Aktualności

[FORTUNA I LIGA] Bogdan Kłys: W Podbeskidziu wszyscy grają o swoją przyszłość

Rozgrywki02.06.2020 

Po przerwie spowodowanej pandemią ruszają rozgrywki na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy. Faworytem numer jeden do awansu wydaje się być Podbeskidzie. Bielszczanie bardzo dobrze rozpoczęli wiosnę, od dwóch zwycięstw, natomiast czas przymusowej przerwy wykorzystali głównie na przedłużanie kończących się umów. – Wszyscy w drużynie wiedzą o co grają. O swoją przyszłość i awans – mówi prezes bielszczan, Bogdan Kłys.

Kto z drugiego miejsca awansuje do ekstraklasy?

Miedź Legnica?

Pytam o to, bo pierwsze miejsce cała Polska zarezerwowała już dla Podbeskidzia.

Pycha kroczy przed upadkiem. Mamy świadomość, że wiosnę rozpoczęliśmy dobrze, od dwóch wygranych. To nam pozwoliło również spokojnie przetrwać ten trudny okres, nie musieliśmy nerwowo wyczekiwać i zastanawiać się, co będzie gdy sezon zostanie zakończony. Czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Fajnie, że teraz na nas się stawia, ale najważniejsze, że wracamy do gry. Gdybyśmy awansowali po przerwanych rozgrywkach, to pewnie radość nie byłaby taka pełna, chociaż na pozycję lidera dobrą postawą sobie zapracowaliśmy. Gramy jednak dalej więc chcemy potwierdzić, że zasługujemy na awans.

Okres przymusowej przerwy w klubie nie został zmarnowany?

Nie. Jesteśmy dobrze przygotowani do wznowienia zmagań. Sportowo i organizacyjnie. Przedłużyliśmy kontrakty z trzema zawodnikami, z którymi jednostronnie mogliśmy to zrobić, to jest: Dmytro Bashlai, Filip Modelski i Marko Roginić. Do 30 marca mieliśmy odpowiedzieć i przedłużyliśmy umowy. W przypadku Michała Rzuchowskiego i Aleksandra Komora umowy 30 czerwca się kończyły, sztab ocenił ich pozytywnie, więc też zostały przedłużone. Został właściwie jedynie Tomasz Nowak, który dwa razy miał zerwane więzadła w tym samym kolanie. Zobaczymy, jak będzie wyglądał w meczu. W treningu prezentuje się bardzo dobrze, ale ewentualne trzecie zerwanie więzadeł w wieku 34 lat to dla Tomka koniec kariery. Rozmawiamy więc z Tomkiem, ale też czekamy. Jeżeli będzie wszystko ok, to jesteśmy skłonni się porozumieć. Nie będzie więc w naszym zespole po 30 czerwca zawodnika, który nie będzie miał umowy i nie będzie wiedział o co gra. Wszyscy grają o swoją przyszłość.

W tym trudnym okresie Podbeskidzie dużo zainwestowało przedłużając te umowy, czy może paradoksalnie zaoszczędziło wiążąc się właśnie w tym momencie dłuższymi kontraktami?

Nie sądzę, że to oszczędność, bo tak naprawdę jeszcze nikt nie odczuł kryzysu, więc też stawki czy pensje piłkarzy nie poszły w dół. Tego jeszcze nie zauważyliśmy. Mamy dwie drogi w klubie. Nie wiemy, gdzie latem będziemy, w pierwszej lidze czy ekstraklasie, więc przygotowujemy się na dwie opcje. Musimy być przygotowani również na gorszy scenariusz. Budujemy zespół z trenerem Krzysztofem Brede od ubiegłego lata. Ja sam często bywam na treningach, rozmawiam ze sztabem sportowym i trenerem. Ci zawodnicy pasują do koncepcji, nie dostają jednak nic za darmo. Przykładem jest Michal Rzuchowski. Jesienią grał mało, zimą mógł odejść, ale podjął rękawicę, wiosną wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, zdobył dwie bramki i zapracował na przedłużenie umowy. Wcześniej podobnie było z Rafałem Leszczyńskim. Jeżeli rozsądek bije od piłkarzy, to nie widzę przeszkód, by siąść do stołu i rozmawiać.

Mówi prezes o dwóch drogach. Na ten wariant pierwszoligowy również będziecie przygotowani?

Nie postawiliśmy wszystkiego na jedną kartę. Awans to nie jest nasze być albo nie być. Zespół jest tak budowany, by dobrze grał w piłkę, by cieszył grą kibiców, zwłaszcza u siebie. Ja chodzę na mecze bielszczan od 2005 roku. Dawniej, mniej więcej dwa lata temu, było tak, że zęby bolały, gdy się oglądało niektóre mecze Podbeskidzia. Teraz, nawet po porażkach, nikt nie ma do piłkarzy pretensji. Poprawiliśmy zdecydowanie swoją grę i ładna gra cieszy kibiców. Mamy jasną sytuację, nie stawiamy wszystkiego na jedną kartę. Gdy się nie uda awansować, to zespół w pierwszej lidze nadal będzie grał, ale bez dodatkowych wzmocnień.

W przypadku awansu do ekstraklasy wzmocnienia będą duże?

Myślimy o liczbie 3-6 nowych piłkarzy, tak by nie podzielić losu klubów, które nie tak dawno awansowały do elity i niezbyt długo grały na najwyższym szczeblu. Ekstraklasa pokazuje, że wymagania są tam zdecydowanie większe, a my nie chcemy być chłopcem do bicia. Jest zapotrzebowanie na konkretne pozycje. Teraz jest to zatrzymane z powodu pandemii i z powodu tego, że nie wiemy gdzie zagramy. Mamy już wytypowanych konkretnych zawodników, lista ta powstała już w marcu. Wtedy też rozpoczęliśmy pierwsze rozmowy. Mamy swój plan działania, w którym z wytypowanymi zawodnikami jesteśmy już po wstępnych rozmowach. Czas finalizacji dopiero jednak nadejdzie po zakończeniu rozgrywek.

Skutki pandemii odczuliście w budżecie?

Nie, według mnie jeszcze tego nie widać. Podbeskidzie jest spółką miejską w 65% i w pozostałej części udziały ma firma „Łukosz”. To stabilni właściciele. Spotykając się z Prezydentem miasta Bielsko-Biala Jarosławem Klimaszewskim oraz z prezesem Łukoszem, dostałem informację, by jeszcze mocniej zadbać o finanse, bo obecnie jest wiele niewiadomych. W tym trudnym okresie spokojnie rozmawialiśmy z piłkarzami i pracownikami. Wszyscy zrozumieli sytuację, bo gramy do jednej bramki. W dwóch poprzednich miesiącach pracowaliśmy na zwolnionych obrotach. Zarówno sztab trenerski, jak i piłkarze mieli obniżone wynagrodzenie o 50%, a pracownicy klubu średnio o 30%. Te oraz inne działania sprawiły, że zdecydowanie obniżyliśmy koszty klubu, więc tej sytuacji nie odczuwamy aż tak bardzo. Poza tym nadal mamy wsparcie ze strony firm, które są naszymi sponsorami. Wsparciem dla nas była także pomoc od Polskiego Związku Piłki Nożnej. Od razu pod koniec marca pieniądze trafiły na konto. Polsat również obiecał, że zapłaci do końca ostatnią ratę, więc to też jest zastrzyk. Przystąpiliśmy także do Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju dla średnich firm. Liczymy, że z tego programu uzyskamy ok. 400 tysięcy złotych. Wszystkie te podjęte działania, mam nadzieję spowodują, że kryzys będziemy odczuwać w minimalnym stopniu.

Jak prezes odnajduje się w środowisku piłkarskim, do którego tak de facto wszedł niespełna dwa lata temu?

Prezesem Podbeskidzia jestem od grudnia 2018 roku i przyznam, że łączę pasję z pracą. Ale od 1993 roku zarządzam przedsiębiorstwami – najpierw spółką cywilną, potem spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, pracowałem też dla korporacji, byłem również dyrektorem Centrum Handlowego – i te wszystkie działalności nie różnią się znacząco od zarządzania w spółce sportowej. Trzeba mieć poukładane kadry, finanse, to wszystko co jest podstawą przedsiębiorstwa. Potem w miarę można na wszystko reagować, ale jak ktoś nie prowadzi pełnej księgowości, to skąd ma wiedzieć, że ma braki i jak tym samym ma reagować? Jak ktoś wie, że za kilka miesięcy będzie mu brakować milion złotych, to ma narzędzia by kasę pozyskać, ewentualnie może tak zarządzać, by obniżyć swoje koszty. Najgorsza jest niewiedza. Przejrzystość musi być. Zarządzanie sportową spółką jest jak zarządzanie każdą inną spółką, większą niewiadomą jest tylko wynik sportowy, którego do końca nie można zaplanować. Mając jednak plan działania oraz swoją wizję, to i wynik w szerszej perspektywie można przewidzieć.

Czuje się pan prezesem – zadaniowcem, który swoje zrobi i po pewnym czasie odejdzie, czy piłka nożna pana już wciągnęła?

Każdego w piłce weryfikują wyniki. Jeżeli spółka będzie dobrze zarządzana, a za tym pójdą wyniki sportowe, to jest to atrakcyjne do zarządzającego, jak i otoczenia. Na pewno nie jestem człowiekiem, który jest przyspawany do stołka. Gdy dojdę do wniosku, że nie mogę nic więcej dać klubowi, że uderzam głową w sufit, to odejdę. Dzisiaj klub idzie w dobrym kierunku, wierzę, że zostanie to poparte wynikami, ale mam też dużo pokory. Jestem przygotowany, że jak będę mógł pomóc, to pomogę. Jak już nie będę mógł nic dać, to odejdę.  

Na koniec popuśćmy wodze fantazji... Podbeskidzie pod prezesurą Bogdana Kłysa za jakiś czas...?

Moim marzeniem jest gra Podbeskidzia w europejskich pucharach. Piast Gliwice, czy chociażby Arka Gdynia pokazały, że można. Ale najpierw patrzmy co nas tu i teraz czeka. Powrót do ekstraklasy i ciężka batalia o realizację tego celu. Później chcielibyśmy zadomowić się w elicie na stałe, bo ostatnie lata pokazują, że jest o to pierwszoligowcom coraz trudniej.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności