Aktualności

[WYWIAD] Kazimierz Moskal: Nie będę mydlić oczu – walczymy o ekstraklasę!

Rozgrywki15.03.2019 
Po dwóch wiosennych kolejkach ŁKS Łódź został wiceliderem pierwszej ligi, a zespół trenera Kazimierza Moskala może pochwalić się passą 15 spotkań bez porażki. – Oczekiwania rosną, zostało jeszcze 11 spotkań i każde będzie dla nas wyzwaniem – podkreśla 52-letni szkoleniowiec.

15 meczów bez porażki ŁKS – to robi wrażenie. W czym tkwi pana pomysł na sukces?
Fajnie, że to tak długo trwa, ale to już przeszłość, jest za nami. Musimy patrzeć do przodu, a nie cieszyć się z tego, co już było. Jakby był ktoś taki mądry i wiedział, jak taką passę osiągnąć, to każdy klub chciałby go wysłuchać lub zatrudnić. Nie ma recepty na taką serię. Jedyne, co mogę zdradzić, to ciężka praca, dobrze dobrani zawodnicy, którzy na dodatek są głodni sukcesu. Współpraca z zespołem układa się naprawdę świetnie. A dobre wyniki potwierdzają, że idziemy właściwą drogą i motywują piłkarzy do wkładania maksimum wysiłku i zaangażowania zarówno na treningach, jak i podczas meczów.

Taka passa tylko motywuje czy czasem jednak przeszkadza?
Z jednej strony wpływa bardzo korzystnie na zespół, wzmacnia pewność siebie i gdy wychodzą na kolejne spotkanie, mają duże poczucie wartości. Kij ma jednak także drugi koniec. Ta seria dała nam na razie drugie miejsce premiowane awansem do ekstraklasy, ale sprawia też, że rosną oczekiwania wobec mojej drużyny, w tym także presja.

Jak na beniaminka bardzo śmiało poczynacie sobie w pierwszej lidze.
Na początku sezonu rozmawialiśmy o celach i stwierdziliśmy, że najpierw musimy poznać tę ligę, zobaczyć „z czym się ją je”. Chciałem się zorientować, czy jesteśmy w stanie rywalizować z innymi zespołami, bo przecież my od sezonu 2016/17 co roku awansowaliśmy. Jeszcze dwa lata temu byliśmy na czwartym poziomie rozgrywkowym, a teraz jesteśmy na zapleczu ekstraklasy. Nastawienie zespołu było zupełnie inne niż jest teraz. Zespół okrzepł w pierwszej lidze, piłkarze zyskali pewność siebie, co widać po wynikach.



Nie miał pan obaw, że po udanej rundzie jesiennej, wiosną już nikt nie będzie podchodził do ŁKS jako do beniaminka?
Rzeczywiście, przygotowywaliśmy się na to i zależało mi, by nastawić zespół optymalnie na początek wiosny. Wiedziałem, że będzie nam trudniej, tym bardziej że po jesieni wykrystalizowała się grupa drużyn walczących o awans i każdy rywal będzie się na nas mocno sprężał. To jednak, że jesteśmy mocni, widać było już w połowie rundy jesiennej. Zostało 11 spotkań i każde będzie dla ŁKS wyzwaniem.

Do tej pory pana drużyny zawsze grały ofensywnie, ale traciły sporo goli. Ze statystyk wynika, że średnio ponad 1,10 na mecz. W ŁKS to spadło do 0,8. Pan też się rozwinął jako szkoleniowiec?
Każdy sezon na stanowisku trenera sprawia, że nabieram doświadczenia. Mam świadomość tego, że się rozwijam i wyciągam wnioski. Nie jest już tak, że chce wszystko robić tak samo, jak robiłem w poprzednich klubach. Nadal zamierzam oczywiście grać ofensywnie, bo to cieszy oko nie tylko trenera, ale także kibica. Zadbaliśmy też o defensywę, czego efektem jest całkiem spora liczba meczów bez straconej bramki [jedenaście – przyp. red.]. To też, oprócz zwycięstw, pozwala nabrać pewności siebie. Statystyki zawsze można dobrać pod tezę, a mała liczba straconych goli to bardziej złożona sprawa. Zależy jak zespół jest poukładany, gdzie ma najmocniejsze strony, jak są wykorzystywani zawodnicy. Czasem statystyka jest zwodnicza, bo traci się zupełnie przypadkowo bramki lub wynik jest zwycięski, ale padło sporo goli z obu stron, a tego liczby nie pokazują. Zgadzam się jednak, że tak jak nie można obojętnie przejść koło serii mojego zespołu, tak nie można nie zauważyć, że jesteśmy też skuteczni w defensywie.



W poprzednich klubach nie miał pan takich serii…
Na pewno tego mi brakowało. Tu, w Łodzi, jest dobry klimat do piłki, poukładany klub, wyznaczona wizja zespołu. Mam piłkarzy, którzy chcą grać w piłkę i nie boją się brać odpowiedzialności na siebie. Nie mamy tylko jednego lub dwóch liderów, którzy za to odpowiadają, ale w zasadzie każdego zawodnika, od bramkarza po napastników stać, by brać na siebie ciężar gry. Nie mam też zbyt dużego bólu głowy, gdy wypadnie ze składu jeden lub dwóch zawodników. Są na ich miejsce wartościowi zmiennicy.

Po pięciu latach Łódź znów będzie miała ekstraklasę?
Już powiedziałem, że walczymy o awans. Po rundzie jesiennej byliśmy na czwartej pozycji z punktem straty do miejsca premiowanego ekstraklasą. Teraz po dwóch kolejkach wiosennych jesteśmy na drugim miejscu. Trudno byłoby mówić, że się nie napalamy na ekstraklasę i poczekamy jeszcze sezon. Staram się być szczery z zespołem. Gdyby był tuż nad strefą spadkową, to nie powiedziałbym przecież, że wciąż możemy awansować. Nie chcę więc też mydlić oczu, że skoro teraz jesteśmy wiceliderem, to będziemy zadowoleni z piątego miejsca. Trzeba mieć ambitne cele i walczyć o awans. To duże wyzwanie.



W czołówce są cztery drużyny, ale Raków Częstochowa wydaje się być poza zasięgiem. Zostaje jedno miejsce i trzy drużyny.
Nie należy nikogo za szybko skreślać, ale rzeczywiście na to wygląda, że pomiędzy tymi zespołami rozstrzygnie się, kto wejdzie do ekstraklasy. 11 punktów przewagi Rakowa to bardzo dużo. To, co do tej pory pokazał na boisku, rzeczywiście pozwala stwierdzić, że może być poza zasięgiem. Tyle tylko, że w piłce nożnej dwie porażki wystarczą, by sytuacja przestała być komfortowa.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności