Aktualności

[WYWIAD] Dawid Abramowicz: Wrócę do ekstraklasy z Radomiakiem

Rozgrywki08.04.2021 

Dawid Abramowicz zagrał na każdym poziomie rozgrywkowym w Polsce od Klasy C po ekstraklasę. Kiedy już udało mu się dojść na szczyt tej piramidy, cofnął się do pierwszej ligi. – W Wiśle Kraków trener Peter Hyballa powiedział mi wprost, że nie widzi mnie w drużynie. Poszedłem więc do Radomiaka i wierzę, że w tym zespole znów zagram w ekstraklasie – podkreśla 30-letni obrońca.

W jednym z wywiadów mówił pan, że marzył o występach w ekstraklasie. Zadebiutował pan w niej w rundzie jesiennej w Wiśle Kraków, zagrał 12 meczów i odszedł do pierwszoligowego Radomiaka. Co się stało, że tak szybko pan zrezygnował?

To było zupełnie niezależne ode mnie. Po odejściu z Wisły trenera Artura Skowronka szybko usłyszałem, że jego następca Peter Hyballa nie widzi mnie w zespole. Mogłem zostać, bo przecież miałem jeszcze półtora roku ważny kontrakt. Nie chciałem być zawodnikiem nr 21 czy 23. Ambicje mam dużo większe niż siedzenie na ławce i przyglądanie się jak koledzy biegają w lidze po boisku. Podobna sytuacja spotkała mnie w GKS Tychy. Tam trener Ryszard Tarasiewicz też przestał mnie widzieć w składzie i odszedłem.

Jesienią w Wiśle szybko wywalczył pan miejsce w składzie i wystąpił w 12 meczach. Od kogo w krakowskim klubie usłyszał pan, że wiosną lepiej znaleźć nowy zespół.

Za czasów trenera Skowronka zacząłem grać w podstawowym składzie, ale nie było wyników takich, jak wszyscy oczekiwaliśmy. Nie można mówić, że ja się dobrze spisywałem, bo wyznacznikiem jest liczba punktów zdobywana przez zespół. Gdyby było ich więcej, to pewnie też opinie o mojej grze byłby lepsze. Z trenerem Hyballą rozmawiałem w cztery oczy i od niego usłyszałem, że nie widzi mnie w zespole. Nie mówił dlaczego, tylko tyle że nie pasuję do jego koncepcji.



Był pan zaskoczony?

Tak, bo warsztat trenera mi pasował. Jestem tytanem pracy, nie opuściłem ani jednego treningu i bardzo dobrze znosiłem dość duże obciążenia. Zresztą efekty tych przygotowań widać teraz, bo czuję się w świetnej formie fizycznej. Nie mam pretensji do szkoleniowca, bo zagrał ze mną w otwarte karty. Lepsza najgorsza prawda niż każde kłamstwo. Jakbym miał żyć w niepewności i łudzić się, że wskoczę do składu, to byłaby gorsza sytuacja.

Nie chciał pan zacisnąć zębów i pomyśleć: „a właśnie pokaże trenerowi, że się nadaje do ekstraklasy”?

Jestem walczakiem i do tej pory w karierze sporo kłód miałem rzucanych pod nogi. Dlatego właśnie tak powiedziałem, że spróbuję go przekonać. Odpowiedział, że nie ma sensu, co może nie było dla mnie zbyt miłe, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zacząłem więc szukać nowego klubu i wróciłem do Radomiaka. Z tym zespołem zamierzam wrócić do ekstraklasy.

W trakcie kariery już kilka razy był pan blisko, by zagrać na tym poziomie. Udało się dopiero w wieku 29 lat.

I to w czasach, w których bardzo popularne stało się stawianie na młodych zawodników. Lepiej późno niż wcale. Moja przygoda z piłką jest ciekawa, choć nie zawsze kolorowa. Zdarzało się, że byłem w zespole, w którym przez sześć miesięcy nie płacono. Pierwszą szansę na debiut w ekstraklasie miałem w wieku 19 lat. Byłem wtedy piłkarzem Młodej Ekstraklasy w Śląsku Wrocław. Kilka razy siedziałem na ławce rezerwowych w meczu seniorów, ale nigdy nie usłyszałem, że zaraz wchodzę. Jedyne co mi się udało, to występ w Pucharze Polski przeciwko Legii Warszawa. Zaczęły się wypożyczenia, jeździłem po całej Polsce i nawet czasem nie zdążyłem się do końca rozpakować. Szukałem długo miejsca i nie mogłem znaleźć. Olimpia Grudziądz, Chojniczanka, Wisła Płock, Skra Częstochowa, Odra Opole. Te kluby zaliczyłem w ciągu trzech lat. W 2015 roku stanąłem przed druga szansą debiutu w ekstraklasie. Z Odrą zimą graliśmy sparing z Termaliką Nieciecza i wpadłem w oko trenerowi Piotrowi Mandryszowi. Po awansie pamiętał o mnie i trafiłem do beniaminka ekstraklasy. I w tym przypadku debiut przeszedł mi koło nosa. Wyniki były słabe i działacze postanowili wzmocnić zespół, ale ktoś musiał zrobić miejsce dla nowych zawodników. Padło na czterech piłkarzy, w tym na mnie. Spędziłem tam nieco ponad miesiąc, a nie chciałem grać w rezerwach i odszedłem do Puszczy Niepołomice. Potem były GKS Katowice i GKS Tychy, w którym w końcu spędziłem więcej czasu niż jeden sezon. Niewiele nawet zabrakło, bo trzech punktów, byśmy w sezonie 2017/2018 wywalczyli awans do ekstraklasy. Okazało się jednak, że do trzech razy sztuka i w końcu zadebiutowałem w niej w Wiśle Kraków.



Zagrał pan już w 13 klubach i podobno na każdym poziomie rozgrywkowym w Polsce. To prawda?

W KP Brzeg Dolny, którego jestem wychowankiem, z drugą drużyną zaliczyłem C-Klasę, B-Klasę i A-Klasę. Zdarzało się, że w weekend byłem w kadrze na trzy mecze. W juniorach starszych, rezerwach i pierwszej drużynie. Brałem stos kanapek z domu i cały dzień mnie nie było. Rodzice nie wiedzieli, w którym spotkaniu zagram. Ja czasem też nie. W zespole z Brzegu zagrałem też w okręgówce. W czwartej lidze wystąpiłem w rezerwach Wisły Płock. Trzecia liga to Skra i Odra, a druga to Chojniczanka. Wreszcie zaplecze ekstraklasy to Katowice, Tychy i Radomiak. A szczyt tej piramidy to Wisła Kraków.

Wiosną Radomiak obok GKS Tychy gra najrówniej z zespołów czołówki. To dobrze wróży, jeśli chodzi o walkę o awans?

Ostatnio gramy równo i to na pewno cieszy, ale cały czas musimy być czujni. Zresztą przekonaliśmy się o tym w spotkaniu z Widzewem. Prowadziliśmy 1:0, graliśmy w przewadze jednego zawodnika, ale chyba zlekceważyliśmy rywala i skończyło się remisem. Ten wynik nawet bardziej mnie zabolał niż porażka z Chrobrym Głogów. Dlatego musimy realizować założenia trenera, pracować i punktować. Nikt przed nami się nie położy, a zespoły od pierwszego do ósmego miejsca wszystkie mają chrapkę na awans.



Posmakował pan ekstraklasy i…?

Poczułem ulgę i spełnienie, że się udało. Praca, którą włożyłem w treningi, w końcu się opłaciła. Przyszła też refleksja, że warto marzyć, ale także poświęcać się i ciężko trenować. Jak już raz się posmakowało ekstraklasy, to chce się tam wrócić. Wierzę, że w barwach Radomiaka, bo inaczej nie podpisałbym kontraktu na trzy lata. Wydaje mi się, że jesteśmy w dobrej sytuacji, by awansować.

16 maja skończy pan 30 lat. Wtedy zostanie też rozegrana 30. kolejka FORTUNA 1. Ligi. Może to już będzie mecz o awans?

Spokojnie, chciałbym byśmy wtedy mieli minimum 60 punktów. Bylibyśmy wtedy blisko ekstraklasy.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności