Aktualności

[WYWIAD] Wojciech Stawowy: Styl? Najwięcej satysfakcji dadzą nam zwycięstwa

Rozgrywki13.05.2020 
– Nie jestem cudotwórcą, tylko trenerem. Jestem jednak przekonany, że w ŁKS wszyscy będą robić wszystko, by się utrzymać. To trudne zadanie, ale do wykonania – mówi Wojciech Stawowy, nowy szkoleniowiec ostatniego w PKO Ekstraklasie ŁKS, wcześniej trener Cracovii, Arki Gdynia, Górnika Łęczna, GKS Katowice, Widzewa i Miedzi Legnica.

Pięć lat nie prowadził pan drużyn seniorów w lidze. Kiedy rozmawialiśmy kilka tygodni temu przyznał pan, że bardzo za tym tęskni.

Nie znam trenera, któremu nie brakowałoby tej pracy. Chyba, że już myśli o emeryturze. Czekałem pięć lat na kolejną szansę. To rzeczywiście długo. Najlepiej czuję się właśnie w pracy z seniorami. To moja zawodowa pasja. Wcześniej, gdy była propozycja z Arki Gdynia, to bardzo się z niej cieszyłem, ale nie udało się porozumieć. Teraz wracam do szkolenia seniorów i to od razu w ekstraklasie. Jestem bardzo zadowolony.

Przejmuje pan ŁKS w bardzo trudnym momencie i to nie tylko z tego powodu, że zespół jest na ostatnim miejscu w tabeli. Z powodu przerwy w rozgrywkach trudno mieć rozeznanie w formie podopiecznych.

Tak jak każdy trener staram się oglądać wszystkie mecze ekstraklasy, ale oczywiście żadnego zespołu nie śledziłem wnikliwe. Teraz w momencie, w którym objąłem ŁKS, wziąłem na siebie dużą odpowiedzialność. I mam tego świadomość. Dużo pracy było, jest i będzie. W krótkim czasie musiałem przeanalizować każdego zawodnika ŁKS, nie tylko pod względem piłkarskim, ale także mentalnym. Było mnóstwo dyskusji ze sztabem i kierownictwem, rozmów z piłkarzami. Trzeba było zaplanować najbliższe treningi, a czas, by przygotować się do rozgrywek, jest bardzo krótki. Na bieżąco weryfikuję każdy trening i wprowadzam zmiany.



Brak znajomości zawodników na pewno w tym nie pomaga?

Tak, dlatego zapoznanie się z piłkarzami jest bardzo ważne. Oczywiście, że łatwiej jest współpracować z zawodnikami, których zna się od dłuższego czasu. Wtedy planowanie, reagowanie i dobór obciążeń jest łatwiejszy.

Ostatnie kilka lat spędził pan jako koordynator szkolenia w szkółce piłkarskiej Escola Varsovia. To głównie była praca za biurkiem, więc pewnie brakowało tej piłkarskiej codzienności – szatnia, murawa, rozmowy z zawodnikami?

Rzeczywiście za tym tęskniłem. Szkolenie w Escola Varsovia dla dzieci w wieku od sześciu do dwunastu lat jest oparte na wzorcach czerpanych z Barcelony. Moim zadaniem było stworzenie planu treningowego dla starszych roczników w oparciu o te metody. Nigdy się z tym nie kryłem, że jestem pod wrażeniem stylu Barcelony. Stworzenie modelu gry to było coś, co jednocześnie mnie pasjonowało i było wzywaniem. W Escoli realizowałem się też w przekazywaniu wiedzy trenerom. Z jednej strony była to teoria, czyli wykłady z prezentacjami multimedialnymi dotyczącymi szkolenia, prowadzenia treningów czy taktyki. Później prezentowaliśmy to też podczas pokazowych treningów. To jednak nie to samo co prowadzenie na co dzień zespołu.

Aleksandar Vuković, trener Legii w ubiegłym roku powiedział: „Styl to miał Wojciech Stawowy, który nie pracuje już w lidze od kilku lat. A może powinien, bo był rozpoznawalny i pomysłowy”.

To na pewno bardzo miłe, że miał takie spostrzeżenia. Zawsze starałam się, by drużyny, które prowadzę miały styl, by DNA trenera było odciśnięte w zespole. Chciałem, by moje drużyny miały pomysł na grę. Chętnie odbiję piłeczkę w drugą stronę. W tym sezonie Legia była zespołem, który najchętniej podglądałem, jeśli chodzi o sposób grania. Trener Vuković jest na dobrej drodze, by wypracować własny styl.



Mimo że ŁKS jest ostatni w tabeli, to o tym jak chciał grać trener Kazimierz Moskal mówiło się pozytywnie. Zabrakło jednak najważniejszego, czyli wyników. Pan też jest zwolennikiem ofensywnej gry.

Pewnie też dlatego dostałem propozycje przejęcia zespołu. Mamy z trenerem Moskalem podobną filozofię piłki nożnej. Chcemy, żeby nasze zespoły grały ofensywnie, kreatywnie, by to był futbol na tak. ŁKS próbował to robić, ale miał problemy w defensywie i w przechodzeniu z obrony do ataku. Dlatego nie zamierzam wszystkie burzyć i przebudowywać, ale skupić na tym co jest do poprawy. W sytuacji drużyny nie chodzi teraz o ładną grę dla oka. Najwięcej satysfakcji dadzą nam zwycięstwa. Musimy wygrywać, by się utrzymać.

Nie pierwszy raz podjął się pan wyzwania. Na jedenaście kolejek przed końcem ŁKS ma 11 punktów straty do bezpiecznego miejsca. Kiedyś przejął pan Arkę Gdynia przed barażami o utrzymanie w ekstraklasie. Wtedy się udało, ale teraz sytuacja jest chyba trudniejsza?

Nie boję się wyzwań. Nie jestem też cudotwórcą, tylko trenerem. Z natury jestem pozytywnie nastawiony do obowiązków zawodowych. Jestem przekonany, że w ŁKS wszyscy będą robić wszystko, by się utrzymać. To trudne zadanie, ale do wykonania. Jest szansa i wierzę, że praca przyniesie efekty. Gdybym nie miał wiary, wiedzy o ŁKS, którą już zdobyłem, to pewnie zastanawiałbym się dłużej.

W ŁKS dyrektorem sportowym jest Krzysztof Przytuła, który kiedyś był pana podopiecznym. To pomaga?

Tworzymy jeden klub z piłkarzami, sztabem szkoleniowym, dyrektorem sportowym i prezesem. Nie chciałbym wiązać mojego przyjścia do ŁKS tylko z tym, że znam się z Krzyśkiem Przytułą. Raczej z tym, że klub od kilku lat bardzo dynamicznie się rozwija. Rok po roku awansował najpierw do pierwszej ligi, a potem do ekstraklasy. Mam gwarantować, że zespół nie zejdzie ze ścieżki futbolu ofensywnego, który ma dawać radość zarówno piłkarzom, jak i kibicom. Po to w ostatnich dniach pracujemy w klubie właściwie od dziewiątej rano do 21. Chcę dodać własną wizję futbolu i poprawić to, co sprawiło, że ŁKS jest ostatni w tabeli.



Podpisał pan umowę do czerwca 2022 roku. Czy jest ona uzależniona od utrzymania się ŁKS w lidze?

Kompletnie nie myślę o tym, co będzie na koniec sezonu. Koncentruję się na tym, by jak najlepiej przygotować zespół do najbliższego spotkania z Górnikiem Zabrze i rozegrać 11 meczów do końca rozgrywek. Jestem zdeterminowany i wierzę, że damy radę. Mógłbym pójść na skróty i przygotowywać grunt pod kolejne rozgrywki, ale widzę możliwość, by ŁKS w przyszłym sezonie był wciąż w ekstraklasie.

A gdyby jednak koronawirus nie pozwolił dokończyć sezonu?

Jeżeli nie mam na coś wpływu, to kompletnie się tym nie zajmuję. Mam za to realny wpływ na drużynę, plan treningowy, przygotowanie zespołu. Nie znam się na wirusach, tylko na szkoleniu. Dlatego staram się stosować do zaleceń tych, którzy wiedzą, co w tym temacie robić. Wydaje mi się, że jeżeli będziemy odpowiedzialni, to szybko sobie poradzimy z tym problemem. Dla mnie najważniejsze, by liga się zaczęła. Chciałbym utrzymać ŁKS dzięki dobrej postawie, a nie na przykład przez to, że sezonu nie udało się dokończyć i zapadła decyzja, że nie ma spadków. Uniknięcie spadku na boisku byłoby też zasługą poprzedniego sztabu.

Wrócił pan do pracy z seniorami, ale w trenerskim dorobku, oprócz pracy w Escola Varsovia, ma pan też trzy medale mistrzostw Polski, w tym dwa złote, zdobyte z juniorami Wisły Kraków. Zajmie się pan również akademią ŁKS?

Oczywiście, bo w tym klubie trenuje bardzo dużo dzieci. I pierwsza drużyna powinna z tego korzystać. Trzeba im się bacznie przyglądać pod kątem właśnie seniorów. Na pewno spotkam się z koordynatorami akademii i trenerami, bo chciałbym, by wszystkie drużyny pracowały podobnie jak pierwszy zespół, oczywiście odpowiednio do ich wieku. Nie zamierzam wprowadzać drastycznych zmian ani przekonywać do metod wspomnianej Escoli. Dla mnie jednak naturalne jest to, że szkolenie dzieci i młodzieży ma ich przygotowywać do gry w pierwszym zespole. Styl, sposób rozumienia piłki musi być ten sam. Skoro seniorzy chcą grać ofensywnie, to tak samo muszą to robić juniorzy, młodzicy, trampkarze i tak dalej. By, jak ktoś przyjdzie na trening do pierwszego zespołu, nie był zaskoczony jak na przykład powinien grać boczny obrońca.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Artur Kraszewski/ŁKS

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności