Aktualności

[FORTUNA 1. LIGA] Gole „last minute” Mateusza Grzybka

Rozgrywki08.03.2021 
Mateusz Grzybek stał się w Bruk-Bet Termalice Nieciecza w rundzie wiosennej piłkarzem od zadań specjalnych. Właściwie to zawodnikiem, który zapewnił dwa punkty liderowi Fortuna 1. Lidze. W meczach z Zagłębiem Sosnowiec oraz Sandecją Nowy Sącz trafiał do siatki w ostatniej akcji, kiedy sędzia szykował się już do zakończenia spotkania.

Nie ma w tym roku większego szczęściarza w zespole Mariusza Lewandowskiego od Mateusza Grzybka. Prawy obrońca niecieczan dokonał rzadkiej sztuki – w dwóch spotkaniach z rzędu trafił do siatki w doliczonym czasie gry. Najpierw uratował remis Termalice w Sosnowcu (1:1), potem powtórzył to u siebie przeciwko Sandecji (2:2). I tu i tu, Termalika wywalczyła punkt rzutem na taśmę, a trzymając się faktów: akcjami „last minute” 24-letniego piłkarza.



Nie w ich stylu

Raz może się udać, ale drugi i to w podobnych okolicznościach? – Piłkarz last minute ma zły oddźwięk. Wolę być zawodnikiem... przydatnym drużynie, dlatego cieszę się, że moje bramki miały jakieś znaczenie. Tylko się potwierdza, że w piłce gra się nie 90 minut, tylko kiedy sędzia zakończy spotkanie – komentuje dla Łączy Nas Piłka Grzybek. Tak się składa, że i w Sosnowcu i w Niecieczy skuteczny strzał Grzybka był równoznaczny z ostatnim gwizdkiem.

– Szczęście w nieszczęściu, że były to bramki po stałym fragmencie gry, szkoda, że nie z akcji. Z Zagłębiem ta nasza ostatnia akcja była bardzo chaotyczna, nie w naszym stylu. Nie słyniemy przecież z długiego wyrzutu z autu. Tymczasem Marcin Wasielewski zdecydował się na takie zagranie i cel osiągnął – mówi obrońca Termaliki. – Przed Sandecją z kolei ćwiczyliśmy stałe fragmenty gry. W trakcie meczu ustawialiśmy się po trzech z jednej i drugiej strony pola karnego, żeby wydłużyć linię przeciwnika i liczyć na zbitą piłkę. Wszystko było wyćwiczone. Możliwe, że w ostatecznym rozrachunku dzięki tym golom dużo zyskamy. Bo wyniki dość dobrze się układają dla nas, rywale nie odrobili do nas dużo.



Podczas gdy „Słoniki” zdobyły dwa punkty, drugi w tabeli ŁKS, licząc zaległe spotkanie z GKS-em Tychy, po razie wygrał (2:1 z Odrą Opole), zremisował (2:2 z Widzewem Łódź) i przegrał (0:3). Górnik Łęczna wygrał w Bełchatowie z GKS-em (2:1) i w Rzeszowie z Resovią (2:0). Radomiak podzielił się punktami z Widzewem (1:1) oraz uległ Chrobremu Głogów (1:2). Z kolei Arka Gdynia pokonała 1:0 GKS Jastrzębie i wysoko przegrała z Puszczą Niepołomice (0:4). Cały czas niecieczanie trzymają na wszystkim „rękę na pulsie”.

Trener niezadowolony

– Na papierze jesteśmy faworytem, więc pewnie uznacie, że straciliśmy cztery punkty niż zyskaliśmy dwa. W końcu lider mierzył się z drużynami z dołu tabeli, jednak my szanujemy każdego przeciwnika i każdy zdobyty punkt, tym bardziej, kiedy strzela się gola w taki sposób. Nie będę oryginalny twierdząc, że w tej lidze nie ma łatwych meczów. Jesteśmy tego najlepszym przykładem. Po rundzie jesiennej widziano nas już w ekstraklasie... Co by nie mówić, to zawsze jest łatwiej gonić niż uciekać. My nie mamy kogo gonić, musimy oglądać się za plecy i starać się trzymać wszystkich na bezpieczny dystans – zaznacza Grzybek, który wie, ile jeszcze pracy przed jego zespołem, by zrealizować zakładany cel, toteż stara się nie podpalać swoimi osiągnięciami z rundy rewanżowej, skoro jeszcze nic jako zespół nie osiągnęli.

– Zagraliśmy najsłabszy mecz w sezonie. W początkowej fazie spotkania wyglądaliśmy tak jak sobie to założyliśmy. I zamiast po golu pójść za ciosem, podwyższyć wynik, nie zrobiliśmy tego. Po przerwie prezentowaliśmy się bardzo słabo. Przegraliśmy środek boiska. Nie takie były założenia. Jeszcze raz strzelamy gola w tym sezonie w ostatniej minucie. Buduje to, że gramy do końca. Nie możemy być jednak zadowoleni ze stylu, która pokazaliśmy z Sandecją – ocenił trener Mariusz Lewandowski.



Roszada Żurka

We wcześniejszej fazie rozgrywek, Termalika ratowała w końcówkach: wygraną z Górnikiem Łęczna (2:1), Miedzią (3:2 – w 90. minucie Tomasz Loska obronił strzał z jedenastu metrów Kamila Zapolnika), remis z Odrą Opole (1:1), a także wspomniane remisy z Zagłębiem i Sandecją. – Pamiętajmy, że cały czas mamy na koncie tylko jedną porażkę. Nasza pewność siebie przez to rośnie. Nie jest łatwo z nami wygrać, czego dowód mieliśmy w pierwszych meczach wiosny. Charakter drużyny objawia się właśnie w takich momentach – uważa Grzybek.

Obrońca Termaliki rozgrywa najlepszy indywidualnie sezon. W 14 meczach uzbierał dwa gole i dwie asysty. Taki sam wynik zanotował w całych poprzednich rozgrywkach. – Taktyka trenera Lewandowskiego i nasz sposób gry dużo wymaga od bocznych obrońców zaangażowania w ofensywę – podkreśla.

On sam ofensywne zadatki przejawiał we wcześniejszych klubach. Nie chodzi o statystyki, gdyż nie był raczej specjalistą od generowania liczb, ile o jego boiskową przeszłość. – W seniorach nie grałem bodajże jedynie na bramce i w ataku. Tak to obskoczyłem każdą pozycję. Pierwszą osobą, która ustawiła mnie na prawej obronie, był trener Jan Żurek w GKS-ie Tychy. Brakowało nam młodzieżowca. Przed meczem zapytał więc mnie, czy zagram z prawej strony defensywy. I tak zostałem prawym obrońcą, który grywał jako „dziesiątka”, by później w zależności od potrzeb być bocznym i środkowym pomocnikiem – wyjaśnia.



To tłumaczy skąd umiejętność Grzybka do bycia w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Szczęście to jedno, ono nie zaskoczy bez odpowiednich kompetencji. Owe kompetencje Grzybek nabywał w różnych częściach boiska, może teraz z tego czerpać. Najważniejsze, że zespół na tym najwięcej zyskuje.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności