednego zawodnika, a mimo to rywal wyrównał. Wiosną zwykle gole traciliśmy ze stałych fragmentów i tak też było właśnie z Bytovią. Na szczęście Marceli Zapytowski ma nosa do bronienia rzutów karnych. Kiedy było jasne, że zagramy w barażach, trenowaliśmy strzały z jedenastu metrów. O awansie decydowało tylko jedno spotkanie, więc trzeba było się na to przygotować. Z Bytovią nie byłem wyznaczony do rzutów karnych, bo to spotkanie kosztowało mnie sporo sił i nie czułem się na siłach. Ze Stalą byłem następny w kolei, ale nasz bramkarz obronił.

Dla pana, który w klubie jest ponad 25 lat to musiał być ważny moment.

Jestem wychowankiem Resovii, mieszkałem na osiedlu, które jest blisko tego klubu. Zawsze kibicowałem i będę kibicował tej drużynie. W wieku chyba siedmiu lat rodzice zaprowadzili mnie na pierwszy trening. Wcześniej moi bracia kopali piłkę w Resovii. Przeszedłem wszystkie szczeble od trampkarza przez juniora po debiut w pierwszej drużynie w 2004 roku. Dlatego ten awans jest rzeczywiście dla mnie bardzo ważny. Drużyna wróciła na zaplecze ekstraklasy po 26 latach i miałem w tym udział.



W trakcie pańskiej kariery w Resovii cztery razy awansowaliście, a raz spadliście.

W 2013 roku zostaliśmy karnie zdegradowani. W lidze spokojnie się utrzymaliśmy i byliśmy w czołówce tabeli. Ze względu na kłopoty finansowe nie dostaliśmy jednak licencji. Pierwszy awans w 2007 roku to był z czwartej do trzeciej ligi. W Resovii wtedy było biednie i nikt na nas nie stawiał, ale jednak udało nam się wyprzedzić znacznie bogatsze kluby. Dwa lata później awans do drugiej ligi też był trochę wbrew sytuacji finansowej, bo wtedy w Resovii pod tym względem nie było kolorowo. To zresztą potem potwierdził wspomniany spadek. Teraz jest dużo lepiej. W 2018 roku awansowaliśmy do drugiej ligi, trochę jej posmakowaliśmy i zaatakowaliśmy pierwszą. Skutecznie.

Niewiele brakowało, by w 2014 roku skończyła się pana przygoda z Resovią. Był pan bliski odejścia z klubu.

Kilka razy wtedy rozmawiałem z prezesami klubu i nie mogliśmy się dogadać. Byłem przygotowany, że muszę szukać innego klubu. Po namowach starszych kibiców i byłych działaczy jeszcze raz spróbowaliśmy znaleźć kompromis. Dla mnie Resovia zawsze będzie na pierwszym miejscu i pewnie dlatego się udało.

Przez ten czas nie miał pan ofert z innych klubów?

Kiedy wchodziłem do drużyny w wieku 17–18 lat, to była czwarta liga. Podkarpacie było wtedy piłkarskim zaściankiem. Miałem wtedy propozycje testów z GKS Bełchatów i Lecha Poznań. Nie spróbowałem i teraz trochę żałuję, ale nie narzekam. Potem miałem trochę problemów zdrowotnych – zerwane więzadła w kolanie, operację stawu skokowego, a Resovia grała tylko w trzeciej lidze, więc trudno było o jakąś dobrą ofertę. Kiedy założyłem rodzinę, już mi się nie uśmiechało wyjeżdżać i szukać innych klubów. Tu mam wszystko na miejscu, jestem z Rzeszowa i tu chcę zostać. Od kilku lat zajmuje się też szkoleniem dzieci, więc dalekie podróż nie wchodzą w grę.

Jeśli dobrze udało mi się policzyć rozegrał pan w Resovii około 370 spotkań ligowych. Któreś zapadło szczególnie w pamięci?

Nie wracam za bardzo do historii, ale pamiętam mecz z poprzedniego sezonu z Ruchem Chorzów. Dzięki mojej bramce udało nam się pokonać tak uznaną firmę. Rzadko strzelam gole, więc może dlatego te spotkania, w których trafiłem do siatki mam w pamięci. A z ostatnich czasów najbardziej bolała mnie porażka 0:5 z Radomiakiem też w sezonie 2018/2019.



Resovia poinformowała właśnie, że przedłużyła umowy z 16 zawodnikami. To oznacza, że większość piłkarzy, którzy wywalczyli awans dostanie szansę w pierwszej lidze.

To bardzo dobry ruch ze strony klubu. Tym bardziej że jest mało czasu, by robić rewolucję w składzie. Zostały niecałe cztery tygodnie do nowego sezonu. Drużyna jest dość dobrze zgrana, więc to powinno być naszym atutem. Jakieś roszady na pewno będą, bo kilku zawodników odchodzi i trzeba ich zastąpić.

O co będzie grała Resovia i gdzie, bo stadion przy ul. Wyspiańskiego nie spełnia wymogów pierwszej ligi?

Marzeniem byłoby bicie się o awans do ekstraklasy, ale na razie nacieszmy się wejściem na jej zaplecze. Musimy się zadomowić w pierwszej lidze, a może nadejdzie czas walki o coś więcej. Rzeczywiście będzie trudno dostać pozwolenie, by grać na obiekcie Resovii. Działacze muszą stanąć na wysokości zadania, a może uda się jakoś dogadać z PZPN. Jeśli nie, to mamy jeszcze w Rzeszowie stadion miejski, z którego korzysta na co dzień Stal. Rok temu też rozegraliśmy na nim kilka spotkań, więc jest to jakieś wyjście. Na pewno lepsze niż Stalowa Wola, bo choć jest tam nowy obiekt, to jednak pierwsza liga powinna być w Rzeszowie.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności