Aktualności

[WYWIAD] Gracjan Jaroch: Pierwsze mecze będą wielką zagadką

Rozgrywki29.05.2020 
Warta Poznań była dotychczas jedną z rewelacji Fortuna I ligi. Zawodnicy ze stolicy Wielkopolski wysoko uplasowali się w tabeli i walczą o awans do ekstraklasy. Jednym z jej najskuteczniejszych zawodników jest Gracjan Jaroch, dla którego najbliższe mecze będą sprawdzianem i wyzwaniem. – Na pewno mam świadomość, że może to wyglądać nieco inaczej. Ważne jest przygotowanie mentalne. Uważam, że głowa będzie odgrywała dużą rolę. Nie mogę pozwolić sobie, żeby zwariować w momencie, gdy będę nieskuteczny – mówi w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Za wami kolejny tydzień wspólnych treningów i przygotowań. Jak funkcjonuje Warta Poznań po „odmrożeniu”?

Po otrzymaniu zielonego świata każdy z nas dostał wytyczne, co musi robić i czego przestrzegać, aby zminimalizować ryzyko zachorowania. Począwszy od przyjeżdżania na trening, parkowania w wyznaczonych dla nas miejscach. Do klubu na zajęcia stawiamy się przebrani już w stroje treningowe. Początkowo podzielono nas na małe grupy, później je zwiększono. Pamiętam, że w pierwszych dniach powrotu jeden z trenerów chodził z płynem do dezynfekcji i pryskał wszystko, co mogło mieć kontakt z człowiekiem, czyli sprzęt na siłowni, piłki i inne przyrządy do ćwiczeń. Na pewno wkroczyliśmy w inny świat, bo musimy dostosować się do panujących warunków. Ale nie jesteśmy jedyni w tych realiach i wszyscy zawodnicy muszą wywiązywać się ze swoich obowiązków. Restrykcje trzeba mieć w głowie i pilnować się, ale wszystko jest po to, aby spełnić nasze najważniejsze zadanie – wznowić rozgrywki i wrócić do grania w piłkę nożną.

Miałeś obawy, żeby nie zarazić się, gdy wrócisz do treningów z całą drużyną?

Obawy były i to duże na początku marca, bo wówczas zaraza zaczęła rozprzestrzeniać się po całym naszym kraju. Koronawirus wywrócił nasz świat do góry nogami. Przez ostatnie dwa miesiące świadomość człowieka, w moim odczuciu, zmieniła się i można było nauczyć się z tym żyć. Dostosowałem się do życia w dobie epidemii i do wielu spraw muszę podchodzić w zupełnie inny sposób. Nas, piłkarzy, poinformowano o terminie, kiedy możemy wrócić na boisko, więc teraz naszym zadaniem jest wywiązywanie się ze swojej pracy. Nie możemy mieć takich myśli, że na boisku nie stworzymy jakiejś sytuacji, bo można mieć kontakt z drugim zawodnikiem. To tylko przeszkadza w przygotowaniach i miesza w głowie. Tak naprawdę, gdy jest już się na murawie, zapomina się o zarazie. Nasz zespół przyzwyczaił się do nowych warunków. Obawa też jest mniejsza, bo wiemy, jak mamy się zachowywać. Wszyscy jesteśmy zdrowi i to jest najważniejsze. Oby już tak pozostało.

Jak sobie poradziliście z tym, żeby odbudować pewne automatyzmy, mechanizmy, które były wypracowane przez drużynę przed zawieszeniem rozgrywek?

Moim zdaniem ten proces nadal trwa. Upływają kolejne dni treningowe i tak naprawdę walczymy z czasem. Tak samo w innych klubach. Uważam, że do ostatniego dnia każdy będzie szlifował to, co zostało wypracowane przed epidemią. Zawodników Warty Poznań nie wysłano od razu na treningi na boisko, nie mieliśmy zajęć z piłką. Najpierw zaczęliśmy od treningów siłowych, także sprawdzano naszą wydolność. Dopiero później mogliśmy wybiec na murawę. Uważam, że te pierwsze mecze będą jedną wielką zagadką. Nie będzie miało się pewności, jak gra zespół. Ten proces odtwarzania automatyzmów będzie trwał do ostatniego dnia okresu przygotowawczego, bo obecną sytuację tak można nazywać.

Jak znosiłeś przymusową izolację? Jak wpłynęły na ciebie te dwa miesiące?

Miałem ogromny niedosyt i pojawiła się złość, że wszystko nagle zostało przerwane. Mieliśmy wcześniej długi okres przygotowawczy po przerwie zimowej. Pierwsza runda była niezła w moim wykonaniu i pomyślałem sobie: „Ok, teraz dokręcimy śrubę jeszcze mocniej, żeby kolejna była jeszcze lepsza”. Koronawirus wszystko zmienił, wybił mnie z rytmu. Trzeba było znowu zacząć wszystko odbudowywać i być skoncentrowanym na osiąganiu dobrych wyników. Głód piłki był ogromny, ale wiedziałem też, że są o wiele większe problemy na świecie. Zdrowie jest najważniejsze. Jedyne co można było zrobić, to przeczekać zarazę. Najbardziej brakowało mi kontaktu z ludźmi, zwyczajnego wyjścia na zewnątrz. Przede wszystkim wolności. Jedyny plus w tym wszystkim, że udało mi się nadrobić czas z rodziną. Na czas epidemii wróciłem do Przemyśla, do mojego domu rodzinnego, gdzie jestem tak naprawdę dwa razy w roku. Miałem możliwość pobyć z najbliższymi. Wiadomo, że na początku było okej, bo przebywałem z rodziną, osobami, na których mi bardzo zależy. Przyszedł jednak moment, że w końcu zaczęło mi coś doskwierać, czegoś bardziej brakować. Pragnąłem treningów z kolegami z drużyny. Każdy dzień bez zajęć treningu był bardzo trudny. Tym bardziej dla mnie, jako młodego zawodnika. W moim wieku ważne jest, aby rozwijać się, a niestety miałem dwa miesiące wyrwane z życia. Dla mnie to była ogromna bolączka. Z dnia na dzień musiałem przystopować.

Jak wyglądał twój plan treningowy przygotowany przez sztab szkoleniowy Warty?

Sztab dostarczył nam rozpiski, co musimy wykonywać podczas domowej izolacji. Trenowaliśmy w domach, ale to nie to samo, gdy jest się na boisku. Pozostawały nam jedynie zajęcia, które realizowaliśmy sami. Było to głównie bieganie, treningi siłowe, na gumach i innych przyrządach domowych. Brałem również udział w treningach live na Instagramie z Piotrem „Gatuno” Kurkiem, do którego dostęp może mieć każdy. Tylko w ten sposób można było podtrzymać dyspozycję fizyczną. Na szczęście miałem jeszcze z kim pokopać piłkę. Asystował mi dwunastoletni brat, z którym grałem w ogrodzie, bo tata postawił nam bramkę z siatką. Wiadomo, że to nie to samo, ale zawsze coś. Trenowałem wrzutki, pasy, wykończenie. Szczęście w nieszczęściu, że nie musiałem siedzieć w bloku, tylko miałem możliwość wyjść do ogrodu i tam ćwiczyć.

W czym u siebie widziałeś największe braki po powrocie?

W tym, z czym każdy zawodnik musiał zmierzyć się na początku, czyli czuciem piłki. Od razu było to zauważalne. Mimo że grałem w ogrodzie, to nie było tak, jak na boisku. Inne odległości strzałów, pasów. Nie ma co ukrywać, że forma przez tamten czas spadła. Jednak z każdym dniem z tym czuciem piłki jest u mnie coraz lepiej. Jestem na fali wznoszącej, drużyna też. Czujemy, że umiejętności idą do góry. Ten ostatni tydzień będzie już typowo przygotowaniem pod mecz, a weryfikacja nastąpi w  „spotkaniu otwarcia”. Chcemy zagrać jak najlepiej i wygrać. Nie możemy pozwolić sobie na potknięcia, jeśli myślimy o awansie do ekstraklasy.

Na szczeblu seniorskim masz zdecydowanie najlepszy sezon. Dokumentowałeś swoją obecność na boisku zdobytymi bramkami GKS-em Bełchatów, Wigrami Suwałki, Radomiakiem Radom. Nie obawiasz się, że twoja skuteczność może być trochę zaburzona po tak długiej przerwie?

Na pewno mam świadomość, że może to wyglądać nieco inaczej. Ważne jest jednak przygotowanie mentalne. Uważam, że głowa będzie odgrywała dużą rolę. Nie mogę pozwolić sobie, żeby zwariować w momencie, gdy będę nieskuteczny w pierwszym, drugim, trzecim meczu. Nie zakładam, że tak będzie rzecz jasna. Jestem pozytywnie nastawiony i wierzę, że w nadchodzących zmaganiach będzie skuteczność i forma zacznie rosnąć. Przerwy wybijają z rytmu, ale mam nadzieję, że w ten nowy etap wejdziemy mocnym akcentem.

Wracacie do gry na początku czerwca meczem, ale możecie przygotowywać się tylko sami, bo sparingi są niemożliwe. Czy widzisz w tym utrudnienie, że nie będzie można sprawdzić się towarzysko z innym rywalem? Pozostały wam tylko gierki wewnętrzne.

Gry wewnętrzne mają na pewno swoją wartość, ale dla mnie brak sparingów jest też problemem. Z drugiej strony wszystkie kluby borykają się z tym i nie można usprawiedliwiać się, że nie można z kimś zagrać towarzysko. Każda drużyna musi przygotować się swoimi gierkami wewnętrznymi. Mając w pamięci już nasze treningi, jestem pełen optymizmu. Dobrze to wygląda, trenujemy na dużej intensywności. Gra wewnętrzna jest traktowana u nas jako sparing. Podchodzimy w nich na sto procent. Tak jak do meczu.

Dla ligi to nowa sytuacja, bo trzeba będzie grać częściej. Czasu na regenerację będzie jeszcze mniej niż wcześniej.

Sam zastanawiam się, jak to będzie wyglądało. Tylko nie pod tym względem czy mój organizm to wytrzyma, bo wiem, że będzie dobrze. Bardziej myślę o tym, żeby nie nabawić się mikrourazów. Trzeba też zwiększyć świadomość o regeneracji, czyli co zrobić, żeby organizm nie był tak zakwaszony, albo żeby nogi były po prostu świeższe. Mimo że czasu na odpoczynek będzie zdecydowanie mniej. Regeneracja będzie kluczowa. Liczę na to, że przez okres przygotujemy się na tyle dobrze, że kontuzje będą nas omijały, a dochodzenie do pełni sił będzie przebiegało szybko.

W rozmowie z nami twój trener powiedział, że ma Wartę, taką jaką chciał. Drużynę zaczęły budować małe rzeczy, co późnej przełożyło się na wyniki. Też czujesz, że jesteś częścią projektu, który może sprawić sensację?

Bez dwóch zdań. Wszystko się u nas zgadza. Atmosfera, relacje między zawodnikami. Jesteśmy monolitem. Czuję się częścią tego zespołu, występowałem w pierwszym składzie i strzelałem ważne gole. Drużyna zaczęła się tworzyć od lipca i każdy fajnie wkomponował się w ten zespół. Wyniki zaczęły nas napędzać, dawały nam kopa i dużo pozytywnej energii. Mamy z tyłu głowy, że stać nas na to, aby zrobić coś naprawdę dużego. Jednak ze spokojem i chłodną głową musimy do tego podchodzić. Myślenie co by było, gdyby często jest zgubne. Nasz cel numer jeden to awans do ekstraklasy, ale żeby go zrealizować musimy myśleć o każdym kolejnym meczu. A musimy ich rozegrać jeszcze dwanaście.

Zgodzisz się, że znalazłeś dobrą przystań w swojej karierze? W poprzednich sezonach różnie z tym u ciebie bywało. Zwłaszcza w ubiegłym, gdy po horrorze zaliczyłeś spadek z Bytovią Bytów. Miałeś trochę zawirowań.  

Nie będę ukrywał, że ten sezon jest dla mnie najlepszy, przełomowy. Mam nadzieję, że ta tendencja dalej będzie wzrostowa i będę mógł rozwijać się przy pomocy sztabu szkoleniowego i kolegów z drużyny. W dotychczasowej przygodzie z piłką nożną miałem trochę wzlotów i upadków. To normalne w futbolu, że w przykrych momentach trzeba umieć podnieść się i iść dalej. Bardzo cieszę się, że znalazłem swoją przystań, a jest nią Warta. Tutaj zbudowałem pewność siebie, wypracowałem fajną skuteczność, a ona przekłada się na wyniki drużyny. To bardzo ważne. Ja strzelam, drużyna wygrywa. Czego więc chcieć więcej?

Udało ci się zdobywać bramki, choć właśnie nie dysponujesz warunkami fizycznymi jako typowy napastnik.

Nigdy nie lubiłem być skreślany przez swoje warunki fizyczne. W Polsce jest takie przeświadczenie, że napastnik musi być wysoki. Ja w każdym klubie musiałem przekonywać, że tak nie jest. Od początku zaznaczałem, że nie jestem pomocnikiem, tylko napastnikiem. Mówi się, że pierwsza liga jest ligą fizyczną, lecz mnie to nie przeszkadza. Jestem niższym zawodnikiem, ale strzelałem gole. Czego więc wymagać od napastnika? Tego, żeby był wysoki czy tego, żeby zdobywał bramki? Nie potrafiłem tego zrozumieć, że trzeba grać wysokim napastnikiem. W każdym meczu chcę pokazywać, że wcale nie musi tak być.

Znasz odpowiedz dlaczego sezon jest taki przełomowy? Nowy trener? Drużyna?

Nie miałem złych trenerów przed Wartą Poznań. Od każdego z nich mogłem się wiele nauczyć i korzystałem z ich mądrości, żeby jak najwięcej wyciągnąć. W Warcie na pewno pomaga mi drużyna, przy której zyskałem skuteczność. Gdyby przeanalizować moje poprzednie kluby i liczbę strzelonych goli, miałem naprawdę dużo sytuacji, ale mało bramek. W Bytovii byłem nieskuteczny, ale to tylko moja wina. W Warcie zwiększyła się też moja świadomość, co muszę „piłować” i czym zajmować na treningach. Zawsze zostaję po zajęciach, korzystam z pomocy trenera, bramkarzy, żeby doskonalić swój warsztat. Cieszę się, że udało mi się wypracować taką luźniejszą głowę. Nie napinam się już tak w pewnych sytuacjach, co przyniosło efekty. Trener we mnie uwierzył, drużyna również. Wszystko fajnie połączyło się i zgrało.

Rozmawiał Jacek Janczewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności