Aktualności

[FORTUNA I LIGA] Mateusz Marzec: To mój najlepszy piłkarski czas

Rozgrywki29.11.2019 
Chyba mało kto przypuszczał, zapewne on sam również nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, że po pierwszej rundzie rozgrywek w Fortuna 1 lidze będzie współliderem klasyfikacji strzelców. – To moja najlepsza runda w przygodzie z piłką – mówi 25-letni Mateusz Marzec z PGE GKS Bełchatów, któremu piłkarskich wzorców nie brakuje.

W pierwszych siedemnastu meczach tego sezonu Marzec zdobył jedenaście bramek. Wcześniej na szczeblu centralnym, w drugiej lidze, łącznie strzelił dziewięć goli. – Trafień mogło być jeszcze więcej, sytuacje były – mówi o swoim jesiennym dorobku Marzec, jedno z większych objawień w tym sezonie na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy. – To na pewno najlepszy okres piłkarski dla mnie. Cały czas widzę, że się rozwijam. Z tego, czego dokonałem jesienią, mogę być zadowolony – mówi współlider klasyfikacji strzelców. – Czasem zerkam na indywidualne wyniki strzelców – dodaje z uśmiechem.

Na przełomie sierpnia i września Marzec trafiał do siatki rywali w pięciu kolejnych spotkaniach PGE GKS Bełchatów. Drużyna beniaminka pod bramką przeciwnika właściwie uzależniona jest od blondwłosego pomocnika, niemal połowa goli bełchatowian to jego zasługa. – Czuję się bardzo dobrze na boisku, ale także wiele pomaga mi cała drużyna – mówi zawodnik, u którego przyczyny takiej strzeleckiej metamorfozy trzeba poszukać w zmianie pozycji na boisku. Do tej pory grał głównie na skrzydle lub w środku pomocy. W Bełchatowie trener Artur Derbin zaczął wystawiać go na pozycji „dziesiątki”, tuż za napastnikiem.  – Dobrze czuję się w tej roli. Bardzo często bywam w polu karnym, potrafię się także odnaleźć na 18-20 metrze. To bardzo ważne, dużo pracuję na treningach, jak i po nich. Wykorzystuję więcej sytuacji podbramkowych. To głównie kwestia lepszego przygotowania do sytuacji bramkowych, pracy na treningach – tłumaczy skromny 25-latek.



Gdy do siatki nie trafia sam, to pomaga zespołowi. W meczu ze Stomilem Olsztyn Marzec na listę strzelców się nie wpisał, ale zaliczył asystę. – Czasem jest trudniej o bramki, bo rywale na pewno więcej uwagi mi poświęcają. Ale takie sytuacje również powodują, że człowiek się rozwija – pomocnik bełchatowian w każdych okolicznościach stara się znaleźć pozytywy. Największe zmiany po ostatnich wyczynach odczuł w... kontaktach z dziennikarzami.  – Zdecydowanie częściej telefon się odzywa. Koledzy czasem również zażartują, ale generalnie to bardzo pozytywna zmiana – uśmiecha się.

Marzec docenia zmiany, jakie dokonują się w jego życiu. Pochodzi z maleńkiego Ozimka. Ośmiotysięczne miasto, które nigdy nie miało wielkich tradycji piłkarskich. Jeżeli już się kojarzyło z czymkolwiek, to z jeziorami turawskimi. Z Ozimka w piłkarski świat wyruszyło jednak kilku uznanych piłkarzy. Waldemar Sobota, Paweł Olkowski, kibice ligowi mogą kojarzyć także Adama Orłowicza czy Jana Grzesika.



– Zawsze kolegowałem się z Pawłem Olkowskim. Znaliśmy się jeszcze z lat dziecięcych, często graliśmy przeciwko sobie. Mieszkaliśmy na pobliskich ulicach, niedaleko siebie, więc siłą rzeczy często się spotykaliśmy. Zawsze, gdy tylko jest okazja, to pogadamy, zbijemy piątkę. Latem zeszłego roku również się spotkaliśmy, bo trenowaliśmy indywidualnie na Śląsku, u tego samego trenera – mówi o znajomości z byłym reprezentantem Polski, który obecnie występuje w Turcji. – Nasze drogi piłkarskie jednak wyglądały zupełnie inaczej – dodaje.

Marzec stosunkowo długo przebijał się na szczebel centralny. Dla naszego bohatera właściwie ostatni rok był przełomowy. Latem 2018 rozstał się z Odrą Opole i skorzystał z oferty Olimpii Grudziądz. – Miałem wtedy kilka wyborów, musiałem się zdecydować, czy pójść jednak „w Polskę” i próbować swoich sił, czy jednak zostać blisko domu. Miałem wsparcie w rodzinie i bliskich, namawiali mnie do tego bym skorzystał z oferty Olimpii, mimo że okres nie był łatwy. Żona była w ciąży, za kilka miesięcy miał się urodzić nam synek. Mogłem także wrócić do Ruchu Zdzieszowice, gdzie grałem rok wcześniej. Tam bym się spokojnie utrzymał z gry w piłkę. A w perspektywie był pierwszy wyjazd tak daleko od domu… Wszystko jednak postawiłem na jedną kartę. „Kiedy, jeśli nie teraz?” – pomyślałem – wspomina Marzec, który przed przeprowadzką do Grudziądza grał głównie w województwie opolskim. – Bałem się, że będę musiał wrócić z podkulonym ogonem do domu, zastanawiałem się co będzie, gdy jednak się nie uda. Zdałem jednak egzamin – mówi Marzec o siedmiu bramkach zdobytych dla ówczesnego drugoligowca w poprzednim sezonie. W Grudziądzu latem postanowili jednak dokonać zmian. Klub po awansie do pierwszej ligi, w którym mocno Marzec pomógł, postawił na obcokrajowców, a z chłopakiem z Ozimka nie przedłużono kontraktu.

Małapanew Ozimek. To w tym klubie Marzec, podobnie jak jego starsi uznani koledzy, miał piłkarski start. – Coś w tym klubie faktycznie jest. U nas zawsze gra się na orlikach, jest duże zainteresowanie piłką. Może takich naturalnych boisk w Ozimku jest mniej, ale w samym klubie stawia się mocno na szkolenie. Z pewnością takie nazwiska jak Sobota czy Olkowski także zrobiły swoje – uśmiecha się Marzec, który chciałby być kolejnym, który jednoznacznie będzie się kojarzył z małą mieściną w województwie opolskim.



Występy w rodzimym klubie pozwalają mu doceniać to, gdzie dzisiaj jest. – Nie zastanawiam się nad tym, czy to jest przygoda, czy już kariera. Robię to, co lubię na poziomie profesjonalnym i to jest największą frajdą. Nieraz grałem na boiskach, które właściwie ciężko nazwać boiskami... – Marzec wspomina czasy, gdy występował jeszcze w barwach swojego rodzimego klubu, chociażby w klasie A. – Wtedy wiedziałem, że futbol to pasja. Tylko i wyłącznie. Dzisiaj, chociaż jestem gdzieś indziej, nie chcę zmieniać tego podejścia – mówi zawodnik, który po raz pierwszy profesjonalne podejście do piłki odczuł w Ruchu Zdzieszowice czy też Odrze Opole. W tych klubach jest dobrze wspominany, ale musiał wyjechać z rodzinnych stron, by mocniej zaistnieć. – Tam jednak uwierzyłem, że może mi się udać, że wyjdzie coś więcej z tego, niż tylko chłopięce granie – wspomina swoje lata w Zdzieszowicach i Opolu.

Marzec grał praktycznie na wszystkich szczeblach rozgrywkowych w Polsce. Pozostał tylko jeszcze jeden szlif do zdobycia. – Tak, ekstraklasa jeszcze mnie nie widziała – dodaje z uśmiechem. Na razie jednak nie przebiera nogami z niecierpliwości. Owoce jego pracy mogą wkrótce zostać dostrzeżone. – Kontrakt z GKS-em Bełchatów mam do czerwca przyszłego roku. Na pewno jest to moje marzenie, by zostać zauważonym i znaleźć się w gronie najlepszych piłkarzy w Polsce. Ale żyje tym, co mam w Bełchatowie, skupiam się na swojej pracy. To, co daje do tej pory efekt, również będzie procentować w przyszłości – mówi spokojnie najskuteczniejszy zawodnik Fortuna 1 ligi.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności