Aktualności

Triumfowała ofensywa. ŁKS znów na salonach

Rozgrywki12.05.2019 
Dzięki zwycięstwie na wyjeździe z GKS 1962 Jastrzębie, ŁKS zapewnił sobie grę w ekstraklasie. Łodzianie wracają do piłkarskiej elity po siedmiu latach nieobecności. To był czas stopniowej odbudowy marki klubu, ciężkiej pracy od podstaw, bo przecież „Rycerze Wiosny” rozpoczynali swoją drogę od IV ligi. W III lidze narodził się szkielet drużyny, świętującej właśnie trzeci awans z rzędu. W sobotę po zwycięstwie z Chojniczanką w Łodzi odbyło się wielkie świętowanie. Jak wyglądała droga ŁKS-u na najwyższy szczebel rozgrywkowy?

Odnotujmy: dwunastu zawodników z obecnej kadry dwukrotnych mistrzów Polski to piłkarze, którzy rozpoczęli z Łódzkim Klubem Sportowym marsz w górę, począwszy od czwartej klasy rozgrywkowej. Zanim jednak doszło do kolejnych awansów, biało-czerwono-biali musieli wygrzebać się z dna ligowej piłki. Wylądowali w IV lidze, po roku byli już ligę wyżej. Następnie przez trzy sezony trwała ich walka o grę na szczeblu centralnym. Udało się to drogą na skróty. W sezonie 2015/16 ekipa z Alei Unii Lubelskiej 2 wykorzystała fakt, że zwycięzca III ligi grupy 1 –  Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie – zrezygnował z ubiegania się o licencję na występy w II lidze, w związku z czym prawo do tego uzyskał drugi w tabeli ŁKS. Kolejne dwa lata to już ekspresowe awanse „Rycerzy Wiosny”. Najświeższy awans osiągnięty został w efektownym stylu, jakiego beniaminkowi mogą zazdrościć wszyscy. Sukces zrodził się z zamiłowania do ofensywnej piłki trenera Kazimierza Moskala.

Specjalista od awansów

Szkoleniowiec, który prowadził wcześniej Sandecję Nowy Sącz, Pogoń Szczecin, Wisłę Kraków, przejął drużynę zaraz po awansie do Fortuna I ligi. A przepustki na zaplecze ekstraklasy ŁKS uzyskał dwie kolejki przed końcem sezonu 2017/18, pokonując 4:2 Siarkę Tarnobrzeg. Łodzianie zajęli 2. miejsce w stawce, zdobyli tyle samo punktów (65), co GKS 1962 Jastrzębie, przegrali najmniej meczów (pięć). Defensywa kierowana przez bramkarza Michała Kołbę dała sobie wbić najmniej goli, bo 23. Co warte podkreślenia, szczelna obrona stała się także wyznacznikiem jakości ŁKS-u pod wodzą Moskala.

Na wszystkie, wcześniejsze sukcesy, których kontynuatorem jest Moskal, zapracował Wojciech Robaszek. Z nim łodzianie stopniowo wspinali się szczebel po szczebelku: IV, III, II, a następnie I liga. Robaszek prowadził ŁKS łącznie w 100 meczach. 38 przypadło na IV ligę, 24 na III ligę, 34 na II ligę. Pozostałe cztery w okręgowym Pucharze Polski. Może pochwalić się tym, że w rundzie jesiennej w trakcie II-ligowej kampanii ŁKS przegrał tylko jedno spotkanie, w pierwszych trzech meczach nie stracił bramki. Beniaminek radził sobie bardzo dobrze, pierwszy raz przegrał w 10. kolejce na własnym stadionie z Olimpią Elbląg.

Poszukiwany: trener z DNA ŁKS-u

To, co charakteryzowało tamtą drużynę, to wyniki na styku: dziesięć razy wygrywała spotkanie różnicą jednej bramki. Ale zdarzały się też spotkania, w których „ełkaesiacy” pokazali wszystko, co najlepsze w ofensywie: 5:0 z Olimpią w Elblągu, 3:0 z Radomiakiem Radom.

Mimo awansu do Fortuna I ligi, zadecydowano o zakończeniu współpracy z Robaszkiem. – Długo analizowaliśmy nie tylko ostatnie mecze, ale przede wszystkim cały sezon. Nasze wyobrażenie na temat budowy pierwszej drużyny, a także wynikające oczekiwania różniły się, dlatego tak zdecydowaliśmy – tłumaczył prezes ŁKS-u Tomasz Salski.

Nie trudno zgadnąć, że rozeszło się o wizję, a konkretnie: sposób gry zespołu. – Przed startem rundy wiosennej uważałem, że będzie ona bardzo trudna. Były momenty ciężkie, ale potrafiliśmy się podnieść. Później też pojawiły się mecze, w których strzelaliśmy więcej bramek – powiedział Robaszek na pożegnanie.

W gronie kandydatów do jego zastąpienia wymieniano m.in. Wojciecha Stawowego, o którym mówi się: „twórca krakowskiej piłki”, polegającej na dużej liczbie podań, długim utrzymywaniu się przy piłce. Wybór padł jednak na Kazimierza Moskala. – Chodziło nam o trenera, którego DNA będzie pasowało do naszego klubu. Nie szukaliśmy szkoleniowca impulsywnego, nerwowo biegającego wzdłuż linii autowej, lecz trenera pracującego bardzo merytorycznie – tłumaczył Salski.

– W ciągu dwóch lat ŁKS awansował z III do I ligi. To duża różnica i działacze zdają sobie z tego sprawę. Dlatego nie oczekują od razu walki o ekstraklasę, lecz chcą, by przez najbliższe dwa lata budować i wzmacniać zespół. Poważnym i realnym podejściem przekonali mnie, bym objął drużynę – mówił nam szkoleniowiec.

Im dalej, tym lepiej

Początek sezonu nie ułożył się zbyt dobrze dla beniaminka. Rozpiętość wynikowa była duża: wygrane, remisy, porażki. Plan taktyczny nowego opiekuna ŁKS-u wymagał początkowych ofiar, więc zmiennością rezultatów nikt się nie przejmował – a już na pewno nie trener, czy piłkarze.

 – Cały czas powtarzam, że to, co robimy, musi sprawiać wszystkim przyjemność. Nie tylko nam, ale też kibicom, którzy na co dzień oglądają ŁKS, czy to w Łodzi, czy na wyjeździe. Najbardziej zależy nam na ofensywnym graniu, stwarzaniu sytuacji. Pamiętajmy przy tym, że nie samo posiadanie jest istotą. Zaczyna się od tego, aby nie wybijać głupio piłek w obronie, tylko grać po ziemi, starać się zawiązywać akcje. W tygodniu mamy dużo zajęć z piłkami. To jak pracujemy na treningu, jest podstawą, bazą do sposobu naszej gry w trakcie meczu. Finalnie wszystko sprowadza się do jednego celu: ofensywnej gry. Niedawno przeczytałem książkę o Juergenie Kloppie, w której powiedział: „Chcę, żeby piłka była taka, aby każdy kto ją ogląda wiedział, że to mecz piłki nożnej, a nie partia szachów, albo mecz w Lidze Old Bojów” – wyjaśniał w podcaście „Przy zielonym stoliku” Moskal.

Jesień „Rycerze Wiosny”, do których zimą dołączyli Adrian Klimczak oraz Łukasz Sekulski, zakończyli na 4. miejscu, z 11-punktową stratą do Rakowa Częstochowa, mieli o punkt mniej od Sandecji Nowy Sącz i identyczny dorobek jak Stal Mielec.

Wiosną beniaminek przeprowadził istny szturm na ekstraklasę. Polot na boisku był jeszcze bardziej widoczny, co szło w parze z całkowitą dominacją nad przeciwnikiem. ŁKS z łatwością budował ataki, grał na dużym entuzjazmie. Wiosna należała do niego: jedna przegrana w jedenastu kolejkach. Mało tego: Michał Kołba tylko dwa razy wyjmował piłkę z siatki. Dziewięć razy zachował czyste konto. Awans został potwierdzony w 32. kolejce.

Dzięki Moskalowi marzenia „ełkaesiaków” stały się rzeczywistością. I jest to o tyle godne uznania, że przecież celem samym w sobie nie była wcale promocja zaraz po wcześniejszym awansie. Przynajmniej nie w pierwszym sezonie. Plan, owszem zakładał walkę o ekstraklasę, lecz projekt rozłożono na lata. Łodzianie przystępowali do rozgrywek, będąc beniaminkiem, który niedawno toczył boje w III lidze. Nikt więc nie oczekiwał malowania sufitu, skoro ściany były niedokończone. Tymczasem, piłkarze z Łodzi pomalowali za jednym razem wszystkie fundamenty. Efekty przerosły najśmielsze oczekiwania. Triumfowała ofensywa.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności