Aktualności

Futbolowe losy kuzynów Jarochów przecinają się w I lidze. „W naszych żyłach płynie piłka”

Rozgrywki17.05.2019 
Gracjan i Bartosz Jarochowie wywodzą się z piłkarskiej rodziny. Ojciec Bartosza, a wujek Gracjana, czyli Waldemar, mimo 47 lat wciąż jest czynnym zawodnikiem. Dwaj kuzyni nigdy nie byli w jednym klubie w jednym czasie, za to wystąpili przeciwko sobie w Fortuna 1 lidze, bo jeden gra w Podbeskidziu Bielsko-Biała, a drugi w Bytovii Bytów. – Mam ten handicap, że podczas świąt mogę wytykać Gracjanowi, że jest niżej w hierarchii ligowej. I niech uczy się ode mnie jak się strzela gole – śmieje się... obrońca „Górali”.

Paradoks w rodzinie Jarochów polega właśnie na tym, że choć Bartosz broni dostępu do własnej bramki, a Gracjan odpowiada za zdobywanie bramek, to więcej goli ma na koncie defensor Podbeskidzia. 24-latek trafił w tym sezonie do siatki już siedem razy i jest o pięć trafień lepszy od kuzyna, napastnika Bytovii. Także w bezpośrednim pojedynku lepszy okazał się zawodnik bielszczan.

Człowiek północy i „południowiec”

W tym sezonie zagrali po raz pierwszy przeciwko sobie (7. kolejka, a potem drugi raz w 24. kolejce), odkąd każdy z nich udał się w swoją stronę. Obaj zaczynali w Polonii Przemyśl. Później Gracjan ruszył na północ Polski (Pogoń Szczecin, chwila w Miedzi Legnica i znów powrót w północne rejony kraju: Błękitni Stargard, Bytów), a Bartek został na południu (Resovia, Podbeskidzie, między tymi klubami były jeszcze Radomiak Radom, Olimpia Grudziądz, Znicz Pruszków). Do Polonii trafiłem w wieku siedmiu, czy ośmiu lat. Bartek wtedy grał w juniorach starszych. Mijaliśmy się. Pamiętam, że był jeszcze w Czuwaju Przemyśl. A kiedy on trafił na poziom centralny, to ja, piętnastolatek, szkoliłem się piłkarsko w Pogoni. Pojechałem do Szczecina, pokonując chyba najdłuższą trasę w Polsce. Dalej z Przemyśla już się nie da. On tymczasem miał godzinę drogi do Rzeszowa. Został człowiekiem południa, ja północy, a teraz nasze drogi się spotkały. Nieczęsto się zdarza, żeby kuzyni grali w tej samej lidze – opowiada Gracjan Jaroch.


Z Bartoszem łącza go bardzo bliskie więzy rodzinne. – Ojciec Gracjana, Dariusz jest moim chrzestnym, to także brat mojego taty Waldemara. Jest jeszcze trzeci z braci, Witold. Występowali razem w Motorze Lublin – mówi Bartosz Jaroch. – Z Gracjanem nigdy nie grałem w jednym zespole, ale z tatą już tak. Zdarzyło się też, że był moim przeciwnikiem. On piłkarz Polonii Przemyśl, ja zawodnik Resovii, która właśnie spadła do III ligi. Wygraliśmy 3:1 – dodaje piłkarz Podbeskidzia.

Pan Waldemar Jaroch, dziś 47-latek, nadal gra w piłkę. – W IV lidze. Jego zespół, Piast Tuczempy, zajmuje 6. miejsce. Po nim mam żywotność. Jest bardzo silnym człowiekiem. Zanim ludzie z wioski, z której pochodzi, poszli grać w piłkę, najpierw musieli przerzucić kilogramy ziemniaków z przyczepy. Jak już popracowali fizycznie, to nadal byli w ruchu, tyle, że kopali na boisku. Nikt z nich na zdrowie nigdy nie narzekał, krzepy mieli co niemiara – tłumaczy zawodnik bielszczan.

Obrońca skuteczniejszy

Bartosz poszedł w ślady ojca, został środkowym obrońcą. Gracjan jest napastnikiem. – Brakuje mu jedynie wzrostu, bo jest szybki, zwinny, niski, krępy, dobrze zbudowany. Nawet jak analizowaliśmy grę Bytovii to zwróciliśmy uwagę na nieustępliwość Gracjana. Taki mały walczak. Trener Brede nie musiał mnie przestrzegać, żebym czasem nie kierował się względami rodzinnymi i nie starał się pomóc Gracjanowi, bo nic takiego nie mogło mieć miejsca. Nie wiem, czy to przypadek, czy przez wzgląd na mnie, bo akurat na temat Gracjana nic złego od trenera nie usłyszałem – uśmiecha się starszy z kuzynów Jarochów, który na najbliższe rodzinne spotkanie przyjedzie podbudowany występami w Podbeskidziu. – Jesteśmy w dobrych relacjach, teraz mocniejszych, bo nasze zespoły są w I lidze. Widzimy się dwa, trzy w roku, tym milej było się spotkać na boisku przy okazji meczów Podbeskidzie – Bytovia. Mam ten handicap, że w trakcie rodzinnych spotkań mogę mu wytykać, że jest niżej w hierarchii ligowej. Tak się jeszcze złożyło, że w drugim meczu u siebie strzeliłem im dwa gole. Nie wiem czy ma jakiś kontrargument – zastanawia się Bartosz Jaroch. – Fakt, jest wyżej w lidze, ale co gorsze dla mnie, zdobył więcej bramek, więc podczas świąt mogę się nasłuchać... Mam nadzieję, że do tego czasu poprawię wynik, żeby było w miarę spokojnie – odpowiada Gracjan Jaroch.


W rodzinie Jarochów, wybitnie piłkarskiej, wszystko kręci się wokół futbolówki. – Wujkowie piłkarze, kuzyni piłkarze, więc siłą rzeczy piłka to główny temat rozmów. Nie ma czasu na pierdoły – zauważa napastnik Bytovii. – Co roku, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, naszą tradycją jest gierka na orliku. Musimy mieszać składy, bo gdybyśmy zagrali Jarochowie na resztę, to tamci nie mieliby szans, więc staramy się, aby zespoły były w miarę wyrównane jeśli chodzi o umiejętności. W ogóle z nas, Jarochów, można by stworzyć prawie całą jedenastkę! Gracjanowi ciągle wypominam, że skoro w naszej gierce nie strzela, to i w lidze nie będzie. Śmieję się, mówię, żeby brał przykład ze mnie jak się zdobywa bramki – podkreśla obrońca Podbeskidzia.

Cieszyć się ze zwycięstw tej samej drużyny

– Idziemy grać nawet gdy jest bardzo zimno, a za oknem prószy śnieg i mróz nie odpuszcza. Tradycję trzeba zachowywać, poza tym na Podkarpaciu zawsze w okresie świątecznym jest zima nie tylko z nazwy. Więc zabieramy rodzinę, zbieramy też chłopaków z okolicy i na boisko – dopowiada brat stryjeczny Bartosza.

Bartosz Jaroch: – Rozmawiałem z chłopakami z Bytovii. Mówią, że z grą i formą Gracjana jest wszystko dobrze, tylko goli nie strzela. A to byłoby dopełnienie. W obecności ojca nie poruszam tematu własnej gry. Wolę tego unikać. Mam tylko marzenie, żebyśmy kiedyś z Gracjanem zagrali w jednej drużynie. Prywatnie kibicujemy innym klubom, on jest zagorzałym fanem Manchesteru United, mi bliżej do Barcelony.

Gracjan Jaroch: – Nie trenujemy ze sobą na co dzień, więc moja ocena gry Bartka byłaby mało wiarygodna. Jeśli chodzi o nasze początki – od zawsze byliśmy ukierunkowani na piłkę. To rodzinna pasja. Piłka płynie w naszych żyłach. Zaczynając swoją przygodę, nie wiedziałem gdzie wyląduje Bartek. Każdy miał swój własny cel i poszedł gdzie indziej. Mam tylko nadzieję, że zostaniemy w jednej lidze.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności