Aktualności

[FORTUNA 1 LIGA] GKS Katowice walczy o byt. „Muszą wypić piwo, które nawarzyli”

Rozgrywki17.05.2019 
Takiego scenariusza na początku obecnego sezonu chyba nikt się nie spodziewał. O utrzymanie w Fortuna 1 lidze w ostatniej kolejce powalczą trzy drużyny, w tym GKS Katowice, który od kilku lat, niemal „z urzędu”, typowany jest do walki o awans. Teraz musi drżeć o ligowy byt, ale emocjonujące finisze w XXI wieku na Bukowej miały już miejsce.

5., 7., 4. i dwukrotnie ósme – to miejsca, jakie GKS Katowice zajmował w ostatnich pięciu sezonach na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy. Tym razem do czołowej dziesiątki nie wskoczy. Cały czas podopieczni Dariusza Dudka są zaangażowani w walkę o utrzymanie. Wszystko rozstrzygnie się w sobotni wieczór. – To będzie drugi nasz finał – trener Dariusz Dudek nawiązuje do wygranej w Poznaniu z Wartą, która jednak wobec remisu Bytovii z Chrobrym gwarancji utrzymania nie dała.

W ostatniej kolejce GKS zagra z Bytovią, a do Częstochowy zawitają Wigry. Katowiczanie mają wszystkie atuty we własnych rękach. Mają trzy punkty przewagi nad będącymi w strefie spadkowej Wigrami i Bytovią. Nawet remis daje katowiczanom utrzymanie. – Liczyłem, że już wygrana w Poznaniu da gwarancję. Tak się jednak nie stało i trzeba drżeć do ostatniej kolejki o byt. Taka sytuacja nie pomaga w spokojnym przygotowaniu do meczu – mówi Kamil Cholerzyński, były piłkarz GKS-u do 2015 roku, który doskonale wie co mówi.

W sezonie 2008/2009 katowiczanie walczyli w pierwszej lidze o uniknięcie barażów z GKS-em Jastrzębie. Przed ostatnią kolejką plasowali się na miejscu barażowym, ale dzięki wygranej na finiszu w Jastrzębiu, to rywal zza miedzy zagrał ostatecznie w dodatkowych meczach. – Niedawno wspominaliśmy z chłopakami ten mecz. Wydaje się, że wtedy nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, o co toczy się gra. Mieliśmy drużynę, którą trener Adam Nawałka mocno odmłodził. Z doświadczonych byli tylko Jacek Gorczyca, Grażvydas Mikulenas i Bartek Iwan. Jechaliśmy bez żadnych obciążeń do Jastrzębia. Teraz, paradoksalnie, to bym przez cały tydzień bardzo przeżywał ten mecz, bardzo bym się stresował nim już wcześniej. Ale wtedy to myśmy do końca nie zdawali sobie sprawy, o jaką stawkę toczy się gra. Pewność siebie nas budowała. Udało się osiągnąć pozytywny wynik tym, że byliśmy mocno zbudowani wcześniejszymi wygranymi i byliśmy pewni siebie. Dla nas nie miało to znaczenia czy gramy u siebie czy na wyjeździe – wspomina wygrane 1:0 spotkanie Cholerzyński, który w miarę możliwości stara się oglądać wszystkie mecze swoich następców.


W Katowicach dzisiaj liczą na podobny happy-end, ale też nie ukrywają rozczarowania obecnymi rozgrywkami. Teraz nikt jednak o tym nie myśli. Wszyscy skupiają się na najbliższym zadaniu. – Przed sezonem aspiracje były inne, liczono, że uda się awansować. Sytuacja jednak się diametralnie odwróciła. Bytovia pewnie przyjedzie bez takiego obciążenia, które będzie towarzyszyło piłkarzom GKS-u. To nie będzie pomagać. To nie będzie łatwe spotkanie. Nie zazdroszczę chłopakom, bo nikt się nie spodziewał, że będzie taka sytuacja – dodaje „Kufel”.

W Katowicach na decydujące spotkanie trwa mobilizacja. Na popularny „blaszok” są w sprzedaży tańsze bilety. Głośny doping będzie przydatny w trudnych momentach, zwłaszcza, że na własnym boisku katowiczanie spisują się w tym sezonie bardzo słabo. – Musimy zagrać zgodnie z założeniami i w końcu wygrać na naszym boisku. Zrobić to dla kibiców, którzy czekają już wiele miesięcy na domowe trzy punkty – mówił po meczu z Wartą Radek Dejmek. Katowiczanie w tym sezonie u siebie wygrali tylko raz. – Nie uważam jednak, że to kwestia presji. W Katowicach utarło się, że jest naprawdę duże ciśnienie. Fakt, może kilka lat temu były te hasła „ekstraklasa albo śmierć”, może wszyscy niepotrzebnie nakręcili to. Ale w tym sezonie jest bardzo spokojnie. Na Bukowej mecz jest jak każdy inny. Boiska są wszędzie takie same, bramki są dwie, jest piłka taka sama. Po prostu w głowie siedzi coś takiego, że któryś z rzędu mecz nie potrafimy wygrać u siebie. Ale każda seria, nawet ta niechlubna, kiedyś ma swój koniec. A chłopcy sami nawarzyli sobie tego piwa, także będą musieli je teraz wypić. Ja osobiście wierzę, że GKS jest w stanie tę pierwszą ligę utrzymać. Po prostu chłopaki muszą wyjść i postarać się odciąć od tej całej otoczki, zagrać na swoim poziomie – mówi Cholerzyński, który jest trener w Akademii piłkarskiej GKS Katowice, jak również cały czas gra w piłkę, w trzecioligowym Gwarku Tarnowskie Góry.

Z racji występu w trzeciej lidze Kamil Cholerzyński sobotniego meczu GKS nie zobaczy. Podobnie rzecz miała miejsce dwa lata temu, gdy katowiczanie byli bliscy awansu do elity. – Grałem mecz swój w Motorze Lublin, a GKS grał z MKS Kluczbork. To był bardzo ważny bój w walce o awans. Gdy schodziliśmy do szatni na przerwę, od razu sprawdziłem wynik, GKS prowadził 2:1. Chyba się uda, pomyślałem – byliśmy wtedy już bardzo blisko awansu. Po meczu gdy schodziliśmy, kolega od razu mi powiedział, że GKS przegrał 2:3. Nie mogłem w to uwierzyć – wspomina „Kufel”, który tym razem w tak negatywny scenariusz nie wierzy. – Ale będę miał telefon przy sobie, na ławce rezerwowych od kolegów czy masażysty postaram się dowiadywać, co się dzieje w Katowicach – zapewnia.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności