Aktualności

Stomil znaczy Grzegorz Lech. Utrzymanie na barkach doświadczonego lidera

Rozgrywki16.05.2019 
Stomil Olsztyn uniknął czarnego scenariusza i utrzymał się w Fortuna 1 lidze. Zawodnicy „Dumy Warmii” grali wiosną z dużym poświęceniem, pokazali na boisku charakter, przez co zostają w gronie pierwszoligowców. Zespół zjednoczony we wspólnym celu podążał do jego realizacji, prowadzony przez bardzo dobrze spisującego się Grzegorza Lecha.

Lech, przy wsparciu „starej gwardii” Stomilu oraz zawodników, którym niestraszna była perspektywa występów w klubie z problemami i którzy dołączyli do zespołu w przerwie zimowej, wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. Wprawdzie już jesienią dawał argumenty, że znajduje się  w wysokiej dyspozycji, to pozytywne oddziaływanie 36-latka najbardziej było widać podczas rundy wiosennej, kiedy olsztynianie walczyli o byt. W kluczowych momentach to on znajdował sposób na pokonanie bramkarza rywali. Albo wymyślił sprytne zagranie, które umożliwiło koledze zdobycie bramki.

Przywiązanie do barw – większe oddanie klubowi

– Są zawodnicy, którzy mają charyzmę, odpowiednie predyspozycje, są skuteczni w swoich działaniach. Statystyki nie kłamią: takim piłkarzem był Grzegorz. Był wiodącym zawodnikiem Stomilu, liderem, pozostali dostosowali się do jego poziomu – mówi trener olsztynian Piotr Zajączkowski. Pomocnik trzymał drużynę w ryzach. Dosłownie i w przenośni. Miał wpływ na szatnię (rola kapitana) i na boisko. W tej drugiej roli wypadł nie gorzej niż w pierwszej. – Dało o sobie znać  doświadczenie i pochodzenie Grzegorza – potwierdza szkoleniowiec ekipy z Olsztyna. – Nie możemy zapominać, że także inni zawodnicy rodem z Olsztyna odegrali ogromną rolę w utrzymaniu Stomilu. Dzięki charakterowi i uporowi takich ludzi ta ekipa miała swoją duszę, tożsamość. W połączeniu z nowymi zawodnikami, mającymi tutaj coś do udowodnienia po nieudanych przygodach w poprzednich klubach, stworzyliśmy kolektyw groźny dla każdego – dodaje Zajączkowski.

Jednostki tworzą całość

Lech unika jak ognia określeń bohater, lider, pierwszoplanowa postać. Nie pozwala mu na to szacunek do tego, co osiągnął razem z kolegami. – Wiadomo, że na świeczniku zawsze są ci, którzy strzelają gole, natomiast nie wiem czy wystarczy miejsca na kartce, gdy zacznę wymieniać zasługi wszystkich piłkarzy naszej drużyny. Mam tu na myśli określone zachowania, zagrania, sytuacje. Na początku rundy bramki zdobywał Szymon Sobczak. Ważne trafienia zaliczył Mateusz Gancarczyk. Piotr Skiba obronił wiosną dwa rzuty karne – z Wigrami Suwałki i Puszczą Niepołomice. Innym razem ratował Stomilowi punkty w ostatnich minutach. Łukasz Jegliński, który grał w większości spotkań rundy rewanżowej, strzelił bardzo ważnego gola w Niepołomicach. Janusz Bucholc w ostatnim meczu zrobił piękną akcję. Takich bohaterów mieliśmy wielu, bo co mecz, to ktoś inny „zadbał” o korzystny wynik. Dlatego niesprawiedliwe byłoby sugerowanie, że to ja jestem odpowiedzialny za utrzymanie. Wymieniłem wystarczająco dużo argumentów, by stwierdzić, że Stomil to po prostu drużyna liderów – przekonuje Lech w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Co by jednak nie mówić, bez solidnego wsparcia 36-latka, Stomilowi trudno byłoby się utrzymać. W kryzysowym momencie to na barkach doświadczonych zawodników spoczywa odpowiedzialność. Wtedy trzeba wziąć na siebie ten ciężar. – Gdy już podjęliśmy wyzwanie i postanowiliśmy zostać w klubie, który chylił się ku upadkowi, to samo przez się mówiło to o nas dużo. Daliśmy jasny i czytelny sygnał, że podnosimy rękawice, nakładamy drugą i zaczynamy się bić o Stomil. Nowych piłkarzy staraliśmy się zarazić takim podejściem. Wytłumaczyliśmy im, że Stomil to dla nas coś więcej niż klub, który nam płaci. Nowi szybko to pojęli, zrozumieli o co chodzi. Wspólny cel zjednoczył nas na tyle mocno, że wiosną dobrze punktowaliśmy – dodaje wicekapitan olsztynian.

Coraz lepszy

Dla niego trwający sezon jest jednym z najlepszych w karierze. – W poprzednim sezonie miałem 8 bramek i 7 asyst. W tym 10 goli i 5 asyst. Moja forma zwyżkuje, czekam na mecz z Mielcem, żeby jeszcze podreperować statystyki. I liczę na kontynuację dobrej serii w następnych rozgrywkach – wyjaśnia zawodnik, który zbliża się do „czterdziestki”.

– Mam nadzieję, że właśnie teraz, po 35. roku życia, osiągnąłem formę życia. Staram się jednak nie patrzeć na swoją karierę przy pryzmat wieku, tylko tego, co jeszcze mogę fajnego zrobić. Dopóki będę w sobie czuł iskrę i sportową adrenalinę, dopóty wykrzeszę z siebie maksa. Cieszę się z każdego meczu, patrzę, ile jeszcze mogę zyskać. Co na przykład? Liczę, że powstanie tu zespół, który będzie w stanie walczyć o wyższe cele. Przy okazji liczę, że dzięki swojej wysokiej formie będę w stanie pomóc drużynie w realizacji tych celów – przekonuje Lech.

Ktoś pomyśli, że w teamie walczaków łatwo mu było strzelać gole, bo inni robili robotę za niego. To jednak upraszczanie sprawy. – Na pewno łatwiej się gra i zdobywa bramki w zespole nastawionym na ofensywę. My tych sytuacji nie mieliśmy za wiele. Kluczem była odpowiednia koncentracja, pokazanie w odpowiednim momencie jakości. A to że byliśmy walczakami jeszcze mocniej mobilizowało, aby oddawać wszystko drużynie. Kolega nie odstawia nogi, ty też nie. Takie wzajemne oddziaływanie kumulowało się w pozytywną energię, która przełożyła się na ogólną siłę drużyny. To baza na przyszłość. Na której chcemy budować fundamenty pod kolejny sezon – zapewnia pomocnik Stomilu.

Jaka reakcja, takie działanie

Zatem, koncentracja na zadaniu wpłynęła na wysoką skuteczność Lecha pod bramką. – Ona jest podstawą w sporcie – tłumaczy Lech. – Nie oddaję w meczu zbyt wielu strzałów. Nie mam nie wiadomo ile sytuacji, a gdy już się nadarzy okazja, to staram się być skoncentrowany na tu i teraz. Podstawą jest także wejście w odpowiedni moment, oddanie się celowi w całości, żeby myśli nie krążyły wokół czegoś innego. W naszym przypadku głowa była mega ważna. Cały czas mieliśmy za uszami, że w każdym momencie możemy spaść. Po porażce z Chrobrym Głogów zapewne wielu już nas pogrzebało. My swoje wiedzieliśmy. Skoro zostawiamy tyle serca, pracujemy bardzo ciężko, jest w tym wszystkim wspólna energia, musi się udać. Ani na moment w tej rundzie nie spanikowaliśmy. Powiem więcej: byliśmy na siebie mocno wkurzeni, że remisowaliśmy mecze, które powinniśmy wygrać. Nie cieszyły nas podziały punktów z Sandecją, czy z Rakowem. I tu dochodzimy do sedna, czyli koncentracji oraz motywacji. Przez całą rundę utrzymywaliśmy je obie na wysokim poziomie. To był klucz do sukcesu – zapewnia zawodnik „Dumy Warmii”.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności