Aktualności

[WYWIAD] Daniel Feruga: Wracam do poważnego grania, a miałem kończyć

Rozgrywki13.08.2020 
Ma być jednym z liderów nowego GKS Jastrzębie. Daniel Feruga, bo o nim mowa, w ostatnich miesiącach pokazał, że niektórzy zbyt wcześnie go skreślili. 32-letni pomocnik jeszcze dwa lata temu grał w lidze śląskiej i powoli żegnał się już z zawodową piłką. Teraz pokonuje kolejne szczeble od czwartej ligi wzwyż. – Zostaje mi jeszcze powrót do ekstraklasy – uśmiecha się były gracz Bytovii, który związał się z pierwszoligowcem dwuletnią umową.

Wracasz do domu?
Tak, bardzo mi na tym zależało. Rok bez bliskich robi swoje. Z Bytovią zrobiliśmy coś fajnego, chociaż zabrakło tej przysłowiowej kropki nad „i”. Osobiście zależało mi na stabilizacji życiowej. Po szansie, jaką otrzymałem w Bytowie, wyznaczyłem sobie cel, że jeszcze chciałbym wrócić do pierwszej ligi. Udało się, tym większa radość, że w rodzinnych stronach.

W minionym sezonie GKS Jastrzębie walczył do końca o ligowy byt. Teraz ciebie z kolegami również czeka trudne zadanie.
Nie obawiam się o drużynę. Znam wielu chłopaków, aklimatyzacja nie będzie problem. Jest kilku doświadczonych graczy: Kamil Adamek, Damian Tront czy Patryk Skórecki. Na pewno dobrze się dogadamy. Cele indywidualne zachowam dla siebie, jak się spełnią, to wtedy będę mógł mówić o nich głośno. Muszę się tylko wkomponować w nowy zespół, poznać styl gry trenera Pawła Ściebury.

Nowy trener przekonał ciebie swoją koncepcją?
Nie chcę mu robić jakieś laurki, czy słodzić, bo to nie o to chodzi, ale w mojej opinii jest to jeden z lepszych trenerów młodszej generacji. Jesteśmy już po pierwszych rozmowach. Przedstawił plan gry, jaką widzi dla mnie rolę w drużynie. Sposobem bycia i charakterem  przypomina trenera Łukasza Surmę, którego pamiętam, gdy przychodziłem do trzecioligowej Soły Oświęcim. Byliśmy w niego wpatrzeni. Stylem mówienia i argumentami umiał porwać i scalić zespół, widzę, że pod tym względem trener Ściebura może być bardzo podobny. Młody szkoleniowiec, fajny zespól – nie mogę doczekać się już inauguracji i pierwszego meczu z Arką Gdynia.

Miałeś latem inne oferty?
Tak. Dobry sezon przyniósł efekty. Była chociażby rozmowa z Arturem Płatkiem o grze w drugiej drużynie Górnika Zabrze. Co ciekawe, zimą miałem ofertę z drugiej drużyny Legii. Miałem chyba wychowywać młodzież (śmiech). Dwuletni kontrakt był już przygotowywany. Dla mnie priorytetem był jednak powrót w rodzinne strony. Teraz były również inne oferty spoza regionu, ale chciałem wrócić do domu. Tego wręcz wymagała ode mnie żona i bliscy. Cieszę się więc, że udało mi się wykonać krok do przodu w sportowej hierarchii i jestem na rodzinnych terenach.

Najwięcej mówiło się o twoim powrocie do Ruchu Chorzów.
Rozmowy trwały. Z mojej strony była też chęć. Spotkaliśmy się niespełna dwa tygodnie temu. Nie było wtedy żadnych wiążących deklaracji, miałem dostać odpowiedź w sprawie konkretnej oferty. Nie czułem jednak, że w klubie mnie chcą. W końcu, po kilku dniach oczekiwań, przyszła odpowiedź negatywna. Na pewno nie rozbiło się o finanse, czy o długość kontraktu. O tym nie rozmawialiśmy. Po prostu nie lubię się nigdzie na siłę wpychać. „Niebieskim” życzę jak najlepiej, Ruch to marka, niech wraca na swoje miejsce. Ja mam 32 lata, jeszcze nie planuję kończyć gry w piłkę (śmiech). Może więc jeszcze na Cichą wrócę…

Miniony sezon był dla ciebie bardzo udany.
Indywidualnie jak najbardziej. Zdobyłem 12 bramek, zaliczyłem 11 asyst, mogę być z siebie zadowolony. Szkoda, że nie udało się awansować z Bytovią, ale to czwarte miejsce odzwierciedlało nasze możliwości sportowe. Wynik i tak zrobiliśmy chyba ponad stan klubu. Czasem bieda mobilizuje i łączy. Tak było w naszym wypadku. Na pewno wyniki przerosły organizację klubu. Resovia w barażach była jednak do ogrania. Szkoda, że nie udało się awansować, bo byłoby to fajnym zwieńczeniem mojego sezonu. Ja z siebie mogę być jednak zadowolony. Gdy latem trafiłem do klubu, założyłem sobie, by zanotować bilans 10 goli i 10 asyst. Jesienią zaliczyłem wszystkie mecze ligowe od pierwszej do ostatniej minuty.  Nie wiem, czy na pozycji nr 8 była w tej lidze druga osoba z takimi statystykami. Chciałem się w ten sposób przypomnieć na szczeblu centralnym.



Gdy dwa lata temu żegnałeś się z profesjonalną piłką i grałeś w czwartej lidze, myślałeś, że tak się to wszystko jeszcze potoczy?
To był dla mnie bardzo trudny czas. Grałem w czwartej lidze, w MRKS Czechowice-Dziedzice. Zająłem się pracą, bo wiedziałem, że nie mogę dłużej liczyć na cud. Zakładałem, że zajmę się swoją akademią i trenowaniem w niej, byłem blisko domu. Nie miałem czasu, by zwlekać z podjęciem decyzji, musiałem utrzymać rodzinę. Pracowałem jako kierowca u znajomego, nieraz od rana do wieczora. Te obowiązki łączyłem z grą w czwartej lidze. Normalne życie… To było też takie pół roku na przemyślenie, w którą stronę iść. Zimą zadzwonił do mnie trener Łukasz Surma, namawiał na grę w Sole Oświęcim. Po jego telefonie powiedziałem sobie, że muszę dać radę. Z pracy jednak nie zrezygnowałem. Wstawałem o 7 rano, trening nieraz był o 19, do domu wracałem o 22. W weekend nieraz zdarzały się dalekie podróże. Nie było kolorowo, ale czułem wsparcie żony. Z trenerem Surmą umówiłem się, że nie będzie taryfy ulgowej. Wiosną nie opuściłem ani sekundy, a drużyna utrzymała się w trzeciej lidze. Postanowiłem wcześniej, że jak przetrwam, to wracam do poważnego grania, co najmniej do pierwszej ligi.

Udało się, ale była to chyba też fajna lekcja życia?
Młodzi, doceniajcie to, co macie. Nie narzekajcie. Bo ciężko, to jeszcze może być. Zawodowa gra w piłkę to przyjemność, której nie da się z niczym porównać. Trzeba to umieć szanować. Gdy poznasz te dwa „światy”, piłkarski i taki, w którym idziesz do normalnej pracy, to docenisz to zdecydowanie łatwiej. Ja wróciłem do świata żywych w piłce. Ale decyzja o wyjeździe ze Śląska rok temu też nie była łatwa, ale o to przecież wcześniej walczyłem. Zostawiłem na Śląsku rodzinę, zarówno jedna, jak i druga strona przeżywała trudne chwile. Teraz jednak będziemy wszyscy razem.

Mówisz, że wracasz do poważnego grania, co najmniej do pierwszej ligi?
Nie chcę, by zabrzmiało to buńczucznie, ale oglądając zawodników grających w ekstraklasie, nie czuję się od nich słabszy. Głównym problemem do tej pory było to, że mecze drugiej ligi były mniej dostępne. Teraz w pierwszej lidze się to zmieni. To byłoby jak spełnienie marzeń, dopięcie swego, pokazanie, że da się odbić. Nie kojarzę podobnego przypadku od momentu, gdy już się prawie kończyło piłkarską karierę, do najwyższej klasy rozgrywkowej. Dlatego fajnie byłoby napisać swoją historię. W ekstraklasie debiutowałem w 2008 roku w barwach Ruchu Chorzów. Chciałbym jeszcze do niej wrócić. Wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Mam coś do udowodnienia. Ale nie myślę o tym, teraz skupiam się na GKS Jastrzębie. Mamy pewne zadanie do wykonania już w tym sezonie. Bierzemy się do pracy.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

FOT.: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności