Aktualności

Słoneczne chwile Apolinarskiego. Kadra i nowa umowa z Rakowem. Kolejny cel z Wartą

Rozgrywki01.04.2020 
Dla większości z nas przełom marca i kwietnia to czas wyjątkowej stagnacji i niepewności. Z tą opinią nie do końca zgodzi się jednak Jakub Apolinarski, 20-letni pomocnik Rakowa Częstochowa. – Gdy ktoś ci ufa i przedłuża kontrakt, to trudno się smucić. Dodatku w okresie koronawirusa – mówi młody piłkarz.

Apolinarski podpisał nowy, trzyletni kontrakt z beniaminkiem PKO Ekstraklasy, możliwość taka była zawarta już w poprzedniej umowie. – Cieszę się, że Raków mi zaufał. To pokazuje, że klub liczy na mnie i w Częstochowie chcą bym się rozwijał w ich barwach. Ulga również jest, na boisku starałem się przekonać prezesów, by opcja została wcielona w życie. Na pewno jest zadowolenie i satysfakcja, teraz można pracować i starać się o minuty w piłkarskiej elicie – mówi Apolinarski, który pierwszą umową z częstochowskim klubem związał się na początku 2019 roku. Obecna będzie obowiązywać do 30 czerwca 2023 roku. – Zadowolenie tym większe w obecnej sytuacji. Słychać o cięciach, niepewności, nie wiadomo co będzie z niektórymi klubami... Umowa zabezpiecza na jakiś czas i uspokaja głowę. Mogę spokojnie pracować i wykorzystywać szansę, którą mam – mówi.

Doświadczenie z każdej sytuacji

To dopiero jednak od nowego sezonu. Obecnie Apolinarski jest graczem Warty Poznań, do której w okresie zimowym został wypożyczony. Prawy pomocnik nie nagrał się jednak za wiele. Najpierw wygrana w meczu z Radomiakiem Radom (3:0), a następnie porażka w Bielsku-Białej z Podbeskidziem (0:2). Zwłaszcza w tym pierwszym spotkaniu pokazał się z dobrej strony, mimo że na boisku przebywał tylko 25 minut. – Z Radomiakiem zagrałem dobrze. Przy drugiej bramce zaliczyłem asystę, przy trzeciej też miałem swój udział. To pokazuje, że mimo iż w końcówce rundy jesiennej w Rakowie nie grałem, to jednak nie wypadłem z rytmu i mogę rywalizować i być czołową postacią w meczu dwóch drużyn, które biją się o awans – twierdzi Apolinarski, który łącznie zagrał w dwóch spotkaniach niespełna 90 minut. – Nie żałuję jednak tego ruchu. Zawsze się zdobywa doświadczenie, w każdej sytuacji. Te spotkania coś mi dały, nikt nie był w stanie przewidzieć, że zdarzy się przerwa w graniu – zauważa.



Wypożyczenie Apolinarskiego do Warty było powrotem w jego rodzinne strony. Co prawda pochodzi on z Leszna, ale jeszcze dwa lata temu grał w drużynie Warty, tyle że w juniorach. – Może ten czas przeprowadzki i powrotu był mi potrzebny. Spojrzałem inaczej na moją dotychczasową sytuację z piłką, nabrałem pewnego doświadczenia. Zbyt wielu meczów o stawkę nie zagrałem, ale spędziłem z drużyną Warty także okres przygotowawczy, zagrałem osiem sparingów. Nie żałuję tego wyboru, a liczę, że jeszcze pogram i pomogę klubowi w awansie – dodaje piłkarz, który pierwsze kroki stawiał w Polonii 1912 Leszno.

Nauka w trzeciej lidze

Szybki przeskok z piłki juniorskiej do seniorów to jeszcze nie jest u Jakuba najlepszy dowód na to, że w życiu wszystko może się zdarzyć. Jesienią ubiegłego roku Apolinarski zdobywał pierwsze szlify w ekstraklasowym Rakowie, a rok wcześniej grał w... trzeciej lidze. – Uważam, że to wiele mi dało – mówi o swoim półrocznym pobycie w Polonii Środa Wielkopolska. – Bardzo duży jest przeskok z piłki juniorskiej, Warty Poznań, wiele się jednak nauczyłem od chłopaków z Polonii. Grałem tam z byłymi piłkarzami Lecha, Jakubem Wilkiem czy Luisem Henríquezem. Gdyby nie trzecia liga, może nie byłoby mnie teraz w Rakowie. Pozwoliła się wybić, ktoś mnie dostrzegł, dzięki temu przeskoczyłem wyżej. Dużo się nauczyłem, ale na początek piłki seniorskiej trzecioligowa Polonia to był bardzo dobry ruch – przyznaje 20-letni pomocnik.



Ówczesny klub naszego rozmówcy nie miał szans na awans do drugiej ligi, walczył za to bardzo ambitnie w Totolotek Pucharze Polski. – Pokonaliśmy u siebie Radomiak Radom (Apolinarski zdobył w tym wygranym 4:3 meczu bramkę – przyp. red.), przegraliśmy nieznacznie z Odrą Opole. Miałem tam bardzo dobry okres, graliśmy z tygodnia na tydzień. Nie zastanawiałem się, co będzie dalej, żyłem spokojnie i cieszyłem się piłką. Nie wybiegałem w przyszłość – wspomina Apolinarski, którego pozytywne podejście do życia nie pozwalało myśleć, że może w trzecioligowych realiach utkwić na dłużej. – Nie miałem momentów zwątpienia. Wiedziałem, że czasem taka jest droga. Jako atut traktowałem przepis o młodzieżowcu, ale przede wszystkim moją ciężką pracę. Ona miała mi dać szansę. Dawałem sobie rok, chciałem po dwunastu miesiącach iść w górę. Okazało się, że już po pół roku zauważyły mnie zespoły z wyższych lig – mówi.

Debiut w młodzieżowej reprezentacji

Jesienią ubiegłego roku Apolinarski otrzymał kolejny pozytywny bodziec do pracy. Został powołany do reprezentacji U-20 na mecze Elite League z Włochami i Portugalią. W tym pierwszym spotkaniu pojawił się na boisku z ławki rezerwowych, kolejne zawody rozpoczął już w wyjściowym składzie. – Na pewno było to mega przeżycie, do końca życia zapamiętam te spotkania. Fajna nagroda, ale też udowodnienie sobie, że jak się ciężko pracuje, to w półtora roku można dostać się z trzeciej ligi do kadry. To tylko napędza do pracy. Nie ma co patrzeć na ciężkie momenty, ktoś powiedział, że po trudach wychodzi słońce. Kadra to właśnie taka słoneczna chwila – uśmiecha się zawodnik.



Dzisiaj trudno mówić o jakichkolwiek najbliższych piłkarskich planach, ale Apolinarski w dalszej perspektywie stawia także sobie za cel powrót do kadry. – Chciałbym wrócić do młodzieżówki, potem piąć się w górę hierarchii. Przy jesiennych powołaniach czułem, że mogę dostać nominacje, byłem w rytmie, po cichu na to liczyłem i udało się. Po to się gra w piłkę, by reprezentować kraj, po to przechodziłem do Warty, aby grać, by mieć liczby, trenerzy to przecież dostrzegą. Dobre występy w lidze tylko mnie przybliżą do mojego celu – zapewnia Apolinarski.

W myśl sportowej zasady, że najważniejszy jest ten najbliższy cel, na razie Apolinarski skupia się na treningu. Oczywiście, tym indywidualnym. – Mamy rozpiski z klubu, delikatne zajęcia siłowe w domu z własnej masy ciała i gum, jak i przebieżki pod domem, tak by podtrzymać to, co zbudowaliśmy zimą. Trzeba jednak też przestrzegać zaleceń lekarzy. Sytuacja jest niekorzystna, bo nie wiemy co robić, szybkość czy wytrzymałość. Czasem dopada lekkie zniecierpliwienie i zdenerwowanie. Trzeba jednak być cierpliwym i starać się to zrozumieć – dodaje na koniec piłkarz Rakowa Częstochowa.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności