Aktualności

[WYWIAD] Kamil Zapolnik: W Miedzi wreszcie gram na swojej pozycji

Rozgrywki18.09.2020 

Kamil Zapolnik z ekstraklasy trafił do FORTUNA 1. Ligi. Sezon w Miedzi Legnica rozpoczął udanie, bo świetnie wywiązuje się z roli napastnika. – Mam nadzieję, że jeszcze wrócę do ekstraklasy. Na razie jestem zadowolony, bo gram na pozycji, na której mogę dać najwięcej drużynie – uważa 26-letni zawodnik.

Cztery mecze, trzy gola i asysta. Posłużyło panu odejście do Miedzi Legnica?

Przede wszystkim dużo mi dał powrót na moją ulubioną pozycję. W Miedzi w końcu gram jako wysunięty napastnik. Na pozycji nr 9 mogę dać drużynie najwięcej. Wydaje mi się, że dość szybko wkomponowałem się w zespół. Koledzy dobrze rozumieją styl w jakim gram i się do niego dostosowali.

W Górniku Zabrze trudno było panu rywalizować z Igorem Angulo i stąd przesunięcie na skrzydło?

Z decyzjami trenera się nie dyskutuje, tylko stara się dostosować. Skoro Marcin Brosz widział mnie na boku pomocy, to próbowałem robić to najlepiej jak umiałem. Poza tym dopiero trafiłem do ekstraklasy i każdy mecz, każda minuta na boisku była dla mnie bardzo cenna. Oczywiście pozycja Angulo była niepodważalna, choć na początku w Górniku graliśmy na dwóch napastników. Potem trener zmienił taktykę, trafiłem na skrzydło i w pierwszym meczu wywalczyłem rzut karny, na mnie była czerwona kartka. Na dodatek po kontuzji wrócił kolejny napastnik Łukasz Wolsztyński i już zostałem na boku pomocy. Najlepiej jednak czuję się w ataku i nie jest to tylko moja opinia.

Z ekstraklasy trafił pan jednak do pierwszej ligi. W końcówce poprzedniego sezonu w Górniku właściwie pan nie grał.

Przed podziałem na grupą spadkową i mistrzowską trener wziął mnie na rozmowę. Wiedział, że kończy mi się kontrakt i powiedział, że zmienia sposób budowania zespołu. Dał mi do zrozumienia, że nie będzie na mnie stawiał i raczej nie będę już występował. Do końca sezonu trenowałem z zespołem i byłem w formie. Nawet znalazłem się w kadrze na ostatnie spotkanie, ale nie dostałem szansy. Trenera broniły wyniki i nie miał powodu, by mnie wstawić. Raczej spodziewałem się takiej decyzji po tym, jak klub do końca marca nie skorzystał z opcji przedłużenia kontraktu. Ja też dojrzewałem do odejścia, bo zdawałem sobie sprawę, że moje szanse, by grać jako napastnik w Górniku nie są duże. Nie bez żalu opuszczałem Zabrze. Tu urodziła się córka, tu zadebiutowałem w ekstraklasie, tu poznałem dużo życzliwych ludzi. Cóż, takie jest życie piłkarza. Raz noszą na rękach i podrzucają, tylko czasem – jak mawia trener Michał Probierz – zapominają złapać.



Dlaczego zdecydował się pan na Miedź? Nie było ofert z ekstraklasy?

Były zapytania i sporo propozycji z pierwszej ligi. Długo czekałem, że może jednak zostanę w ekstraklasie, ale też nie mogłem tego przeciągać. Miedź była konkretna, przedstawiła plan i dobre warunki. Czasem jak się czeka i jest się opcją nr 2 lub nr 3, to można zostać na lodzie i wtedy trzeba brać, co zostało na rynku. Miedź to był chyba najbardziej racjonalny wybór.

W Legnicy tęsknią za ekstraklasą i mówią otwarcie o powrocie?

Sam mam nadzieję, że tam wrócę. Miedź ma aspirację, by pretendować do awansu. Jednak w tym sezonie w pierwszej lidze kandydatów jest ośmiu, a może nawet dziesięciu. Trzech spadkowiczów, do tego zespoły, które w poprzednim sezonie walczyły w barażach, czy nawet beniaminek Widzew, choć słaby wystartował. W Miedzi nie padło wprost, że walczymy o awans. Właściciele klubu zdają sobie sprawę, że zespół jest w przebudowie. Przed sezonem wymieniono połowę szatni, więc potrzebujemy czasu, by się lepiej zrozumieć.  

Na razie gracie w kratkę. Porażka z Radomiakiem w FORTUNA Pucharze Polski, a potem wygrana z Sandecją, niespodziewana przegrana z GKS Bełchatów i zwycięstwo z Resovią.

Z Radomiakiem zagraliśmy w nowym ustawieniu po zaledwie tygodniu wspólnych treningów. Brakowało zgrania, boiskowych automatyzmów, kto za kogo i jak ma się przesuwać. Byliśmy tłem dla Radomiaka. W Bełchatowie przegraliśmy, choć zagraliśmy naprawdę nieźle. Były słupki, poprzeczki, obrońcy GKS dwa razy wybili piłkę z linii bramkowej. Całe spotkanie mieliśmy inicjatywę i tylko gola zabrakło. Nadal będziemy grali ofensywnie. Trener ma taki pomysł na styl zespołu. Wierzę, że będziemy liczyli się w tej lidze. W piątek gramy ważne spotkanie z Arką Gdynia. To nam pokaże w jakim miejscu jesteśmy, nad czym musimy pracować i co doskonalić.



Do ekstraklasy trafił pan w wieku 26 lat. Wcześniej grał pan po kolei w trzeciej, drugiej, a w końcu w pierwszej lidze. Nie było wątpliwości czy uda się dotrzeć na najwyższy poziom?

Momentów załamania nie było, ale rzeczywiście ekstraklasa była celem. Cały czas starłam się iść do przodu i się rozwijać. Nawet nie wiedziałem, że Górnik mnie podglądał. W ostatnim dniu okienka transferowego trafiłem do ekstraklasy. Wcześniej był moment wątpliwości. Po udanym sezonie w Wigrach Suwałki sporo kolegów odeszło właśnie do ekstraklasy. Miałem dobre statystyki, jeszcze rok kontraktu, ale postanowiłem przenieść się na Śląsk. Stamtąd łatwej trafić do ekstraklasy. Wszyscy zawsze mówią, że do Suwałk mają za daleko. Przeszedłem do GKS Tychy i po roku w końcu doczekałem się ekstraklasy.

Stawia sobie pan indywidualne cele w tym sezonie?

Nie, bo to może zadziałać na niekorzyść. Jeśli założyłbym sobie, że strzelę na przykład 12 goli, a w kilku spotkaniach nie mógłbym zdobyć bramki, to by mi to nie pomagało na boisku. Mogłoby nawet trochę paraliżować.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności