Aktualności

Kamil Jadach – kibic, piłkarz, symbol

Rozgrywki21.09.2019 
Takich piłkarzy w obecnych czasach można już szukać ze świeczką. 29-letni Kamil Jadach w pierwszej drużynie GKS Jastrzębie spędził dziesięć lat. Pierwszy mecz w barwach „swojego” GKS zagrał 5 sierpnia 2009 roku w spotkaniu II ligi przeciwko Przebojowi Wolbrom.

W tym czasie w klubie z Jastrzębia zaliczył właściwie wszystkie możliwe szczeble rozgrywkowe, a jego rolę w GKS-ie  można opisać w trzech słowach.

KIBIC

Właściwie od małego byłem fanem GKS-u Jastrzębie. Przez wiele lat byłem związany z trybunami, cieszył mnie doping, udzielałem się w „młynie”, jeździłem również na wyjazdy, czasem te dalsze. Wraz z kolegą stworzyliśmy stronę internetową kibiców GKS. Ja bardziej odpowiadałem za informatyczną działkę. Miałem wtedy 15 lat. Próbowaliśmy robić zdjęcia, zapowiedzi, relacje z meczów natomiast robili koledzy – opowiada Kamil Jadach.

Starszy o dwa lata brat jest również zapalonym kibicem. Na jeden z pierwszych wyjazdów pojechałem do Wodzisławia, mecz Odra II – GKS Jastrzębie. Co ciekawe, spotkałem tam wtedy mojego obecnego trenera. Ja w sektorze gości, a z ławki drużyną gospodarzy dowodził Jarosław Skrobacz.

Były czasem też groźne sytuacje. Pamiętam wyjazd do Radzionkowa na dwa autokary – jeden ekipy starszych chłopaków, który pojechał inną trasa. My młode „szczury” jechaliśmy bez obstawy policji, minęło nas w pewnej chwili parę aut na gliwickich rejestracjach. Skończyło się na strachu, chyba mnie widzieli, bo zawsze przy oknie siedziałem.

Najdalszy wyjazd? Chyba na Motor Lublin – ówczesna pierwsza liga, trwał prawie 24 godziny. Odbieraliśmy jeszcze po drodze zaprzyjaźnionych kibiców. Wyjazd się zaczął w piątek o północy, skończył w sobotę o 22. Bliscy bali się o te moje wyjazdy. Nie miałem jeszcze 18 lat, czasem trzeba było delikatnie oszukiwać, że się jedzie na mecz.  Na baraż o trzecią ligę do Sławkowa nie mogłem jednak pojechać. Brat się urwał z domu, ja nie. Często jednak też miałem mecze w juniorach w tym samym czasie. Wiedziałem na co chcę postawić, chociaż chciałem być zawsze blisko drużyny.



PIŁKARZ

Zaczynałem w juniorach MOSiR Jastrzębie, z którego w ramach umowy przechodziliśmy do GKS. Gdy dostałem zaproszenie na trening pierwszej drużyny, nie mogłem spać przez kilka nocy. Chwaliłem się tym wśród kolegów, a na wejściu do szatni, do osób, którym wcześniej towarzyszyłem jako kibic, miałem ogromne emocje.

W drużynie tej był między innymi Jacek Wiśniewski, chociaż ja się z nim rozminąłem. Gdy jednemu z młodych kilka dni wcześniej powiedział: „Te, mody jak ty się nazywosz?” – to z jeszcze większym respektem przychodziłem na te treningi. Trafiłem również na Witolda Wawrzyczka czy Tomasza Copika. Dzisiaj młodzi mają chyba trochę inne podejście, my musieliśmy na wszystko mocno zapracować, więc tym większą sprawiało nam to frajdę.

Przez te dziesięć lat przeszedłem kilka trudnych momentów. Szczebel centralny, potem od nowa reaktywacja począwszy od okręgówki, a teraz zaplecze ekstraklasy. Ta droga może fajnie wygląda, że z okręgówki idziesz do pierwszej ligi, ale mieliśmy trudne chwile. Chociażby w 2016 roku, gdy groził nam spadek z trzeciej ligi. Gdyby wtedy się nie udało utrzymać, gdyby nie Odra Opole, która awansowała po barażach, wtedy byśmy się już nie podnieśli. I poszedłbym do pracy na kopalnie. A tak, w kolejnym sezonie, zrobiliśmy awans do drugiej ligi.

Równie trudny i dziwny był czas, gdy GKS się rozpadał. Przez pół roku nie płacono nam pensji, wiele nam obiecywano, a za chwilę pojechaliśmy na obóz do Turcji. Do hotelu, który dwa lata wcześniej został wybrany najlepszym hotelem w całym kraju! Takiego wypasu później już nigdzie indziej nie widziałem.

Kibice często pytają, jak drużyna GKS Jastrzębie wygląda od kuchni, co się dzieje w szatni. Skłamałbym gdybym powiedział, że to, co w szatni zostaje wyłącznie w szatni. Czasem czegoś nie można powiedzieć, ale bliscy przyjaciele, chociażby właśnie z kibicowskich wyjazdów, którzy cały czas są blisko klubu, zasłużyli by pewne rzeczy wiedzieć.



SYMBOL

Siłą rzeczy człowiek, który jest 10 lat w klubie, za taki chyba uchodzi. U nas nie brakuje chłopaków, którzy są długo w GKS-ie, ale dekada to jednak sporo. Takich zawodników jest coraz mniej, przywiązania do barw klubowych raczej już nie ma. Ja na przykład nie wyobrażam sobie grać dzisiaj w Jastrzębiu, a za chwilę w ROW Rybnik. Może młodzi myślą inaczej, ale ja, człowiek z Jastrzębia, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

Grając w czwartej lidze pracowałem na kopalni, a świętej pamięci trener Jerzy Wyrobek po upadku starego GKS-u Jastrzębie polecał mnie do drugoligowego klubu. Wiedział, jaka jest sytuacja w Jastrzębiu. Ale ja mam tu swoje zadanie do wykonania. Andrzej Myśliwiec, legenda GKS, ma na swoim koncie 392 mecze rozegrane w barwach GKS. Ja mam jeszcze ponad 90 do nadrobienia, gdy będę pierwszy na liście, to będę zadowolony.

Nigdy nie powiem, że chcę z Jastrzębia odejść, mam jeszcze dwuletni kontrakt. Z GKS-em nie negocjuję żadnych warunków płacowych. Tak było w czwartej lidze, tak jest teraz. Nie mam takiego zwyczaju. Włodarze klubu mnie znają, ja czuję się doceniony. Nie jest tak, że prezesi wykorzystują fakt, że jestem stąd, mam GKS w sercu i chcą bym grał za czapkę gruszek. Czasy się zmieniły, przynajmniej w stosunku do mnie. Szybko podpisujemy umowę. Jeżeli prezesi GKS będą chcieli dalej współpracować, to ja na pewno się zgodzę.

Cele? Zagrać na nowym stadionie, najlepiej w ekstraklasie. Na infrastrukturę może nie być lepszego momentu, bo nie takie kluby były na topie, a potem szybko się wszystko posypało. My, jako kibice i ludzie stąd, musimy walczyć o nowy obiekt. Jak już będzie, to piłka w Jastrzębiu nie upadnie. A ekstraklasa? Otwiera się niesamowita szansa, wszystko się może zdarzyć.

Wysłuchał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności